PKO Ekstraklasa nadal zaskoczeniami stoi, pozytywnymi, ale też negatywnymi. Niektórzy narobili apetytu, a pozostawili spory niesmak. Pocieszające, że w naszej rodzimej lidze zdarza się coraz mniej niewypałów. Niepokojące, że część zawodników z sezonu na sezon nie potrafi utrzymać stabilnego poziomu i notuje regres. Poznajcie największe zawody indywidualne i drużynowe minionej rundy jesiennej.
Obrońcy Zagłębia
Defensywa „Miedziowych” od dawna uchodziła za feralną. Zmienić miał to Dariusz Żuraw, czyli były środkowy obrońca, który przed bieżącym sezonem objął stery dolnośląskiego klubu, a przed kilkoma dniami już się z nim pożegnał. Nietrudno się zatem domyśleć, że stało się wprost przeciwnie, a wyczyny lubinian przebiły wszystkie najczarniejsze scenariusze. Razem z Górnikiem Łęczna dali sobie strzelić najwięcej bramek, a średnia w ciągu rundy jesiennej wynosi niemal dwa stracone gole na mecz. Za dobitne podsumowanie tej rundy w wykonaniu defensywy Zagłębia Lubin może służyć niedawne srogie lanie 4:0 od totalnie posiniaczonej Legii Warszawa.
W rozwoju kompletnie stanął piłkarz uważany za odkrycie ubiegłego sezonu – Kacper Chodyna. Mateusz Bartolewski, na którego mocniej postawiono, rzadko prezentował ekstraklasowy poziom. Prawdziwa katastrofa rozgrywała się jednak na środku. O ile wybronić można młodego Kamila Kruka, o tyle Lorenco Simić dalej nie dojeżdżał. Słabo spisywał się ustawiany tam z przymusu Sasa Balić. Trzeba stwierdzić, że Zagłębie Lubin nie było przygotowane na koniec kariery Lubomira Guldana, a Lubomir Guldan nie był przygotowany na objęcie funkcji dyrektora sportowego Zagłębia Lubin. Ten były stoper i kapitan do teraz nie potrafi znaleźć swojego godnego następcy, a jako kolejne klęski po Djordje Crnomarkoviciu może dopisać (na razie) Iana Solera i Aleksandara Panticia ze słynnymi 60 meczami w La Liga.











