Kiedy myślimy „kryzys”, z reguły wyobrażamy sobie zachwianie jakiegoś systemu. Problem w działaniu maszyny, która w pewnym momencie się zacięła i stoi. Gdy przekładamy definicje na świat sportu, zwykle widzimy brak formy konkretnego sportowca czy też całego zespołu. Zdajemy sobie sprawę, że złych dni nie można przewidzieć. Przychodzą same z siebie, a ostatnio walczą z nimi Lechia Gdańsk i Pogoń Szczecin.
W piłce nożnej rzadko się zdarza, że zespół gra stabilnie przez cały sezon. Trudy rozgrywek, indywidualne problemy kluczowych zawodników, kontuzja gwiazdy zespołu – przyczyn można szukać w nieskończoność. W sporcie utarło się jednak, że kryzysy mają charakter przejściowy, a jak będzie w przypadku Lechii Gdańsk i Pogoni Szczecin? Dla obu klubów dzisiejszy mecz może być tym, w którym wreszcie zaczną zwyciężać.
Paprykarz Szczeciński
Dla Pogoni Szczecin poprzedni sezon był średni. Jedyne, co uratowało grę „Portowców”, to awans do grupy mistrzowskiej. Jednak nie ma się co oszukiwać i idealizować rzeczywistości – była to kompleta klapa. W „elitarnej ósemce” drużyna Czesława Michniewicza dostała baty od prawie każdego, bo raz zremisowała z Wisłą Kraków. Najprawdopodobniej jednak doświadczony trener przygotowywał zespół już do kolejnego sezonu. Napisać, że odwalił kawał dobrej roboty, to jakby nic nie napisać. Od Bałtyku po Tatry wszyscy zachwycali się Pogonią, która passę 12 spotkań bez porażki przerwała dopiero z Cracovią Kraków. „Portowcy” byli niepokonani przez trzy miesiące i znajdowali się na drugim miejscu, tuż pod kolejną rewelacją – Piastem Gliwice – którą zresztą pokonali. Wtedy nikt nie mówił, że Pogoń ma problem. Wszyscy zawodnicy tworzyli bardzo sprawną, naoliwianą maszynę i wydawało się, że jedna porażka ich nie zatrzyma. Wyglądało to na wypadek przy pracy, bo w końcu kiedyś trzeba przegrać.
A teraz? Od tamtego czasu „Portowcy” na cztery spotkania dwukrotnie schodzili z boiska jako pokonani i dwa razy remisowali. Co więcej, w trzech kolejnych spotkaniach nie potrafili strzelić nawet bramki, a ostatni gol padł pod koniec października. Zaskakujące jest jak szybko serię bez porażki można zmienić na serię bez wygranej. Spośród wymienionych we wstępie przyczyn w tym przypadku pasuje brak formy kluczowego zawodnika albo jej spadek. Faktem jest, że Pogoń Szczecin zbyt mocno uzależniła swój bilans bramkowy od Łukasza Zwolińskiego. Najskuteczniejszy zawodnik „Portowców” do siatki trafiał sześć razy, co daje udział w blisko 1/3 wszystkich bramek szczecińskiego zespołu. Jednak obecnie napastnik z powodu problemów ze stawem skokowym, których nabawił się w meczu z Górnikiem Zabrze pod koniec października, najprawdopodobniej wypadł z gry do końca rundy. Od tamtego czasu nikt nie był w stanie zastąpić popularnego „Zwolaka” w strzelaniu bramek, a co więcej sama gra Pogoni również nie zachwyca, stąd tytuł zainspirowany popularną konserwą.











