W najbliższy weekend na boiskach europejskich dojdzie do wielu ciekawych konfrontacji. Inter Mediolan zmierzy się z Lazio Rzym, Olympique Marsylia podejmie FC Toulouse, Villarreal zagra na własnym boisku z Sevillą, a Hamburger SV z Herthą Berlin. Jednak w tym czasie wszystkie wydarzenie piłkarskie pójdą w cień, bo na Santiago Bernabeu Real Madryt zmierzy się w „Derbach Europy” z FC Barceloną. O tym prestiżowym pojedynku, o konfrontacji gwiazd obu zespołów, a także o wpływie tego meczu na końcowe rozstrzygnięcia w Primera Division w ramach cyklu „Na trybunie” dyskutowali: Tomasz Bejnarowicz, Łukasz Koszewski, Piotr Matuszak oraz Paweł Zapała.
T.B.: Spotkania dwóch wielkich rywali – Realu Madryt i FC Barcelona – określa się mianem historycznych. Często o tym, kto zdobywał tytuł mistrzowski w Hiszpanii, decydowały właśnie pojedynki obu zespołów na Camp Nou i Santiago Bernabeu. Sobotnie spotkanie zapowiada się bardzo emocjonująco, ale warto przypomnieć, jak wyglądały „Derby Europy” w poprzednich latach.
Piłkarze FC Barcelona (fot. as.com)
Ł.K.: Real Madryt i Barcelona od zawsze pokazywały, że konfrontacje między nimi słusznie nazywa się derbami Europy. Są to starcia zawsze pełne polotu, finezji, pięknej gry oraz zaciętej walki na prawdziwe piłkarskie umiejętności. Od zawsze były to mecze, których zwycięzcę niezwykle ciężko jest przewidzieć, bo każda z tych drużyn niezwykle się mobilizuje, wiedząc, że czeka ją mecz z największym rywalem.
P.Z.: Kibicom obu zespołów w pamięci pozostały przede wszystkim dwa spotkania. W sezonie 1993/1994 Barca wygrała na własnym boisku 5:0, a hat-trickiem popisał się Romario. Rok później Real się zrewanżował, gromiąc „Dumę Katalonii” na Santiago Bernabeu 5:0, a wyczyn Romario skopiował Zamorano.
P.M.: Mówiąc o historii „El Clasico” nie należy zapominać, jak narodziły się te wielkie derby. Mecze Realu i Barcelony miały ogromne znaczenie polityczne, była to walka Kastylii i Katalonii, która dążyła do uzyskania niepodległości. Warto tutaj wspomnieć o wydarzeniu z 1943 roku. Real ograł wtedy Barcelonę 11:1, co do dziś jest rekordem madryckiego zespołu. W przerwie tego meczu do szatni „Barcy” miał podobno wejść dyrektor służb specjalnych i dobitnie przypomnieć Katalończykom, że wielu z nich mogło wrócić do kraju tylko ze względu na „dobroduszność” władz. Jak łatwo się domyślić, Barcelona po przerwie „oddała” mecz praktycznie bez walki.
P.Z.: Wielu kibiców Realu za największe upokorzenie swojej drużyny przez Barcę w Madrycie uważa zwycięstwo Katalończyków sprzed czterech lat w stosunku 3:0. Jednak piłkarze „Los Blancos” większą wpadkę zanotowali 17 lutego 1974 roku, kiedy Barca wygrała aż 5:0.
T.B.: W najbliższym pojedynku dojdzie do konforontacji nie tylko świetnych trenerów – Josepha Guardioli i Juande Ramosa – ale przede wszystkim pojedynku największych gwiazd obu zespołów. Jak myślicie, kto zostanie bohaterem sobotniego meczu i jakim rezultatem zakończy się to spotkanie?
P.M.: Nie ulega wątpliwości, że w ekipie gospodarzy największe znaczenie będzie mieć Arjen Robben, który nie wystąpił w ostatnich meczach Realu z powodu kontuzji i będzie bardzo spragniony gry. W Barcelonie dużo będzie zależało od dwójki: Messi – Iniesta. Jeszcze dwa, trzy miesiące temu bez chwili zawahania postawiłbym na tego pierwszego, ale ostatnio Andreas spisuje się znakomicie i to on może wbić bramkę Realowi. Końcowy wynik ? 2:1 dla Barcelony.
Ł.K.: Kandydatów do miana głównego aktora meczu jest naprawdę wielu po obu stronach. W Barcelonie na pewno wyróżniać się będą Messi i Eto’o, w Realu Raul i Huntelaar. Wydaje mi się, że ten mecz nie będzie teatrem jednego aktora, jak w sezonie 2006/2007, kiedy schodzącego z boiska Ronaldinho kibice Realu pożegnali owacją na stojąco. Wydaje mi się, że jednak wygra fantastycznie ostatnio spisujący się Real. Zwycięstwo 4:2 nad Sevillą na pewno świadczy o jego sile.
P.Z.: W takich spotkaniach i przy takim potencjale zawodników obu drużyn ciężko wskazać piłkarza, który w najbardziej widoczny sposób przyczyni się do zwycięstwa swojego zespołu. Rzeczywiście w ostatnim okresie Iniesta wyrósł na lidera zespołu z Katalonii, ale z tego zdają sobie doskonale sprawę w Madrycie i filigranowym rozgrywającym Barcy na pewno ktoś się solidnie „zaopiekuje”. Taktyczne podejście do tego spotkania mimo wszystko będzie miało chyba kluczowe znaczenie. Osobiście uważam, że najbardziej prawdopodobnym wynikiem jest remis.
P.M.: Nie zgodzę się z Łukaszem co do Huntelaara, jako zawodnika mającego wyróżniać się w spotkaniu z Barceloną. Holender owszem, może nawet strzelić bramkę, ale według mnie bohaterem nie zostanie. Nie pozwoli mu na to jego styl gry, on będzie biegał gdzieś między obrońcami i szukał swojej szansy, a za to nikt „głównym aktorem” zbliżającego się widowiska go nie okrzyknie.
Ł.K.: W tym meczu najwięcej zależeć będzie nie od Huntelaara, tylko od Juande Ramosa. Mimo wszystko to bardzo doświadczony trener, który wygrał wiele ważnych meczów i na pewno ma pomysł, jak przechytrzyć Josepa Guardiolę. To nie jest już Real Bernda Schustera. Ten jest silniejszy i Barca już niedługo się o tym przekona.
T.B.: Po 33. kolejkach Primera Division wiadomo, że dwa czołowe miejsca zajmą FC Barcelona i Real Madryt. Kto waszym zdaniem dołączy do tego doborowego grona i zagra w przyszłym sezonie w europejskich pucharach?
P.Z.: Największe szanse na zajęcie lokaty tuż za plecami Realu i Barcy ma Valencia, która z sześciu ostatnich spotkań wygrała aż pięć. Wyraźną zadyszkę złapała Sevilla, która jeszcze kilka tygodni temu była zdecydowanym faworytem do miejsca na ostatnim stopniu ligowego podium. Poza pierwszą czwórką powinny wylądować zespoły Villarreal i Atletico.
Ł.K.: Ja bym przedwcześnie nie skreślał Villarealu. Manuel Pellegrini zbudował naprawdę ciekawą drużynę, którą stać na odnoszenie sukcesów. To zespół nieobliczalny, o czym świadczy chociażby zeszłoroczne wicemistrzostwo. Ponadto wierzę w Unaia Emery’ego i zakwalifikowanie się Valencii do Ligi Mistrzów.
P.M.: Walka o trzecią pozycję toczyć się będzie do samego końca. W następnej kolejce mamy spotkanie Sevilli z Villarreal i być może będziemy mieli zmianę drużyny na najniższym stopniu podium. To także okazja dla Valencii, która ma przed sobą teoretycznie łatwego przeciwnika. Nie sposób nie zauważyć znakomitej postawy Malagi w tym sezonie, ale beniaminkowi będzie bardzo trudno wywalczyć miejsce premiowane awansem do europejskich pucharów. Deportivo będzie walczyło do samego końca i może wygrać ten niebezpośredni pojedynek swoim doświadczeniem.
P.Z.: Bez wątpienia największą rewelacją rozgrywek jest Malaga, która przed rozpoczęciem sezonu była uważana za głównego kandydata do spadku. Zasługi za sprawienia tak dużej niespodzianki należy przypisywać prezydentowi klubu, którym jest zaledwie 34-letni Fernando Sanz oraz trenerowi Antonio Tapii. Ten drugi do pracy w zespole z Andaluzji podchodził już kilkakrotnie. To właśnie dzięki prowadzeniu przemyślanej i trafnej polityki kadrowej przez obu panów, piłkarze z La Rosaleda są tak wysoko w tabeli. W wyścigu Malagi i Deportivo o grę w Lidze Europejskiej stawiam więc na beniaminka.
W sobotni wieczór kibice w Europie z pewnością oglądną niesamowite widowisko. Real i Barcelona nie raz udowadniały, że pojedynki obu ekip pamięta się latami. Kto zostanie bohaterem najbliższego spotkania, czy Barcelona powiększy przewagę nad Realem, a może „Królewscy” zbliżą się na jeden punkt do „Blaugrany”? Pytań jest wiele, ale jedno jest pewne, to będzie starcie sezonu. W dyskusji udział wzięli: Tomasz Bejnarowicz (Bundesliga), Łukasz Koszewski (Premier Liga), Piotr Matuszak oraz Paweł Zapała (Primera Division).
Na dalszą dyskusję na temat wielkich „Derbów Europy”, bohaterów tego spotkania, a także końcowych rozstrzygnięć w Primera Division zapraszamy do radia iGolFM. Audycja EuroiGol rozpocznie się w poniedziałek o 21.00.
W najbliższy weekend na boiskach europejskich dojdzie do wielu ciekawych konfrontacji. Inter Mediolan zmierzy się z Lazio Rzym, Olympique Marsylia podejmie FC Toulouse, Villarreal zagra na własnym boisku z Sevillą, a Hamburger SV z Herthą Berlin. Jednak w tym czasie wszystkie wydarzenie piłkarskie pójdą w cień, bo na Santiago Bernabeu Real Madryt zmierzy się w „Derbach Europy” z FC Barceloną. O tym prestiżowym pojedynku, o konfrontacji gwiazd obu zespołów, a także o wpływie tego meczu na końcowe rozstrzygnięcia w Primera Division w ramach cyklu „Na trybunie” dyskutowali: Tomasz Bejnarowicz, Łukasz Koszewski, Piotr Matuszak oraz Paweł Zapała.
T.B.: Spotkania dwóch wielkich rywali – Realu Madryt i FC Barcelona – określa się mianem historycznych. Często o tym, kto zdobywał tytuł mistrzowski w Hiszpanii, decydowały właśnie pojedynki obu zespołów na Camp Nou i Santiago Bernabeu. Sobotnie spotkanie zapowiada się bardzo emocjonująco, ale warto przypomnieć, jak wyglądały „Derby Europy” w poprzednich latach.
Piłkarze FC Barcelona (fot. as.com)
Ł.K.: Real Madryt i Barcelona od zawsze pokazywały, że konfrontacje między nimi słusznie nazywa się derbami Europy. Są to starcia zawsze pełne polotu, finezji, pięknej gry oraz zaciętej walki na prawdziwe piłkarskie umiejętności. Od zawsze były to mecze, których zwycięzcę niezwykle ciężko jest przewidzieć, bo każda z tych drużyn niezwykle się mobilizuje, wiedząc, że czeka ją mecz z największym rywalem.
P.Z.: Kibicom obu zespołów w pamięci pozostały przede wszystkim dwa spotkania. W sezonie 1993/1994 Barca wygrała na własnym boisku 5:0, a hat-trickiem popisał się Romario. Rok później Real się zrewanżował, gromiąc „Dumę Katalonii” na Santiago Bernabeu 5:0, a wyczyn Romario skopiował Zamorano.
P.M.: Mówiąc o historii „El Clasico” nie należy zapominać, jak narodziły się te wielkie derby. Mecze Realu i Barcelony miały ogromne znaczenie polityczne, była to walka Kastylii i Katalonii, która dążyła do uzyskania niepodległości. Warto tutaj wspomnieć o wydarzeniu z 1943 roku. Real ograł wtedy Barcelonę 11:1, co do dziś jest rekordem madryckiego zespołu. W przerwie tego meczu do szatni „Barcy” miał podobno wejść dyrektor służb specjalnych i dobitnie przypomnieć Katalończykom, że wielu z nich mogło wrócić do kraju tylko ze względu na „dobroduszność” władz. Jak łatwo się domyślić, Barcelona po przerwie „oddała” mecz praktycznie bez walki.
P.Z.: Wielu kibiców Realu za największe upokorzenie swojej drużyny przez Barcę w Madrycie uważa zwycięstwo Katalończyków sprzed czterech lat w stosunku 3:0. Jednak piłkarze „Los Blancos” większą wpadkę zanotowali 17 lutego 1974 roku, kiedy Barca wygrała aż 5:0.
T.B.: W najbliższym pojedynku dojdzie do konforontacji nie tylko świetnych trenerów – Josepha Guardioli i Juande Ramosa – ale przede wszystkim pojedynku największych gwiazd obu zespołów. Jak myślicie, kto zostanie bohaterem sobotniego meczu i jakim rezultatem zakończy się to spotkanie?
P.M.: Nie ulega wątpliwości, że w ekipie gospodarzy największe znaczenie będzie mieć Arjen Robben, który nie wystąpił w ostatnich meczach Realu z powodu kontuzji i będzie bardzo spragniony gry. W Barcelonie dużo będzie zależało od dwójki: Messi – Iniesta. Jeszcze dwa, trzy miesiące temu bez chwili zawahania postawiłbym na tego pierwszego, ale ostatnio Andreas spisuje się znakomicie i to on może wbić bramkę Realowi. Końcowy wynik ? 2:1 dla Barcelony.
Ł.K.: Kandydatów do miana głównego aktora meczu jest naprawdę wielu po obu stronach. W Barcelonie na pewno wyróżniać się będą Messi i Eto’o, w Realu Raul i Huntelaar. Wydaje mi się, że ten mecz nie będzie teatrem jednego aktora, jak w sezonie 2006/2007, kiedy schodzącego z boiska Ronaldinho kibice Realu pożegnali owacją na stojąco. Wydaje mi się, że jednak wygra fantastycznie ostatnio spisujący się Real. Zwycięstwo 4:2 nad Sevillą na pewno świadczy o jego sile.
P.Z.: W takich spotkaniach i przy takim potencjale zawodników obu drużyn ciężko wskazać piłkarza, który w najbardziej widoczny sposób przyczyni się do zwycięstwa swojego zespołu. Rzeczywiście w ostatnim okresie Iniesta wyrósł na lidera zespołu z Katalonii, ale z tego zdają sobie doskonale sprawę w Madrycie i filigranowym rozgrywającym Barcy na pewno ktoś się solidnie „zaopiekuje”. Taktyczne podejście do tego spotkania mimo wszystko będzie miało chyba kluczowe znaczenie. Osobiście uważam, że najbardziej prawdopodobnym wynikiem jest remis.
P.M.: Nie zgodzę się z Łukaszem co do Huntelaara, jako zawodnika mającego wyróżniać się w spotkaniu z Barceloną. Holender owszem, może nawet strzelić bramkę, ale według mnie bohaterem nie zostanie. Nie pozwoli mu na to jego styl gry, on będzie biegał gdzieś między obrońcami i szukał swojej szansy, a za to nikt „głównym aktorem” zbliżającego się widowiska go nie okrzyknie.
Ł.K.: W tym meczu najwięcej zależeć będzie nie od Huntelaara, tylko od Juande Ramosa. Mimo wszystko to bardzo doświadczony trener, który wygrał wiele ważnych meczów i na pewno ma pomysł, jak przechytrzyć Josepa Guardiolę. To nie jest już Real Bernda Schustera. Ten jest silniejszy i Barca już niedługo się o tym przekona.
T.B.: Po 33. kolejkach Primera Division wiadomo, że dwa czołowe miejsca zajmą FC Barcelona i Real Madryt. Kto waszym zdaniem dołączy do tego doborowego grona i zagra w przyszłym sezonie w europejskich pucharach?
P.Z.: Największe szanse na zajęcie lokaty tuż za plecami Realu i Barcy ma Valencia, która z sześciu ostatnich spotkań wygrała aż pięć. Wyraźną zadyszkę złapała Sevilla, która jeszcze kilka tygodni temu była zdecydowanym faworytem do miejsca na ostatnim stopniu ligowego podium. Poza pierwszą czwórką powinny wylądować zespoły Villarreal i Atletico.
Ł.K.: Ja bym przedwcześnie nie skreślał Villarealu. Manuel Pellegrini zbudował naprawdę ciekawą drużynę, którą stać na odnoszenie sukcesów. To zespół nieobliczalny, o czym świadczy chociażby zeszłoroczne wicemistrzostwo. Ponadto wierzę w Unaia Emery’ego i zakwalifikowanie się Valencii do Ligi Mistrzów.
P.M.: Walka o trzecią pozycję toczyć się będzie do samego końca. W następnej kolejce mamy spotkanie Sevilli z Villarreal i być może będziemy mieli zmianę drużyny na najniższym stopniu podium. To także okazja dla Valencii, która ma przed sobą teoretycznie łatwego przeciwnika. Nie sposób nie zauważyć znakomitej postawy Malagi w tym sezonie, ale beniaminkowi będzie bardzo trudno wywalczyć miejsce premiowane awansem do europejskich pucharów. Deportivo będzie walczyło do samego końca i może wygrać ten niebezpośredni pojedynek swoim doświadczeniem.
P.Z.: Bez wątpienia największą rewelacją rozgrywek jest Malaga, która przed rozpoczęciem sezonu była uważana za głównego kandydata do spadku. Zasługi za sprawienia tak dużej niespodzianki należy przypisywać prezydentowi klubu, którym jest zaledwie 34-letni Fernando Sanz oraz trenerowi Antonio Tapii. Ten drugi do pracy w zespole z Andaluzji podchodził już kilkakrotnie. To właśnie dzięki prowadzeniu przemyślanej i trafnej polityki kadrowej przez obu panów, piłkarze z La Rosaleda są tak wysoko w tabeli. W wyścigu Malagi i Deportivo o grę w Lidze Europejskiej stawiam więc na beniaminka.
W sobotni wieczór kibice w Europie z pewnością oglądną niesamowite widowisko. Real i Barcelona nie raz udowadniały, że pojedynki obu ekip pamięta się latami. Kto zostanie bohaterem najbliższego spotkania, czy Barcelona powiększy przewagę nad Realem, a może „Królewscy” zbliżą się na jeden punkt do „Blaugrany”? Pytań jest wiele, ale jedno jest pewne, to będzie starcie sezonu. W dyskusji udział wzięli: Tomasz Bejnarowicz (Bundesliga), Łukasz Koszewski (Premier Liga), Piotr Matuszak oraz Paweł Zapała (Primera Division).
Na dalszą dyskusję na temat wielkich „Derbów Europy”, bohaterów tego spotkania, a także końcowych rozstrzygnięć w Primera Division zapraszamy do radia iGolFM. Audycja EuroiGol rozpocznie się w poniedziałek o 21.00.
Komentarze7
~
~zołza
I to starcie musi wygrać drużyna z Kastylii,czyli
Krainy Szczęścia-REAL MADRYT8)Podczas tego meczu
wręcz żałuję,że nie jestem Hiszpanem-coś
niesamowitego…;)
~
~pysio
OLD FIRM DERBY w Szkocji sa lepsze , bo są to
najstarsze derby świata i jest więcej walki:P
G
gilbert3
Ktoś musi przegrać. Czuję, że będzie remis 1:1 – w
15-tej minucie strzeli Eto’o, a w 87 Higuain. Gdyby
Barcelona miała więcej przerwy Real miałby nikłe
szanse. Zresztą obojętnie kto zwycięży – uczta będzie
pierwszorzędna.
~
~fcmoscow
Największe derby To Wisła-cracovia. oraz WIDZEW-łks.
~
~zołza
W Polsce tak,ale w skali europejskiej chyba nie za
bardzo;/Ale to nie nasza wina,że ktoś kiedys
umiejętnię tak rozpropagował ten hiszpański klasyk,a
tych Naszych np.Cracovia-Wisła-nie.Zresztą tu chodzi
też o to,że tak REAL,jak i Barcelona,są bardziej
utytułowanymi klubami,które mają mnóstwo sukcesów na
niwie międzynarodowej,a Nasze polskie kluby-nie,więc
ktoś ma się interesować derbami w Polsce,dwóch
słabych piłkarsko klubów?Dlatego Nasze wszelkie derby
przegrywają z tymi-i nie tylko z tymi tak naprawdę:/
~F
~barca fan
fajny mecz co?
~
~zołza
Tak-na pewno piłkarsko tak…A kibicowsko?No
cóż…Barcelona wygrała i powinienem napisać,że
chwała pokonanym i szacunek zwycięzcą,ale…Ale nie
potrafię,bo jest to cho.ler.nie silny cios:((