We wczorajszym spotkaniu Lechia Gdańsk pokonała Widzew Łódź 2:0. PGE Arenę można więc uznać za odczarowaną. Z kolei gości po świetnym początku sezonu wyraźnie dopadł kryzys.
Widzew w pierwszej połowie grał nieźle. Kluczowa dla losów spotkania była bramka Razacka Traore zdobyta pod koniec pierwszej połowy z rzutu karnego.
– Jesteśmy w trudnym momencie. Doznaliśmy właśnie kolejnej porażki, co nie może nas cieszyć. Z minuty na minutę nabieraliśmy na boisku pewności. Bramka do szatni narobiła nam jednak dużo bałaganu. Po przerwie goniliśmy wynik, chcieliśmy wyrównać, ale straciliśmy gracza, co nam to utrudniło. Nie poddajemy się, przed nami kolejne mecze, w których będziemy walczyć o punkty. Każdy z nich będzie nam potrzebny – powiedział Radosław Mroczkowski, trener łódzkiego zespołu.
Bogusław Kaczmarek dorównał Vicente del Bosque. Do tej pory selekcjoner reprezentacji Hiszpanii jako jedyny dwa razy zwyciężył w Gdańsku.

– Był to niełatwy mecz. Do momentu strzelenia przez nas gola z rzutu karnego obie drużyny miały swoje okazje. Nam brakowało ostatniego podania pod bramką przeciwnika. Gol z karnego, potem czerwona kartka dla jednego z rywali ustawiły dalszy przebieg tego spotkania – ocenił trener Lechii. – Cieszę się, że moja drużyna robi postępy. Drugi mecz z kolei zagraliśmy na zero z tyłu. A ci, którzy dziś nie przyszli na stadion, niech żałują. Bo były słupki i poprzeczki, piłkarze pokazali też kilka fajnych akcji. Mamy jeszcze przed sobą trzy mecze i będziemy się starali kilka punktów dołożyć do tego dorobku – dodał szkoleniowiec „Biało-zielonych”. – Jestem z urodzenia łodzianinem, dlatego zwycięstwo nad Widzewem smakuje podwójnie.
Lechia dzięki wygranej może realnie myśleć o przebiciu się do czołówki T-Mobile Ekstraklasy. Natomiast Widzew po świetnym początku w ostatnich ośmiu meczach zdobył pięć punktów i notuje regularny spadek w ligowej tabeli.











