Niemcy w rozsypce. Czy jesteśmy w stanie z nimi wygrać?


8 października 2014 Niemcy w rozsypce. Czy jesteśmy w stanie z nimi wygrać?

Mecz z reprezentacją Niemiec już za kilka dni, a gdzie nie spojrzę, tam w mediach pompowanie balonika trwa w najlepsze. Wiem, ekipa Joachima Loewa nie jest w najsilniejszym składzie, do tego im bliżej meczu z Polakami, tym selekcjonerowi mocniej Niemców "kruszą" się kolejni piłkarze. Oczywiście wierzę w naszych chłopaków i marzę, aby skopali tyłki podopiecznym Loewa. Ale nie zapominajmy, rozbici czy nie, to wciąż są Niemcy...


Udostępnij na Udostępnij na

Można powiedzieć, że szatnia naszego sobotniego rywala przypomina szpital. Już od dłuższego czasu było wiadomo, że w meczu z Polską nie będą mogli zagrać: Bastian Schweinsteiger, Marco Reus, Ilkay Gündogan, Sami Khedira, Mario Gomez czy Benedikt Höwedes. Do tego walkę z grypą przegrał Julian Draxler. Z kolei Jerome Boateng jeszcze walczy, ale też raczej nie zagra w sobotę na Stadionie Narodowym. Świeżą informacją jest kontuzja kolana, której doznał Mesut Özil. Z pewnością niejeden selekcjoner załamałby się w takiej sytuacji. Do tego: Lahm, Mertesacker i Klose postanowili zakończyć swoje jakże bogate kariery reprezentacyjne. Szczerze mówiąc, myślę, że przy obecnych problemach Joachima Loewa to ta cała trójka mogłaby okazać się zbawieniem dla swojego kraju, ale to nie nasze zmartwienie.

Można żartować, że Niemcy zaraz będą musieli wystawić reprezentację u-21. Mnie jednak nie jest do śmiechu. W reprezentacji naszych zachodnich sąsiadów wciąż są zawodnicy, którzy mogą pociągnąć za uszy swoich mniej doświadczonych kolegów. Neuer, Goetze, Müller, Hummels, Kroos, Podolski… Światowa czołówka. To nie są byle „ogórki”, a każdy z nich osiągnął więcej niż większość naszych obecnych kadrowiczów razem wziętych. Nie liczę oczywiście: Piszczka, Lewandowskiego i Szczęsnego, bo to zupełnie inny poziom. Patrząc dalej, można zauważyć, że wszyscy powołani przez Joachima Loewa grają w najlepszych ligach na świecie i odgrywają kluczowe role w swoich zespołach, a te nie są ligowymi średniakami… Oczywiście ktoś, kto nie zgodzi się z moim zdaniem, powiedziałby, że przecież nasi zawodnicy też grają w swoich klubach, czego potwierdzeniem są zresztą niedawno opublikowane statystyki. No dobrze, ale ilu z naszych kopaczy gra w zespołach na miarę Bayernu Monachium, Arsenalu Londyn, Borussii Dortmund czy Realu Madryt? Można ich policzyć na palcach jednej ręki…

Oczywiście nie wierzę, że nasi chłopcy dostaną tak srogie lanie jak Brazylia w pamiętnym półfinale z tegorocznych mistrzostw. Co więcej, całkowicie wykluczam możliwość takiego blamażu, ale chcę podkreślić, że Niemców nie można lekceważyć. Zranieni mogą być jeszcze bardziej niebezpieczni. Polacy muszą wyjść w 100% skoncentrowani, bo inaczej mogą tego pożałować. Wiadomo, jak jest z grą piłkarzy w najlepszych ligach zachodnich. W razie kontuzji czy absencji kartkowej zawodnika pierwszego składu na jego miejsce wskakuje rezerwowy.  Wtedy zależy już tylko od niego, czy wykorzysta swoją szansę. W razie niepowodzenia po jakimś czasie wraca na ławkę albo kompletnie wypada z obiegu. Tak może być też w przypadku tych młodych chłopaków z kadry Loewa. Będą mieli sposobność się pokazać, a co za tym idzie, zechcą daną okazję wykorzystać. Bo kiedy, jak nie teraz? W szczególności uważałbym na Karima Bellarabiego z Bayeru Leverkusen. Jest jednym z odkryć tego sezonu w Bundeslidze, a do dobrej gry dołożył jeszcze trzy bramki i dwie asysty na początku rozgrywek. Jednak najwięcej będzie z pewnością zależało od dyspozycji Manuela Neuera – moim zdaniem obecnie najlepszego bramkarza świata. Ten człowiek nieraz pokazał, że ze swoimi umiejętnościami równie dobrze mógłby grać w polu i nie byłoby widać żadnej różnicy. Jeśli bramkarz Bayernu będzie miał dobry dzień, to Lewandowski i spółka nieźle się napocą, zanim go pokonają.

Trener Nawałka powiedział, że reprezentacja Niemiec jest „drużyną bez wad”. Obecnie mocno bym z tą tezą polemizował. Rzeczywiście, w czasie mistrzostw świata w Brazylii ta drużyna nie miała słabych punktów. Teraz, mimo kontuzji wielu kluczowych zawodników, też jest groźna, ale do pokonania. Do kadry prowadzonej przez Loewa doszło wielu nowych piłkarzy. Można zauważyć pierwszą wymianę pokoleniową. Selekcjoner naszych zachodnich sąsiadów zachowuje spokój i zapewnia, że na mistrzostwa Europy we Francji będzie miał gotową drużynę. No dobrze, ale ten turniej jest dopiero za dwa lata… Śmiem twierdzić, że na ten moment drużyna mistrzów świata jest poważnym placem budowy i trochę zajmie, aż Joachim Loew poskłada te klocki do kupy. Prawdą jest, że Niemcy grają jednym systemem od lat, ale mimo to zgranie poszczególnych zawodników zaabsorbuje trochę czasu. W tym upatruję szansy kadrowiczów Nawałki, którzy – można rzec – znają się jak łyse konie.

Problemy Niemców to jednak nie nasza sprawa i nie musimy się nimi martwić. Ważniejsze jest to, że Polacy rzeczywiście mają realną szansę na pierwsze w historii zwycięstwo nad kadrą naszych zachodnich sąsiadów. Gdzie przede wszystkim powinniśmy szukać swoich okazji? Prawdą jest, że na takie mecze jest zawsze wielka mobilizacja, zarówno wśród piłkarzy, jak i wśród kibiców. Nasi kadrowicze powinni wyjść na to spotkanie „napakowani”, pełni mocy, wiary i chęci do walki, a trybuny na pewno zagrzeją ich swoim dopingiem. Wiadomo, Niemcy są lepsi technicznie, ale my powinniśmy ich „zjeść” zadziornością, wysokim pressingiem i siłą fizyczną. W tym meczu nie możemy odstawiać nogi. Kości mają trzeszczeć, ma być walka, pot i łzy. Co więcej, przy bardzo niedoświadczonej i niezgranej linii defensywnej DFB dużo będzie zależeć od naszych skrzydłowych. Nie oszukujmy się, linia Rudy – Hummels – Ginter – Durm nie jest zaporą nie do przejścia. Do tego skrajni obrońcy nie grają na swoich pozycjach. Rudy został przekwalifikowany na prawego defensora ze środka pola, natomiast Erik Durm, któremu lewa noga służy w zasadzie tylko do wsiadania do tramwaju, z konieczności został przesunięty z prawej strony na lewą. I tutaj liczę przede wszystkim na szybkość i dobrą grę Kamila Grosickiego, który to w meczu z Gibraltarem zdecydowanie napędzał naszą drużynę. Wiadomo, że Niemcy to nie ten sam kaliber, co nasi poprzedni przeciwnicy, ale gaz Kamila już niejednym dał się we znaki. Oby tylko do efektowności dołożył również efektywność. Oczywiście mam nadzieję, że nasz ambasador w poważnym futbolu, Robert Lewandowski, też pokaże, na co go stać, i ukąsi w tym spotkaniu. Hummelsa i Neuera zna bardzo dobrze, więc powinien to wykorzystać… No i przede wszystkim musimy być bardzo dobrze zorganizowani w obronie. Polacy nie mogą przysnąć, nie mają prawa odpuścić krycia. Muszą walczyć każdy za każdego. Przecież Niemcy wciąż dysponują będącymi w formie Goetzem i Müllerem, być może wyzdrowieje dobrze grający w londyńskiej Chelsea Schürlle. Do tego Kroos, Podolski i druga linia podopiecznych Loewa nie wygląda tragicznie.

Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule – nie tylko jesteśmy w stanie pokonać Niemców, a nawet powinniśmy to zrobić. Prawda jest taka, że w najbliższym czasie nie będziemy mieli podobnej szansy na triumf nad mistrzami świata. Jednakże żeby tego dokonać, polska reprezentacja musi wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Po koszykarzach, siatkarzach, piłkarzach ręcznych czas na zwycięstwo polskich piłkarzy. Być może właśnie w tym meczu narodzi się drużyna, na którą od lat czekamy.

A więc… Polacy do boju!!!

Najnowsze