W pierwszym meczu półfinałowym poprzedniej edycji Ligi Mistrzów Naby Keita opuścił boisko już na początku spotkania. Po faulu Ivana Rakiticia Gwinejczyk doznał urazu, który przekreślił szansę zawodnika na występ w finale rozgrywek. Wydawało się nawet, że kontuzjowany gracz Liverpoolu opuści również Puchar Narodów Afryki. Inaczej sytuację widzieli jednak przedstawiciele gwinejskiej federacji. Ostatecznie zagrał, lecz już drugi występ na turnieju okupił kolejnym urazem.
Poprzedniego lata oprócz Fabinho czy Alissona Beckera Liverpool wzmocnił również Naby Keita. Gwinejczyk pozyskany przez „The Reds” na mocy klauzuli odstępnego niemal rok wcześniej, w końcu mógł dołączyć do zespołu Jürgena Kloppa. Utalentowany rozgrywający miał stać się nowym liderem drugiej linii Liverpoolu, o czym świadczył nawet świadomy wybór koszulki z „ósemką”. Przejmując numer pozostawiony przez legendę klubu, Stevena Gerrarda, wymagania wobec zawodnika tylko wzrosły. Przez zdecydowaną większość minionego sezonu Naby Keita nie był jednak w stanie sprostać wysokim oczekiwaniom.
Gorzej zaczął, lepiej skończył
Solidny początek zeszłej kampanii w wykonaniu Gwinejczyka udaremniła kontuzja mięśniowa. Uraz wykluczył zawodnika na kilka spotkań, zaburzając proces adaptacji do stylu gry preferowanego przez Jürgena Kloppa. Co więcej w meczach z mocniejszymi rywalami na wierzch wyszły problemy gracza z grą w defensywie. Przy stałych fragmentach Naby Keita często nie potrafił upilnować rywala, co nierzadko prowadziło do starty bramki. Ponadto mimo kilku miesięcy na Anfield Road nadal miał spore kłopoty z zakładaniem pressingu w odpowiednim momencie. Poza słabą grą w destrukcji Gwinejczyk nie zachwycał również w ofensywie. Brak bramek i zaledwie jedna asysta sprawiły, że media zaczęły spekulować na temat potencjalnej sprzedaży Gwinejczyka już w styczniu. Możliwość odejścia zawodnika zdecydowanie odrzucił jednak Liverpool.
– Czy gra obecnie na swoim poziomie? Nie, ponieważ [Naby Keita – przyp. red.] wciąż się adaptuje. Czasami ten proces trwa dłużej, tak bywa. Ludzie tracą cierpliwość, to normalne. My jednak nie tracimy. To młody chłopak, wykonał duży krok, kiedy przeniósł się z Lipska do Liverpoolu – tłumaczył słabą dyspozycję Gwinejczyka w rozmowie ze Sky Sports Jürgen Klopp.
Az do początku lutego Naby Keita prezentował jedynie przebłyski dyspozycji, jaką zachwycał RB Lipsku. W kolejnych miesiącach zakończonego sezonu Gwinejczyk w końcu wkomponował się jednak odpowiednio w zespół Jurgena Kloppa. Brał na siebie ciężar gry, cofając się po piłkę na własną połowę boiska oraz zachwycał prostopadłymi podaniami. Mimo nadal sporych braków w grze defensywnej Naby Keita stał się motorem napędowym akcji Liverpoolu. Szczególnie w spotkaniach z niżej notowanymi rywalami, skupiającymi się głównie na bronieniu dostępu do własnej bramki całą drużyną. Gwinejczyk w końcu stał się ważną postacią w zespole „The Reds”, wydatnie pomagając klubowi z Merseyside dotrzeć do półfinału Ligi Mistrzów.











