Niedziela z PKO BP Ekstraklasą podtrzymała świetny poziom sobotnich zmagań ligowych. Na początku Piast zmierzył się na swoim stadionie z Widzewem Łódź, wygrywając 2:1. W popołudniowym meczu Pogoń Szczecin poskromiła u siebie Koronę Kielce 2:0. Mecz weekendu pomiędzy Legią Warszawa a Wisłą Kraków zakończył się zwycięstwem tych pierwszych 2:0.
Piast zwycięski w dramatycznych okolicznościach. Kryzys Widzewa trwa
Po porażce z Wieczystą Kraków w sierpniu, Piast Gliwice całkowicie się odrodził i pomijając porażkę z Pogonią tuż przed przerwą reprezentacyjną, regularnie zdobywał punkty. Remis z Legią Warszawa, triumf z Motorem Lublin, wygrana z GKS-em Katowice i zwycięstwo z Radomiakiem Radom. Seria świetna, a patrząc na to, że czysto kadrowo, można śmiało powiedzieć, że trener Daniel Myśliwiec dysponuje jedną z najgorszych kadr w Ekstraklasie, staje się to jeszcze bardziej imponujące. Z drugiej strony Widzew, czyli zespół, który od wielu miesięcy gra dla odmiany poniżej oczekiwań. Ostatnio przyszedł tam Mateusz Stolarski i generalnie nie odmienił jeszcze znacząco gry tego zespołu.
Pierwsza połowa przebiegła bez większych emocji. Oba zespoły miały swoje szanse, ale generalnie nikt się szczególnie na tle tych drugich nie wyróżniał. Najpierw bliski gola na 1:0 był Samuel Ntamack (już w ósmej minucie spotkania). Po jego strzale głową Bartłomiej Drągowski się nawet nie ruszył, a futbolówka obiła słupek. Goście również dochodzili do głosu, a najlepszą szansę na objęcie prowadzenia miał zdecydowanie Emil Kornvig. Zablokował jednak w ostatniej chwili obrońca.
Druga połowa była jeszcze bardziej obfita w sytuacje podbramkowe. Moment wejścia drugą część meczu był też czasem wypracowywania sobie przez graczy Piasta przewagi. Dobrze, ale niecelnie uderzył Hugo Vallejo. Blisko gola był też Jakub Czerwiński – tu jednak kapitalnie zebrał spod nóg kapitana Piasta, wspomniany wcześniej bramkarz Widzewa. Po drugiej stronie starał się Świderski, który zaliczył naprawdę dobre wejście na boisko. I tym golem je zwieńczył – w 71. minucie, gola głową. Ale gola chwilę wcześniej również jego kolega z zespołu – Giannis Papanikolaou. Haczyk w tym, że był to nieszczęśliwy gol do własnej siatki (1:1).
Widzew poczuł jednak krew i to on zaczął mocniej dochodzić do głosu. Tu niestety przejdziemy do kontrowersji, gdyż w polu karnym gospodarzy upadł Juljan Shehu. Mimo ewidentnego „stempla”, rzutu karnego sędzia nie przyznał. Pech chciał, że chwilę po tym zdarzeniu Piast strzelił na 2:1. Autorem gola był Quentin Boisgard.
Przez tę porażkę Widzew zajmuje aktualnie odległe 13. miejsce w tabeli, z zaledwie trzypunktową przewagą nad strefą spadkową. W następnej kolejce zmierzą się z Wisłą Kraków. Piast awansował na szóste miejsce. Za tydzień zagrają z Górnikiem Zabrze.
Nie wiem, jak sędzia tłumaczył zdarzenie z pola karnego, ponieważ z nim o tym nie rozmawiałem. Nie zrobiliśmy wszystkiego żeby uchronić się przed tą bramką i przyczyn tego chcę szukać w swoim zespole, a nie w tym czy był karny czy nieskomentował kontrowersję trener Mateusz Stolarski
Świetna Pogoń i nieskuteczna Korona
Pogoń Szczecin wyrasta nam w ostatnich tygodniach na jednego z faworytów do walki o czołowe lokaty. Gra świetnie, a jeszcze lepiej punktuje. Zresztą zespół Oscara Garcii przegrał w tym sezonie tylko raz – w pierwszej kolejce z Legią Warszawa po golu rywali w końcówce spotkania. Dodatkowo jest to zespół, który w bieżącej kampanii stracił najmniej goli w całej lidze. Korona Kielce, tak jak się spodziewaliśmy, jest konkurencyjna po bardzo dobrym w jej wykonaniu okienkiem transferowym. Tu porażek jest więcej, ale tylko z topowymi zespołami. Generalnie jednak wyrosła nam ona na zespół bardzo niewygodny i groźny dla całej Ekstraklasy.
Korona zaczęła mocno, bo już w pierwszej minucie groźnym strzałem popisał się Mariusz Stępiński. Później odpowiedział po stronie gospodarzy Riccio, który strzałem z półobrotu uderzył jednak niecelnie. Spotkanie było wyrównane, jednak to Pogoń była skuteczna i to ona zdobyła pierwsza bramkę. Po dobrej, kombinacyjnej akcji, pod koniec pierwszej połowy, trafieniem popisał się Maciej Wojciechowski. Dla 19-latka było to pierwsze trafienie w piłce seniorskiej!
W drugiej części meczu Korona Kielce przejęła inicjatywę i coraz częściej atakowała. W 67. minucie strzeliła nawet gola… Ten nie został jednak uznany. Michael Ameyaw znajdował się w momencie uderzenia na pozycji spalonej. Bliski gola był też Daniel Bąk czy ponownie Michael Ameyaw z dystansu – w obu przypadkach świetnie gasiła rywali jednak defensywa Pogoni Szczecin. Ale nie tylko defensywa – również atak potrafił się w tym meczu popisać z jak najlepszej strony. Gola na 2:0 zdobył w 86. minucie po zagraniu Jean-Pierre’a Nsame, Paul Mukairu. Nigerijczyk do asysty dołożył trafienie. Jest w formie 26-latek! Tak też zakończyło się to spotkanie.
Po tym meczu Pogoń awansowała na czwartą pozycję w tabeli. Za tydzień sprawdzą swoje możliwości przeciwko GKS-owi Katowice. Korona po porażce, spadła na ósmą lokatę. Kolejny mecz również zapowiada się na niezwykle wymagający – podejmą Lecha Poznań na wyjeździe.
Klasyk dla Legii. Marek Papszun wciąż bez porażki
Wisła Kraków dobrze weszła w sezon i jako beniaminek, prezentuje się naprawdę bardzo dobrze. Do tej pory przegrała tylko dwa razy, będąc niepokonaną od dwóch miesięcy. Z drugiej strony, zespół Mariusza Jopa nie wygrał na wyjeździe, a przed nimi był wyjazd wyjątkowo trudny – do Warszawy. Legia Warszawa jeszcze w tym sezonie nie przegrała i od razu możemy poprzedzić fakty – po meczu z Wisłą Kraków pozostaje niepokonana. Wygrała 2:0.
Nie ukrywając, wygrała dość pewnie, ale nie od początku było tak łatwo. Bo przez pierwsze 15 minut oglądaliśmy przewagę jednak w wykonaniu gości, którzy co rusz atakowali bramkę strzeżoną przez Otto Hindricha. Bliski gola był choćby Frederico Duarte, jednak wspomniany Rumun bardzo dobrze interweniował. W tym czasie, strzał oddał również Marko Bozić – nieznacznie minął on bramkę rywali.
***
Niespodziewanie doszła do głosu jednak Legia i pięknym golem na 1:0 popisał się Łukasz Zjawiński. Niestety, sytuacja ta wiąże się z pierwszą kontrowersją, gdyż bramka ta padła bezpośrednio po rzucie z autu, który jak pokazują powtórki, został podyktowany na korzyść „Wojskowych” niesłusznie.
Niedługo później, doszło do kolejnej kontrowersyjnej sytuacji – tym razem pod bramką Legii Warszawa, gdzie doszło do spięcia pomiędzy Bartoszem Kapustką a Juliusem Ertlthalerem. Wydaje się, że doszło tam do kopnięcia Austriaka, jednak sędzia się tu rzutu karnego nie dopatrzył.
Po tych dwóch sytuacjach, coraz częściej dochodziła do głosu Legia, która generalnie zdaje się, że miała już mecz pod swoją kontrolą. Wisła była bezradna i poza pojedynczymi próbami Angela Rodado, niewiele z jej gry zasadniczo wynikało. Świetny był w tym meczu za to Rafał Adamski, który zdobył bramkę na 2:0 w 70. minucie spotkania. I w zasadzie wtedy to spotkanie mogło się już skończyć.
Wisła próbowała, ale zdawała się w tym wszystkim kompletnie nieporadna i trochę podłamana przebiegiem całego meczu. Ostatecznie więcej goli nie padło – pomimo tego, że później Kacper Chodyna czy Michal Sevcik, byli bardzo blisko podwyższenia wyniku. Spotkanie, które zasłużenie, patrząc na całe spotkanie wygrała Legia. Całe spotkanie okraszone było jednak niepotrzebnymi kontrowersjami sędziowskimi – to o nich będzie się mówiło najwięcej.
Po tej wygranej, Legia Warszawa pozostaje na podium, zajmując trzecią lokatę. Tracą aktualnie trzy punkty do liderującego Górnika Zabrze. Za tydzień podopieczni Marka Papszuna wyjeżdżają do Krakowa, gdzie zmierzą się z Cracovią. Wisła pomimo porażki, zajmuje wysokie piąte miejsce, ze stratą jednego „oczka” do czwartej Pogoni Szczecin. Za tydzień „Biała Gwiazda” przeniesie się do Łodzi na mecz z Widzewem.
Niedziela zakończona. Co zobaczymy jutro?
Niedziela z Ekstraklasą dobiegła końca, ale to nie koniec emocji w 10. kolejce. Jutro czekają nas dwa interesujące spotkania! Radomiak Radom ugości u siebie Motor Lublin, a GKS Katowice zagra u siebie z Wieczystą Kraków (jest to nadrobienie nieodbytego w trzeciej kolejce spotkania).










