Pracę rozpoczął w niezwykle trudnym dla Newcastle momencie. I choć misja utrzymania klubu w Premier League zakończyła się niepowodzeniem, to gra „Srok” uległa na tyle dużej poprawie, że po rocznej „banicji” klub z północy Anglii wraca do elity. Współodpowiedzialny za taki stan rzeczy Benitez wciąż nie jest jednak pewien, czy w przyszłym sezonie pozostanie na stanowisku menedżera.
Rok po spadku Newcastle wraca do Premier League. Dla kibiców „Srok” jest to scenariusz dość znajomy, ponieważ ich ulubieńcy dokonali dokładnie tego samego w sezonie 2009/2010. Pod wodzą Chrisa Hughtona zmiażdżyli resztę stawki i z dorobkiem 102 punktów wygrali Championship. Wielu zapowiadało, że tak błyskawiczny powrót tym razem może się już nie powtórzyć. Zaplecze Premier League stało się wszak mocniejsze i spadkowicze nie mają już takiej przewagi nad resztą drużyn. Obawy po części okazały się uzasadnione. Newcastle co prawda znów wygrało Championship, ale przewaga nad drugim Brighton wyniosła zaledwie jeden punkt. Wróćmy na chwilę do roku 2010. Chris Hughton świętuje z drużyną awans do Premier League, a kilka miesięcy później żegna się z posadą. Zarząd uznał, że znacznie lepiej na stanowisku menedżera spisze się Alan Pardew.
Tym razem sytuacja wygląda nieco inaczej. Rafael Benitez wydaje się odpowiednią osobą do prowadzenie klubu w Premier League i włodarze klubu woleliby, aby Hiszpan kontynuował swoją pracę również w nowym sezonie. To Benitez nie jest pewien, czy chce nadal współpracować z zarządem, który zdaje się być głuchy na jego prośby, aby nieco wzmocnić skład, którego nadrzędnym celem będzie utrzymanie się w angielskiej ekstraklasie.
Dlaczego tak długo?
Umówmy się – awans Newcastle do Premier League był obowiązkiem. Przed poprzednim sezonem drużyna została wzmocniona na tyle, żeby z łatwością poradzić sobie z klubami pokroju Reading czy Norwich. Plan udało się wykonać, ale wciąż wypada zapytać, czy drużyna z takim potencjałem nie powinna zapewnić sobie awansu szybciej, czy kibice powinni do ostatniej kolejki drżeć o pierwsze miejsce? Wiadomo, jest to szukanie dziury w całym, ale „Sroki” są drużyną nieodłącznie kojarzoną z Premier League i nawet gdy występują ligę niżej, wciąż wymaga się od nich pewnego poziomu, którego niekiedy nie udawało się utrzymywać.
Potrzeba wzmocnień
W tej kwestii właściciel klubu, Mike Ashley, i Rafa Benitez różnią się najbardziej. Hiszpan nie jest w stanie zgodzić się na obecną politykę transferową klubu, przy której utrzymanie się w lidze stanie się maksimum „Srok” na przyszły sezon. Menedżer, który do niedawna walczył o mistrzostwo z Realem, a wcześniej zdobywał puchar Ligi Mistrzów z Liverpoolem, celuje znacznie wyżej. Piłkarze jak Jonjo Shelvey czy Matt Ritchie nie powinni mieć problemów z dostosowaniem się do warunków Premier League, ale ilu jeszcze takich piłkarzy ma w swojej drużynie Benitez? Próby sprowadzenia na St James’ Park Tammy’ego Abrahama, Rubena Semedo, Willy’ego Caballero skończyły się niepowodzeniem. Klub wciąż walczy o pozyskanie defensora Eibaru, Floriana Lejeune, do Newcastle na stałe przeniósł się już były piłkarz Christian Atsu i choć lista życzeń hiszpańskiego szkoleniowca jest długa, to wcale nie musi przełożyć się na przyszłe transfery do klubu.











