Kryzys. Każdy klub w nie wpada od czasu do czasu, bo nie da się być cały czas na topie. Wisła w obecnym kryzysie znajduje się permanentnie od paru miesięcy, dlatego patrzymy w przeszłość i na bazie ostatniej dekady przypominamy wszystkie dołki, w które wpadał krakowski klub.
Dan, Drago, Adaś i Kazik
Po dziewięciu latach finiszowania na podium (z czego pięciokrotnie na pierwszym miejscu), w sezonie 2006/2007 Wisła zakotwiczyła w środku stawki, na 8. miejscu, dla ścisłości. Symbolem tamtej kampanii była domowa porażka z Groclinem na dwie kolejki przed końcem sezonu, gdy goście z Wielkopolski bez większego trudu wygrali pod Wawelem 4:0.

Żeby zobrazować, jak dawne to były dzieje, warto przypomnieć, że w wyjściowym składzie na to spotkanie wyszli tacy gracze, o których nieliczni dziś pamiętają, jak Micheal Thwaite, Jacob Burns, a w bramce Emiliana Dolhę zastępował Jaroszyński.
Sezon w roli trenera pierwszego zespołu zaczął słynny w Krakowie Rumun Dan Petrescu, ale był zbyt impulsywny, by na dłuższą metę dogadać się z Bogusławem Cupiałem, a w dodatku piłkarze narzekali na jego słynne męczące treningi. Po nim przyszedł czas na nieudany eksperyment z Dragomirem Okuką, po której na ławce trenerskiej zasiadł ówczesny wiceprezes do spraw sportowych Wisły Kraków, Adam Nawałka.
– Panu Cupiałowi się nie odmawia – mówił wtedy obecny selekcjoner reprezentacji Polski w wypowiedzi dla tygodnika „Piłka Nożna”. To fakt, nie odmawia się, choć jak pisał wówczas świętej pamięci Janusz Atlas, w przypadku nieprzyjęcia oferty straciłby pracę w klubie. Czy tak by było, nie wiemy, ale ten też nie wytrwał długo. Przemeblował drużynę, pozbywając się Tomasza Kłosa, Pawła Kryszałowicza, Marcina Kuźby czy Pawła Kaczorowskiego.
„Biała Gwiazda” nieźle wystartowała na wiosnę, pokonując późniejszego pracodawcę swojego trenera, Górnik Zabrze 4:0. Ale była to jedyna ligowa wiktoria tego trenera, pozostałe pięć spotkań było kompromisowe, czyli remisowe, z niekoniecznie najpotężniejszymi rywalami (np. 2:2 z Arką Gdynia u siebie) i Nawałka został zwolniony. Co ciekawe, media donosiły, że niemal pewnym następcą będzie Jan Urban. Postawiono jednak na wariant, który z dzisiejszej perspektywy określilibyśmy jako klasyczny, mianowicie na Kazimierza Moskala.
Ale już wtedy było wiadomo, że sezon był spisany na straty i konieczna była skuteczna przebudowa latem. To też się udało: ściągając Macieja Skorżę, Wisła wykonała bardzo trafiony ruch (Urban w tym samym czasie trafił do Legii) i tytuł mistrzowski ponownie trafił na Reymonta, po kampanii z ledwie jedną porażką na koncie (1:2 w Warszawie z Legią).
Era postholenderska












