Działacze Realu Madryt podobno są opętani myślą o zatrudnieniu go. Prezes Valencii widzi w nim jedynego możliwego następcę Unaia Emery’ego. Barcelona pewnie też by przymierzała go do roli nowego Guardioli, gdyby nie jego przywiązanie do Espanyolu. Proszę państwa, Mauricio Pochettino.
Carlos Kameni, Sergio Sanchez, Dani Jarque, Francisco Chica, Nicolas Pareja, Nene, Moises Hurtado, Ivan de la Pena, Paco Rufete, Luis Garcia i Raul Tamudo – to once de gala Espanyolu z sezonu 2008/2009. Tych jedenastu piłkarzy miał do dyspozycji Pochettino, gdy prezes „Los Pericos” zatrudnił go w klubie i wyznaczył tylko jedno zadanie: utrzymać ekipę w lidze. Argentyńczykowi się udało, wydźwignął Katalończyków z beznadziei i zapewnił byt. Działacze w nagrodę sprzedali mu połowę pierwszego składu. To nic. Z nowymi piłkarzami znów wywalczył miejsce w połowie tabeli. Znów nastąpiła wyprzedaż, Espanyol opuścili kluczowi piłkarze, a Mauricio poradził sobie jeszcze lepiej. Później historia powtórzyła się raz jeszcze.
Żaden z graczy obecnie występujących w wyjściowej jedenastce Espanyolu nie był ważnym elementem układanki Katalończyków dwa lata temu. Raptem trzech (!), którzy w pierwszym składzie grali rok temu, teraz też może liczyć na regularne występy. Dla porównania: w jedenastce Realu Madryt dziesięciu graczy z poprzedniego sezonu również w tym ma pewne miejsce w wyjściowym składzie. W Villarrealu takich jest siedmiu, a w Athleticu ośmiu.
Espanyol nie wie, co to stabilizacja. W ciągu czterech sezonów pracy Pochettino żaden zawodnik nie zachował statusu gracza nie do ruszenia. Najbliżej był Kameni, ale i na niego przyszedł czas. To jest istne szaleństwo. Argentyński szkoleniowiec ciągle znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Im lepiej grają jego piłkarze, tym pewniejsza staje się ich sprzedaż. „Los Pericos” to targ, prezes sprowadza graczy, pozwala im grać przez rok, dwa i znajduje kupca. Pochettino wyszukuje w Argentynie perły klasy Nicolasa Parejy, a działacze mu je sprzedają.
Jedynym wyjściem jest korzystanie ze szkółki. Sadria, akademia piłkarska Espanyolu, nie bez kozery uchodzi za jedną z najlepszych w Hiszpanii. Gdyby nie ona, „Los Pericos” graliby już w drugiej lidze. To stamtąd Pochettino raz za razem wyciąga nowych zawodników. I nigdy się nie myli. Nastolatkowie nie zawodzą, grają dobrze, wnoszą masę świeżości, werwy i młodzieńczej zawziętości. Niezależnie od tego, czy potrzeba stopera, defensywnego pomocnika czy napastnika, Mauricio zawsze kogoś znajdzie. Didac Vila po sezonie w La Liga został kupiony przez Milan. Alvaro po pół roku został graczem hiszpańskiej kadry olimpijskiej. Thievy to jeden z najbardziej perspektywicznych francuskich młodzików, a najnowszy wynalazek, Cristian Gomez, okazał się lepszy od starego wyjadacza Romarica.
Warunki pracy Pochettino są straszne. I nie chodzi tu bynajmniej o warunki, że tak powiem, materialne. Chodzi o sytuację mentalną. Espanyol ciągle spłaca nowy stadion i nie wydaje pieniędzy, a nawet jeśli wydaje, to z myślą o późniejszym odzyskaniu ich z nawiązką. Katalończycy polują na okazje, na zawodników u kresu kariery, na rezerwowych, na graczy niechcianych nigdzie indziej. I ich naprawiają, Pochettino przywraca im wiarę, zachęca do walki, do przezwyciężenia samych siebie.










