Liga hiszpańska to nie tylko Real i Barcelona. Liga hiszpańska to nie tylko Real i Barcelona. Liga hiszpańska to nie tylko Real i Barcelona. Liga hiszpańska to nie tylko Real i Barcelona.
Tak, Barcelona jest mistrzem. Tak, Ronaldo jest Pichichim, a Valdes Zamorą. Valencia będzie trzecia, Villarrealu nic nie ruszy z miejsca numer cztery.
Na górze jest nudno, za to na dole… Korowód niesamowitych wyników, wspaniałych popisów i niezwykłych pass. Można lecieć po kolei, drużyna po drużynie.
Athletic Bilbao przegrał z okropnie słabym Deportivo, mimo że piłkarze ze stolicy Kraju Basków strzelili wszystkie gole w meczu. Wynik otworzył Toquero, potem, już do własnej bramki, trafiali kolejno Gurpegi i Castillo. „Los Leones” przegrali dwa z ostatnich trzech meczów, mimo to utrzymują się w tabeli na wysokiej piątej lokacie. Drużyna praktycznie kompletna, z trzema graczami klasy światowej, ma niebywałe problemy z koncentracją. Jeszcze niedawno strzelała masę goli w ostatnich minutach, odwracając losy spotkań. Teraz trafia w pierwszej połowie, by potem grać na czas. No i chyba zaprzedała baskijską brutalność i bezkompromisowość w zamian za wyniki.

Sevilla przegrała dwa ostatnie mecze, ale ciągle dzielnie trzyma się miejsca dającego prawo gry w Lidze Europejskiej. Gdyby wygrała chociaż jeden z nich, byłaby pewna pucharów. Teraz nie jest. Winny jest Ivan Rakitić. Bezwstydny Chorwat najpierw pokazał Andaluzyjczykom, że dobra gra nie musi opierać się tylko na Jesusie Navasie, a potem doznał kontuzji. Jeśli dodamy do tego zmasakrowanego przez Jakobsena Caceresa, otrzymujemy lekki dramat. W weekend ciągle niepewny utrzymania Real Sociedad, za nieco ponad tydzień bezpośredni rywal, Espanyol. Sevilla nie ma łatwo, warto śledzić jej mecze, bo w tydzień może spaść aż o trzy miejsca. Drużyna, która przegrywa z Osasuną mimo dwubramkowego prowadzenia do przerwy, to drużyna nieprzewidywalna i diablo ciekawa.
Kolejną drużyną z szeroko pojętego czuba tabeli, która ostatnio zawodzi, jest Atletico. Madrytczycy przegrali z Racingiem Santander i Malagą (0:3 na Calderon!). Quique Flores się gubi, jest cieniem pewnego siebie faceta, który dokładnie rok temu zapewniał drużynie pierwsze od 15 lat trofeum. „Marca” podaje, że Luis Enrique już uzgodnił z włodarzami „Los Colchoneros” warunki kontraktu. Trener Barcelony B będzie miał trudne zadanie. Przewietrzenie drużyny wypełnionej monstrualnym ego Forlana, zablokowanie transferu Davida de Gei, kupno ze czterech obrońców, ze dwóch skrzydłowych i napastnika… Na razie trwa walka o europuchary. Najpierw zdegradowany Hercules, potem niewalcząca o nic Mallorca. Są szanse.











