Wygranie finału Pucharu Polski jest historycznym momentem dla Rakowa Częstochowa. Już podczas ceremonii odbioru trofeum energia wprost emanowała z właściciela Michała Świerczewskiego, prezesa Wojciecha Cygana czy samych zawodników lub sztabu. Jednak głównym architektem niedzielnego sukcesu był człowiek, na którego co jakiś czas spływała małą fala nieprzychylnych komentarzy. Hiszpan Ivi Lopez poprzez mecz z Arką zamknął usta krytykom oraz zaprezentował się mniej obeznanym z ekstraklasą kibicom w bardzo pozytywny sposób.
Ivi Lopez przychodził do Rakowa jako potencjalna gwiazda ligi. Miał za sobą mecze w najwyższych ligach hiszpańskich, a do tego udało się go pozyskać za darmo. Na Twitterze ładnie go przedstawił popularny Tomasz Ćwiąkała, który opisał Hiszpana jako „gwiazdę rezerw Sevilli”. Do tego o Ivim wiadomo było, że lubuje się w esporcie, ma własne knajpy w Hiszpanii, jak to często bywa na Półwyspie Iberyjskim – nie zna zbyt dobrze języka angielskiego. Wyglądało to co najmniej nieźle.
https://twitter.com/cwiakala/status/1300527304582541314
Czasem fatalny, czasem genialny
W ekstraklasie Ivi Lopez zasłynął jako gracz chimeryczny. Potrafił zarówno czarować, strzelając bramkę i zaliczając asystę jak chociażby w meczu z Zagłębiem Lubin, jak i rozczarować, dając pretekst do przedwczesnej zmiany już po pierwszych 45 minutach (starcie z Legią). Hiszpan niejednokrotnie pokazał, że ma dobrą technikę. Potrafił celnie podawać, imponować dryblingiem. Do tego zaprezentował się jako niezły wykonawca stałych fragmentów gry. Podczas meczu ze Stalą Mielec strzelił z rzutu wolnego bramkę, która spokojnie mogłaby kandydować do trafienia roku. Jednakże ktoś równie dobrze mógłby na spokojnie wyciągnąć inne momenty sezonu, np. przytoczyć cały kwiecień, kiedy zawodnik tylko raz wystąpił w pełnym wymiarze czasowym i strzelił zaledwie jedną bramkę.
– Nie podlega dyskusji, że Ivi Lopez to topowy zawodnik w naszej lidze. Nawet gdy jest bez formy, to i tak jednym zagraniem potrafi rozstrzygnąć losy spotkania. Ściągnięcie go przez Raków było strzałem w dziesiątkę. Najlepiej o jego dyspozycji świadczą statystyki, które i tak mogą być jeszcze lepsze. To ważny punkt w układance trenera Papszuna. Polska liga wydaje się dla niego tylko przystankiem, bo to ciągle młody zawodnik – mimo wszystko chwali Iviego Lopeza redaktor iGola, Daria Góra.
Przydatny w decydującym momencie
Tak jak prezentował się lidze (czyli raz był, raz go nie było), zaprezentował się w meczu z Arką. Tam Ivi stał się osobą odpowiadającą za sporą część akcji swojej drużyny. Szukał dośrodkowań, dryblingów oraz próbował absorbować uwagę rywali. Przez dłuższy okres zupełnie nieskutecznie. Trudno stwierdzić, czy Rakowowi brakowało szczęścia, czy może wykonawców. Z lewej strony Hiszpana mocno wspierał Patryk Kun, ale druga strona boiska nie funkcjonowała w należyty sposób. Brakowało również wykończenia – Gutkovskis nie miał szczęścia pod bramką strzeżoną przez Kacpra Krzepisza.
O ile łotewski napastnik i Marcin Cebula zostali po jakimś czasie zmienieni, to lewoskrzydłowego trener Papszun postanowił pozostawić na boisku. Decyzja okazała się słuszna, bo Ivi Lopez wreszcie odpalił. Przy pierwszym golu dla Rakowa odpowiednio znalazł się w polu karnym, a jak tylko dostał piłkę, to natychmiast z całą siłą uderzył na bramkę 21-letniego golkipera Arki. W ten sposób uratował jakiekolwiek nadzieje dla zawodników z Częstochowy, którzy mieli wielki problem ze sforsowaniem obrony przeciwników.










