Druga grupowa kolejka. Dla Niemców mecz o wszystko, w którym musieli wygrać – Szwedzi tylko mogli. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, Toni Kroos pięknie przymierzył z rzutu wolnego, wprowadzając w ekstazę kibiców „Die Mannschaft”.
Dla aktualnych jeszcze mistrzów świata drugi mecz grupowy był tym z serii „o wszystko”. Po porażce z Meksykiem, by liczyć się jeszcze na tym turnieju, musieli wygrać, ale Szwedzi nigdy dotąd nie byli dla nich łatwym rywalem. Na 22 rozegrane do tej pory mecze nasi zachodzi sąsiedzi wygrali tylko dziesięć razy, a licząc ostatnie trzy spotkania, ta sztuka udała im się tylko raz.
Szwedzi przystępowali do starcia z Niemcami w roli faworyta, a sam trener reprezentacji wyrażał się o dzisiejszych adwersarzach w samych superlatywach, wierząc jednak w możliwości własnych podopiecznych.
Spotkanie w Soczi miało też polskie akcenty – nie z racji tego, że mieszka tam nasza reprezentacja – lecz dlatego, że sędziowało go nasze eksportowe trio z Szymonem Marciniakiem na czele.
Niemiecki Blitzkrieg
Od pierwszej minuty i gwizdka Marciniaka Reus i spółka rzucili się na bezradnych początkowo reprezentantów „Trzech Koron”, zamykając ich w okolicach pola karnego. Zawodnicy Loewa byli agresywni i nastawieni bardzo ofensywnie, chcieli zmazać plamę z pierwszego spotkania i porażki z Meksykiem.
Do 10. minuty wymienili aż 122 podania i prowadzili grę, jednak bramka strzeżona przez Olsena wydawała się zaczarowana – nic nie chciało do niej wpaść.
Wynik spotkania mogli otworzyć Draxler i Werner, ale nic nie wynikło z tego zamieszania. W 12. minucie do głosu doszli zawodnicy. Wydawało się, że w polu karnym faulowany był Berg, ale Marciniak nie zdecydował się wskazać na wapno.











