Sezon jeszcze się tak naprawdę nie zaczął, ale już jest ciekawie. Kibice Arsenalu pragną odejścia Wengera, United nie straciło jeszcze bramki, Huddersfield zalicza świetny start sezonu, a Tottenham nadal nie potrafi grać na Wembley. Tyle wiemy po trzech rozegranych dotychczas kolejkach Premier League. Jednak Anglia to Anglia i w każdej serii spotkań mamy coś ciekawego. Co przygotował dla nas terminarz na nadchodzący weekend?
Niewątpliwie Premier League jest najciekawszą ligą świata i z tym nie powinien kłócić się nikt, nawet zagorzali fani naszej polskiej rodzimej ekstraklasy. Co tydzień mamy jakieś wielkie spotkania, tym razem trafiło nam się meczycho: Manchester City kontra Liverpool.
Guardiola czy Klopp?
Liverpool w ostatniej kolejce zmiażdżył Arsenal 4:0 i może się wydawać, że „The Reds” są na fali. Świetna gra, awans do Ligi Mistrzów, a przede wszystkim ta niebywała szybkość na bokach to wszystko, czym imponuje ekipa Juergena Kloppa w tym sezonie. W większości spotkań podopieczni Niemca będą w tej kampanii faworytem, ale czy tym razem też?
Uważam, że w tym meczu nie ma klarownego faworyta. City zalicza równie dobry początek sezonu co Liverpool i ma tyle samo punktów po trzech meczach. Wiemy, że obie ekipy są potężne i szykuje nam się doskonały pojedynek. Pamiętajmy, że „Obywatele” przeprowadzili przed sezonem wielkie transfery i to w jakiś sposób może za nimi przemawiać – świeżość. Tak naprawdę nikt nie wie, czego można się po tym zespole spodziewać.
Manchester City – Liverpool, sobota, godzina 13:30
Czy Arsenal jeszcze potrafi grać w piłkę?

Ostatni mecz tego klubu pokazał, że na razie chyba nie. Wielkie lanie od Liverpoolu, które nie było w żaden sposób powstrzymywane przez „Kanonierów”. Londyńczycy stali i patrzyli, jak „The Reds” wyprowadzają kolejne kontry i strzelają kolejne bramki, niczym skazaniec siedzący na krześle elektrycznym. We wszystkim nie pomaga fakt, że Arsene Wenger wyglądał na tej ławce jak ktoś, kto kompletnie nie ma pomysłu na siebie. Najchętniej to on by stamtąd uciekł, zabrał ze sobą swoich ulubieńców (Walcott, Welbeck, Monreal, Holding) i stworzył z nimi jakiś nowy piłkarski projekt. Ta gra się po prostu nie układała, a sadzanie na ławce Lacazette’a i granie Welbeckiem na Liverpool pokazało, że „Siwy” się po prostu gubi…
Przyszła jednak przerwa reprezentacyjna i Arsenal ma szansę się zrehabilitować tuż po niej. Ekipa z Londynu podejmie u siebie zespół z Bournemouth i nikt nie przewiduje innego scenariusza jak wysokie zwycięstwo nad drużyną Eddiego Howe’a. Rehabilitacja po takim meczu jak ten ostatni jest czymś, co po prostu musi się wydarzyć. No właśnie, tylko czy oni jeszcze potrafią?
Arsenal – Bournemouth, sobota, godzina 16:00
Stracą w końcu bramkę?
Manchester United wydaje się klubem, który w końcu wraca na właściwe tory. Klubem, który odbudowuje swoją potęgę małymi kroczkami, ale dużymi nakładami finansowymi.












