W trakcie poprzedniego sezonu kontuzje skutecznie uniemożliwiły Naby’emu Keicie zaprezentowanie pełni możliwości. Przydatność Gwinejczyka w Liverpoolu zaczęto poddawać w wątpliwość. Z powodu licznych absencji filigranowego gracza skazywano już nawet na straty, lecz wiary w kreatywnego piłkarza nie tracił Jürgen Klopp. Za spory kredyt zaufania Naby Keita odwdzięcza się obecnie w najlepszy możliwy sposób – zachwyca świetną dyspozycją, stając się kolejnym atutem Liverpoolu w walce o trofea.Wiadomość o pozyskaniu Naby’ego Keity wywołała euforię w czerwonej części Liverpoolu. Nawet mimo faktu, iż „The Reds” na dołączenie Gwinejczyka do zespołu musieli czekać kolejny rok, transakcję odebrano jako sukces osiemnastokrotnych mistrzów Anglii. Tym większy, że o filigranowego rozgrywającego starało się kilka czołowych klubów Europy. Pokonanie w wyścigu o pozyskanie gracza Barcelony czy Bayernu Monachium tylko utwierdziło w przekonaniu, że Liverpool zaczął być atrakcyjny dla klasowych zawodników.
Po ogłoszeniu transferu i ostatniej kampanii w barwach RB Lipsk Naby Keita w końcu rozpoczął przygotowania do kolejnego sezonu wraz z resztą podopiecznych Jürgena Kloppa. Z dołączenia zawodnika do zespołu szczególnie szczęśliwy był menedżer Liverpoolu. Gwinejczyk miał zapewnić szkoleniowcowi nowe rozwiązania w zestawianiu drugiej linii „The Reds”. Zagwarantować kreatywność w pomocy, której brak w poprzedniej kampanii często ograniczał poczynania zespołu z Anfield Road. Mimo obiecującego początku pierwszy sezon w czerwonej części Merseyside nie potoczył się jednak po myśli zawodnika.
Kontuzje i (nie)pewna przyszłość
W trakcie pierwszych dwóch miesięcy w Anglii Naby Keita prezentował się zgodnie z oczekiwaniami. Imponował w operowaniu piłką na małej przestrzeni oraz zachwycał prostopadłymi podaniami. Wszystko zmieniło się jednak po kontuzji mięśniowej, której Gwinejczyk doznał w spotkaniu Ligi Mistrzów przeciwko Napoli. Po wyleczeniu urazu przez długie miesiące nie potrafił powrócić do optymalnej dyspozycji. Zaledwie jedna asysta we wszystkich rozgrywkach sprawiła, że brytyjskie media poddawały w wątpliwość przydatność zawodnika w zespole Jürgena Kloppa. Coraz częściej spekulowano także na temat przyszłości rozgrywającego. Według niektórych doniesień po zaledwie jednym sezonie na Anfield Road przygoda Gwinejczyka z Liverpoolem miała dobiec końca. Wszystkiemu zaprzeczył jednak menedżer „The Reds”, który ciągle wierzył w zawodnika.












