Niedziela z Ekstraklasą stała pod znakiem wieczornego hitu pomiędzy Legią Warszawa a Lechem Poznań. Górą okazał się Lech Poznań, jednak musiał się mocno nacierpieć. Nie zapomnieliśmy jednak o dwóch pozostałych meczach. W pierwszym spotkaniu Śląsk Wrocław pokonał Wieczystą Kraków i przerwał wyjątkowo długą passę meczów bez wygranej. W kolejnym meczu także doszło do przełamania, bowiem Jagiellonia Białystok pokonała Wisłę Płock, dzięki czemu po czterech porażkach z rzędu w lidze wreszcie sięgnęła po komplet punktów.
Niedziela z PKO BP Ekstraklasą: Śląsk z przełamaniem. Wrocławianie pokonują bezradną Wieczystą
Do niedzielnego rosołku kibice otrzymali starcie dwóch drużyn z dołu w tabeli. Według doniesień medialnych dla obu trenerów niedzielny pojedynek był też pojedynkiem o utrzymanie posady, bowiem zarówno we Wrocławiu, jak i w Krakowie wyniki są rozczarowujące.
Pierwszy celny strzał w tym spotkaniu oddała Wieczysta za sprawą Koulourisa, jednak jego próbę wybronił Karol Niemczycki. Za to w dwudziestej czwartej minucie bezpieczniej mógł poczuć się Ante Šimundža oraz prowadzony przez niego Śląsk. Piotr Samiec-Talar sprytnie zagrał piętką do Malaly’ego Dembélé. Francuz poradził sobie z próbującym go blokować Antonio Miliciem i pokonał Mateusza Kochalskiego.
Jeszcze w doliczonym czasie gry pierwszej połowy sytuacja Wieczystej zrobiła się bardzo trudna. Wracający po złamaniu ręki Samiec-Talar zagrał fantastyczne prostopadłe podanie do kompletnie niepilnowanego Przemysława Banaszaka, który z odległości dziesięciu metrów wykonał wyrok. Przyjrzyjcie się tej bramce – obrona Wieczystej istniała tutaj chyba tylko na papierze.
Wygrana po raz pierwszy od blisko trzech miesięcy
Więcej goli nie padło, choć można było odnieść wrażenie, że to gospodarze byli bliżej trzeciego gola aniżeli goście bramki kontaktowej. Byli konkretniejsi i zasłużenie wygrali. Statystycznie Krakowianie mogli mieć większe posiadanie piłki, ale poza nielicznymi okazjami byli bezradni wobec dobrze zorganizowanego rywala.
Nawet wejście z ławki Lisandro Semedo nie pomogło, choć Kabowerdeńczyk swoją szansę na gola miał, ale ponownie górą okazał się golkiper Śląska. Dla Wrocławian jest to dopiero drugie zwycięstwo w tym sezonie, a dla słoweńskiego trenera szansa na złapanie drugiego oddechu.
Niedziela z Ekstraklasą: Jagiellonia szuka przełamania
W drugim, niedzielnym spotkaniu okazji na przełamanie szukała również Jagiellonia Białystok, która podejmowała u siebie Wisłę Płock. Nafciarze w ostatnich tygodniach, poza wysoką porażką z Wieczystą, mieli zwyżkę formy, czego kompletnie nie można było powiedzieć o rozbitej mentalnie Jagiellonii Białystok.
Pierwsza połowa nie należała jednak do najciekawszych. Dramatu może nie było, ale brakowało groźnych okazji. Jaga optycznie przeważała, ale nie była w stanie przekuć tego na nic konkretniejszego. Po fatalnym błędzie zawodników Wisły Płock swoją szansę na pustą bramkę otrzymał Sergio Lozano, jednak Hiszpan nieczysto trafił w piłkę i zmarnował bardzo dobrą okazję.
Natomiast goście atakowali głównie za sprawą Samuela Akere, któremu jednak brakowało ludzi do współpracy z przodu. Z pewnością Adam Majewski odczuwał brak swoich dwóch podstawowych pomocników – Adama Radwańskiego oraz Daniego Pacheco.
Duet Sow – Szmyt zagwarantował zwycięstwo Jadze po czterech ligowych porażkach z rzędu
W drugiej połowie szanse się wyrównały, płocczanie zaczęli być bardziej aktywni. Swoje szanse mieli Sekulski oraz Prsir, jednak na posterunku był Miłosz Perchel, który zastąpił Sławomira Abramowicza na bramce Dumy Podlasia. Kilka minut przed tymi sytuacjami Wisły Adrian Siemieniec widząc, że jego drużyna niechybnie zmierza ku kolejnemu spotkaniu bez wygranej, zdecydował się wpuścić Kajetana Szmyta oraz Ousmane’a Sowa.
I to właśnie ten duet odmienił losy Jagi. Pierwsza wrzutka Kajetana Szmyta została wybita przez obrońców z Płocka, jednak Guilherme Montóia zebrał drugą piłkę i jeszcze raz podał do Kajetana. Polak dośrodkował po raz drugi i tym razem Ousmane Sow głową pokonał Rafała Leszczyńskiego.
Czy VAR słusznie anulował jedenastkę po ręce Prsira?
Niestety nie obyło się również bez kontrowersji sędziowskiej. W 77. minucie we własnym polu karnym trafiony został w rękę Jurica Prsir. Sędzia tego spotkania, Damian Kos, pierwotnie wskazał na wapno, jednak arbitrzy na VAR-ze poprosili go do monitora. Ten po przeanalizowaniu sytuacji zdecydował się odwołać karnego.
Wielu obserwatorów nie pojmuje jednak tej decyzji. Ich zdaniem powtórki telewizyjne pokazały klarowny kontakt z ręką, zaś samo zagranie powinno zostać zakwalifikowane jako spodziewane. Na szczęście dla arbitrów nie wypaczyło to losów spotkania – Jaga po czterech porażkach z rzędu wreszcie przypomina sobie jak smakuje zwycięstwo w Ekstraklasie.
Niedziela z Ekstraklasą: klasyk Legia – Lech ozdobą kolejki
No i na deser: hit kolejki pomiędzy Legią Warszawa a Lechem Poznań. Obie drużyny imponowały formą w ostatnich tygodniach, dlatego wszyscy liczyliśmy na jakościowe spotkanie. Większość ekspertów spodziewała się, że to Kolejorz narzuci warunki gry, zaś Warszawiacy, w zgodzie z filozofią Marka Papszuna, będą starali się neutralizować ataki rywala. Tymczasem w pierwszej połowie było zupełnie na odwrót.
To właśnie gospodarze byli stroną dominującą i skutecznie kasowali jakiekolwiek zapędy Mistrza Polski. Nie było może gorąco, ale nie brakowało ciekawszych momentów. W 16. minucie Leo Bengtsson obił słupek bramki Legii. Potem Legia miała dwie szanse, najpierw zablokowany strzał Kapustki, zaś trzy minuty później Paweł Wszołek szarżował w szesnastce gości, jednak powstrzymał go Terry Yegbe.
Pod koniec pierwszej połowy szczęścia spróbował Rafał Augustyniak, ale jego uderzenie zatrzymał Mateusz Lis. Po stronie Lecha indywidualną akcją popisał się jeszcze Pablo Rodriguez, ale jego strzał zatrzymał interweniujący stoper Legii. Oprócz tego mieliśmy dwie kontuzje. Najpierw boisko po 10 minutach meczu musiał opuścić Mikael Ishak, którego zastąpił jego rodak Yannick Agnero. Atak Legii również ucierpiał. Tuż przed 30. minutą Rafał Adamski nie był w stanie kontynuować gry, co prawdopodobnie było efektem starcia z Patrikiem Walemarkiem.
No i nie zabrakło kontrowersji: Kibice Lecha domagali się czerwonej kartki za sytuację typu DOGSO, potem za faul Wszołka na drugą żółtą kartkę. Natomiast kibice Legii mieli pretensje o faul Yannicka Agnero w polu karnym na Augustyniaku.
Agnero rozpoczął strzelanie
Druga połowa była zdecydowanie bardziej otwarta. Efektem gol Lecha w 56. minucie. Kapitalną indywidualną akcję przeprowadził Patrik Walemark, który przebiegł ponad pół boiska prowadząc piłkę. Pomocnik Lecha zagrał ją do Leo Bengtssona, który podał wzdłuż pola karnego do Yannicka Agnero. Napastnik Lecha miał proste zadanie – wpakować piłkę do bramki. Ta sztuka mu się udała i to Lech wyszedł na prowadzenie w tym klasyku jako pierwszy.
Stracony gol podziałał motywująco na zespół Marka Papszuna i Warszawiacy ruszyli do ataku. Najpierw Kamil Piątkowski wyskoczył do główki, jednak jego strzał zatrzymał się na słupku. Dosłownie minutę później szczęścia ponownie spróbował Rafał Augustyniak, jednak jego potężny strzał z dystansu sparował na rzut rożny Mateusz Lis.
Lecz w 74. minucie bramkarz Lecha nie miał nic do powiedzenia. Mateusz Szczepaniak wrzucił piłkę w pole karne, gdzie Rafał Augustyniak zgrał ją do środka na piąty metr, gdzie najlepiej odnalazł się Bohdan Viunnyk i zawodnik wypożyczony z Lechii Gdańsk wyrównał stan gry.
Nawet po zdobytym golu Legioniści nie ustępowali w staraniach wyjścia na prowadzenie. Swoją szansę na gola miał także Mateusz Szczepaniak, jednak Mateusz Lis ponownie okazał się górą i wyrastał na pierwszoplanową postać poznańskiego zespołu.
Niedziela z Ekstraklasą: Luis Palma rozstrzygnął losy klasyka
Legia atakowała, atakowała, a tymczasem to do obecnego Mistrza Polski należało w tym meczu ostatnie słowo. Akcję rozpoczął Michał Gurgul, który podobnie jak Walemark, przebiegł prawie całe boisko, a następnie oddał piłkę Filipowi Jagiełło. Polak oddał piłkę Hakansowi, Fin kiwką zmylił Fukudę, a następnie dośrodkował do Luisa Palmy.
Honduranin, który w tym sezonie dotąd zawodził, wykorzystał gapiostwo Recy i zdecydował o losach klasyka, strzelając decydującego gola na 2:1 dla Lecha. Przed spotkaniem taki wynik nie byłby dla nas zaskoczeniem. Jednak biorąc pod uwagę przebieg klasyka, kibice Legii jak i sama drużyna mają prawo czuć się nieco rozczarowani.
Niedziela z Ekstraklasą: wyniki spotkań, tabela na koniec 12. kolejki
Tak prezentuje się komplet niedzielnych wyników w PKO BP Ekstraklasie.

W tabeli PKO BP Ekstraklasy po skończonej 12. kolejce widzimy, że Śląsk Wrocław wydostał się ze strefy spadkowej i tym samym wepchnął do niej Wieczystą Kraków. Jagiellonia przeskoczyła Nafciarzy i zajmuje obecnie dziesiąte miejsce i do dziewiątej Korony Kielce traci trzy punkty. Natomiast Kolejorz mimo jednego spotkania mniej, rozsiadł się w fotelu lidera. Legia pozostała na najniższym stopniu podium.

***
W nadchodzącym tygodniu część ekstraklasowych drużyn czeka jeszcze wyzwanie w środku tygodnia. Jedenaście zespołów z najwyższej klasy rozgrywkowej rozegra bowiem mecz w ramach 1/16 Pucharu Polski. W ramach tej fazy wylosowały się dwie pary składające się z zespołów z Ekstraklasy. Jedną z tych par jest Motor Lublin, który podejmie u siebie Raków Częstochowa. Natomiast drugą parą, a jednocześnie niekwestionowanym hitem tej rundy, będzie pojedynek osiągającego wyniki ponad stan Piasta Gliwice z wiceliderem tabeli, Górnikiem Zabrze.
Przeczytaj także:











