Kto stoi w miejscu, tak naprawdę się cofa. Aby być w futbolu konkurencyjnym, trzeba ciągle ewoluować, stawać się lepszym. Stagnacja raczej nie jest wskazana. Sprawia to, że zamiast odjeżdżać rywalom, inni zmniejszają dystans do drużyny. Liverpool wciąż kombinuje i szuka wzmocnień. Jednym z pokrzywdzonych tej sytuacji jest Roberto Firmino.
Brazylijczyk w Liverpoolu jest już siódmy rok. Jakkolwiek by patrzeć, to szmat czasu. W zespole z czerwonej części Liverpoolu był jeszcze przed Salahem i Mane. Rok w rok rozgrywał ponad 30 spotkań w Premier League, będąc pierwszym wyborem Juergena Kloppa na pozycji napastnika. Choć jak wiemy Roberto Firmino to nie jest typowy napastnik, a pozycje w zespole „The Reds” są raczej umowne. Brazylijczyk lubił zawsze zejść niżej, grać nawet jako „dziesiątka”. Za to zawsze cenił go Niemiec.
Roberto Firmino – więcej go nie ma, niż jest
Obecny sezon w pewnym sensie jest przełomowy dla Liverpoolu. Trio Salah, Mane i Firmino już tak często nie występuje razem. Zwłaszcza Brazylijczyk został trochę odsunięty na boczny tor. Wpływ mają na to ciągłe problemy ze zdrowiem, które zresztą zawsze towarzyszyły Firmino, ale też mocni konkurenci. Liverpool jest świadomy, że musi wciąż stawać się lepszy, i dlatego wciąż się wzmacnia. Szuka alternatyw.
Nie jest to beznadziejny sezon napastnika rodem z Brazylii. Gdy już gra, to nie zawodzi. W 15 spotkaniach Premier League strzelił cztery bramki, plus dołożył trzy trafienia w Lidze Mistrzów. Zdarzył się nawet mecz z Watfordem, w którym ustrzelił hat-tricka, i w sumie na tym meczu jego strzelanie się skończyło. Był to październik. Od tego czasu to przeplatanka. Rozegra cztery mecze, złapie rytm, zacznie grać dobrze i znów przydarzy się jakiś uraz lub koronawirus.
W tym sezonie Premier League z powodu różnych absencji opuścił już 13 spotkań. Można powiedzieć, że więcej go nie ma, niż jest. Obecnie zmaga się z urazem przywodzicielem, miało go zabraknąć tylko na chwilę, a okazuje się, że nie ma go już miesiąc. Juergen Klopp zawsze stał murem za „Bobbym”, ale każdy rozsądny trener widzi, że coś jest nie tak. Roberto Firmino zawsze cieszył się u niego wielkim zaufaniem, co pokazuje fakt, że gdy tylko miał możliwość korzystania z Brazylijczyka, to stawiał na niego. Jeśli już siedział na ławce i był względnie zdrowy, to zawsze się z niej podnosił, oprócz ostatniego spotkania z Brighton.











