Ramón Rodríguez Verdejo, popularnie nazywany „Monchim”, to człowiek, dzięki któremu Sevilla praktycznie w każdym okienku transferowym dokonuje transakcji, których nikt się nie spodziewa. Co więcej, najczęściej są to udane transfery, na których klub potem zarabia wielkie pieniądze. Jedyny nieudany okres Monchiego to pobyt w Romie, kibice nie mają z nim zbyt dobrych wspomnień. To człowiek po prostu stworzony dla Sevilli.Sympatyczny łysy pan z czarną brodą liczy już sobie 52 lata. Ponad połowę swojego życia oddał właśnie klubowi z Andaluzji. Najpierw jako piłkarz tego klubu, a potem już jako dyrektor sportowy. Koszulkę Sevilli na hiszpańskich boiskach zakładał od 1990 do 1999 roku. Dziewięć lat spędzonych jedynie w Andaluzji.
Nikt nie ma raczej wątpliwości, jaki klub nosi w sercu urodzony w San Fernando Andaluzyjczyk. Zaraz po odwieszeniu korków na kołek wziął się za transfery Sevilli. Być może było to najlepsze, co spotkało ten klub od 1946 roku, czyli roku ostatniego zdobytego mistrzostwa Hiszpanii.
Na początek Dani Alves
Monchi odkrywcą talentu Daniego Alvesa. Kogo to dziwi? Dziś raczej nikogo, patrząc na cuda, jakie wyczynia ten hiszpański geniusz na rynku transferowym. Sprowadzenie Daniego Alvesa z brazylijskiej Bahii za łącznie lekko ponad milion euro. Czy to nie jest wręcz nieprawdopodobne? 20-letni wówczas znakomicie zapowiadający się prawy obrońca lądujący w Andaluzji.
Pierwszy z genialnych ruchów Monchiego. Dziś Dani Alves jest najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii piłki nożnej. Monchi może z dumą bez większych oporów powiedzieć, że to on był odkrywcą piłkarza, dla którego zastępstwa poszukują w Barcelonie od kilku lat. Najpierw półroczne wypożyczenie za 500 tysięcy euro, a potem, gdy już Alves okazał się dobrym wyborem na prawą stronę defensywy, transfer definitywny.
Zaledwie pół roku na wypożyczeniu wystarczyło, żeby Monchi zapłacił Bahii kolejne 550 tysięcy euro. Hiszpan już wiedział, że robi deal, który przyniesie Sevilli dużo szczęścia i pieniędzy w przyszłości. Tak też było. Pięć lat później do klubu z Andaluzji zgłosiła się wspomniana już wcześniej Barcelona i wyłożyła na stół 35 milionów euro. Alves wówczas wyceniany był na 20 milionów euro, ale Monchi jak mało kto potrafi negocjować. Nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak wielkie pieniądze zarobił dla Sevilli Monchi tym transferem.
Sprzedaż do Madrytu
Monchi w jednym okienku transferowym na sprzedażach piłkarzy do Realu Madryt potrafił zarobić prawie 50 milionów euro. O ile Sergio Ramos to piłkarz, który do pierwszej drużyny Sevilli trafił bezpośrednio z drużyny „B”, o tyle Julio Baptista to przypadek zgoła odmienny. Monchi i jego asystenci wypatrzyli Brazylijczyka jeszcze podczas czasów gry w Sao Paulo.













