Wczoraj zaczęło się pierwsze tegoroczne zgrupowanie reprezentacji Polski. Wraz z nim pojawia się coraz to więcej spekulacji na temat ewentualnego ustawienia oraz taktyki na czwartkowy mecz z Austrią. Kibice i eksperci, gdyby mogli, to chętnie już dzisiaj zwolniliby Jerzego Brzęczka, który przecież zawalił Ligę Narodów…
Oczywiście jest to sarkazm. Niemożliwością jest, by Jerzy Brzęczek miał przestać pełnić funkcję selekcjonera, ponieważ „zawalił” Ligę Narodów. Przypomnę tylko, że Polska znajdowała się w grupie z rozdrażnionymi brakiem awansu na mundial Włochami oraz Portugalią, czyli obecnym mistrzem Europy. Wielu fanom reprezentacji Polski wydawało się, że to my jesteśmy faworytem grupy. Tego, jak bardzo się mylili, nie trzeba tłumaczyć. Niedługo po tym, jak spadliśmy z dywizji A, „zaufanie” społeczeństwa do Brzęczka spadło niemalże do zera. Czego oczywiście można się było spodziewać.
Eksperymenty Pana Jerzego
Nie ma nic złego w konstruktywnej krytyce pod adresem trenera. Nie ma nic złego w tym, że nie zgadzamy się z wyborami dokonanymi przez selekcjonera. To dobrze, że dyskutujemy. Sam selekcjoner powinien to docenić. Dzięki temu być może ma szansę dostrzec to, czego wcześniej nie widział. Jednakże nie zapomnijmy o jednej ważnej kwestii – stylu.
Każdy szkoleniowiec ma swój własny, niepodrabiany styl. Aczkolwiek aby nas do niego poniekąd przyzwyczaić, abyśmy mogli go zauważyć, zrozumieć, musi minąć trochę czasu. Brzęczek pracuje jeszcze za krótko, abyśmy mogli poznać jego model pracy. Pod jego wodzą rozegraliśmy raptem kilka meczów. Jak więc ma on wyrobić swoją markę, skoro wszyscy go już skreślili?!
Brzęczek wykorzystał cały okres od września do listopada na to, by poeksperymentować ze składem. Na jego nieszczęście nie były to eksperymenty w dużej mierze udane. Mecze z Portugalią czy Włochami na stadionie Śląskim zaczęliśmy w ustawieniu bez nominalnych skrzydłowych. W pełni można się zgodzić, że nie był to najlepszy sposób gry. Nasza kadra zazwyczaj słynęła z tego, że mieliśmy dynamiczne, niezwykle szybkie, a przez to zabójcze skrzydła.
Słusznie Mateusz Borek uważał, że decyzja Brzęczka o grze bez skrzydłowych to przeszacowanie naszych możliwości, gdyż zabrakło skrzydłowych, którzy zamknęliby boki boiska. Ale dlaczego Brzęczek wówczas nie chciał postawić na skrzydła? Może dlatego, że chciał się przekonać, jak to będzie funkcjonować? Może dlatego, że Błaszczykowski oraz Grosicki nie byli wtedy w optymalnej formie?
Nie wiadomo. Było minęło i już nie wróci. Teraz wraz z selekcjonerem jesteśmy mądrzejsi. Już wiemy, że skrzydłowi to podstawa naszej reprezentacji.
Oczywiście każdy mecz jest ważny, ale od początku była obecna w mediach sportowych narracja, że prawdziwym testem dla Brzęczka będą eliminacje do mistrzostw Europy. I tutaj nie będzie już miejsca na eksperymenty. Te mogły być przeprowadzane w meczach towarzyskich. I tak też było. Oczywiście, jeśli przyjmiemy, że Liga Narodów się do nich zalicza, a tutaj wielu mogłoby polemizować. Zresztą bardzo prawdopodobne, że gdyby Polacy awansowali w owym turnieju, wówczas mówiono by, że to i tak „turniej towarzyski”, bo przecież Niemcy również go olali…










