Manchester City nie jest już tylko prowincjonalnym klubikiem. Dzięki pieniądzom, zainwestowanym przez arabskich szejków, „The Citizens” stali się jedną z głównych sił Premiership, mającą w planach zdobycie najwyższych piłkarskich trofeów. Na ile te plany są realne? Ile musi minąć czasu, by o Manchesterze City mówiono tak często, jak o jego lokalnym przeciwniku, United. O tym w cyklu publicystycznym „Na trybunie” dyskutują: Tomasz Bejnarowicz, Łukasz Koszewski, Patryk Reński i Dominik Wronka.
Ł.K.: W trakcie letniego okna transferowego Manchester City wzmocniła spora grupa klasowych piłkarzy, między innymi: Kolo Toure, Joleon Lescott, Emmanuel Adebayor i Carlos Tevez. Kosztowali oni szejków sporo pieniędzy. Na ile jest to opłacalna inwestycja? Kiedy możemy liczyć na pierwsze od 1968 roku mistrzostwo Anglii dla „The Citizens”?
T.B.: O klasie wspomnianych zawodników nie będę dyskutował. Carlos Tevez czy Emmanuel Adebayor to znakomici gracze. W ostatnim czasie do drużyny z Manchesteru dołączył również utytułowany szkoleniowiec, Roberto Mancini, więc wszystko przemawiałoby za sukcesem City. Uważam jednak, że ta drużyna w najbliższym czasie może jedynie walczyć o start w europejskich pucharach. Na mistrzostwo nie ma szans. Samymi pieniędzmi spotkań się nie wygra.
D.W.: Tomek świetnie przedstawił sytuację. Jak to się mówi – pieniądze szczęścia nie dają, ale się przydają. Manchester City pod wodzą Roberto Manciniego może spokojnie walczyć o Ligę Mistrzów, ale o tytule mistrzowskim może zapomnieć. Obawiam się, że z „The Citizens” zrobi się drugi Real Madryt, gdzie będzie bardzo dużo klasowych zawodników, którzy jednak nie będą mogli się zgrać.
P.R.: Jeśli Manchester City chce osiągać wielkie sukcesy musi skompletować odpowiedni skład. Polityka transferowa będzie bardzo ważnym aspektem przy ewentualnych marzeniach o mistrzostwie. Były szkoleniowiec „The Citizens”, Mark Hughes, nie miał pomysłu, jak zainwestować miliony funtów i wyleciał z klubu. Mancini wydaje się trenerem, który wie, kogo kupić, a przede wszystkim, gdzie szukać kandydatów do gry w Premier League. Wszystko pokaże czas. Na pewno w tym sezonie Manchester City nie będzie jeszcze liczył się w walce o pierwsze miejsce w lidze.
Ł.K.: Na razie Manchester City piłkarzy kusi jedynie wielkimi pieniędzmi. W pewnym sensie można go nazwać drugą Chelsea Londyn. Jednak nie dla wszystkich piłkarzy liczą się lukratywne kontrakty. Kaka wolał mniejszą pensję w zamian za występy dla Realu Madryt. Czy istnieje szansa, by w niedalekiej przyszłości gra dla „The Citizens” była równie wysokim wyróżnieniem, jak na przykład występy dla „Czerwonych Diabłów” z Old Trafford?
D.W.: Moim zdaniem nie, nigdy nie będzie można porównywać City do United. Dlaczego? Otóż sprawa jest prosta. „Czerwone Diabły” mają za sobą znakomitą przeszłość, świetnego szkoleniowca, który złączony jest z klubem na dobre i na złe. Drużynę Roberto Manciniego porównałbym do Chelsea Londyn, kiedy też na siłę szukała wzmocnień. Manchester United i Arsenal to inna bajka. Są to dwa zespoły, które stawiają na młodych zawodników, z których będzie coś w przyszłości, a w „The Citizens” potrzebni są piłkarze gotowi od zaraz.










