Muris Mesanović na swoje premierowe trafienie w barwach Termaliki musiał czekać dwa miesiące, a na pierwszą ligową bramkę dokładnie trzy miesiące od oficjalnego debiutu. Aktualny dorobek po piątkowym spotkaniu to dwa gole w dwóch ostatnich starciach pucharowych i trzy bramki w trzech ostatnich potyczkach ligowych. Radość po strzelonych bramkach pokazuje, jak duża presja właśnie schodzi z Bośniaka.
31-letni snajper przychodził przecież do beniaminka polskiej ekstraklasy z bardzo ciekawym CV. Można było sporo się spodziewać po zawodniku, który zdobył w czeskiej lidze ponad 40 bramek w barwach Slavii Praga, Mlady Boleslav czy Vysociny Iglawa, a swoje ustrzelił także w Turcji i na Słowacji. Kunszt gracza z Sarajewa zaczyna wychodzić dopiero teraz, ale jeśli utrzyma on swoją regularność do końca sezonu, „Pomarańczowi” o to spóźnienie nie powinni mieć zbytnich pretensji.
Muris Mesanović – takiego napadziora „Słonie” dawno nie miały
„Dziewiątka” w Bruk-Becie to pozycja, która od odejścia Vladislavsa Gutkovskisa nie była najlepiej obsadzona. Paradoksalnie fałszywy napastnik Roman Gergel zdobył w zeszłym sezonie koronę króla strzelców Fortuna 1. Ligi, ale było wiadome, że w to miejsce na rozgrywki PKO Ekstraklasy przyda się dodatkowe wzmocnienie.
Murisa Mesanovicia można postrzegać jako właśnie jeszcze lepszą wersję 33-letniego Słowaka. Niższy o trzy centymetry dawny młodzieżowy reprezentant kraju podobnie jak były piłkarz Górnika Zabrze ma doskonałe predyspozycje do gry kombinacyjnej, ale też i bardziej bezpośredniej. Jest wręcz skrojony pod taktykę trenera Mariusza Lewandowskiego.
Przy niezwykłej wszechstronności raźniej jest z partnerem
Warto przybliżyć genezę błysku formy Murisa Mesanovicia, którą nietrudno dostrzec. Ostatnie trzy mecze „Słoniki” rozgrywały z duetem w ataku. Najbardziej wysuniętym zawodnikiem pozostawał młody Kacper Śpiewak, a wolną przestrzeń pochłaniał absorbujący go Mesanović. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, którego skalp zbiera drugi z nich.
Przede wszystkim 31-latek przebywa znacznie bliżej kolegów z drugiej linii, z którymi współpraca układa się perfekcyjnie. Pełni rolę łącznika obu stref i może być obciążony kilkoma funkcjami jednocześnie, co nie sprawia mu większego problemu. Nie jest tajemnicą, że w zespołach prowadzonych przez byłego reprezentanta Polski duża liczba tzw. wolnych elektronów na boisku działa naprawdę imponująco.
Trzeba oddać Bośniakowi, jak aktywny i wszechstronny bywa w całej układance zespołu niecieczan. W wielu fazach spotkań widujemy doświadczonego napastnika zarówno przed bramką czy polem karnym szukającego dogodnych dla siebie okazji, na skrzydłach próbującego dynamicznie rozwijać akcję drużyny, jak i w środkowej strefie, gdzie chce wpłynąć na tempo i płynność rozgrywania futbolówki.










