Czasy, kiedy 30 milionów euro wydane na jednego zawodnika robiło wrażenie, bezpowrotnie minęły. Real Madryt wyda właśnie mniej więcej tyle na wzmocnienie swojego składu Mateo Kovaciciem. Transfer utalentowanego chorwackiego zawodnika odbija się głośnym echem. Jedni uważają, że to świetna inwestycja w przyszłość, drudzy przywołują casus Illary, który został sprowadzony za 40 milionów euro i przez dwa sezony Carlo Ancelotti bał się wystawiać go w podstawowej jedenastce.
Rafa Benitez szukał środkowego pomocnika z paszportem Unii Europejskiej, który mógłby odciążyć graczy podstawowego składu w środku sezonu. Lucas Silva i wspomniany Illara nie mają wystarczającej jakości, aby móc im zaufać. Ten pierwszy ma podobno zostać wypożyczony, a drugi jak co roku jest bohaterem plotek łączących go z odejściem bądź „walką o pokazanie swoich umiejętności”. Do Realu przymierzano Krychowiaka, który jest jednak graczem usposobionym bardziej defensywnie, niż oczekuje tego Benitez, oraz Lucasa Biglię. Argentyńczyk zbliża się do trzydziestki i nie jest tak perspektywicznym graczem jak Kovacić. W dodatku wyciągnięcie Chorwata z Interu nie było problematyczną sprawą, ponieważ klub z Mediolanu musiał pozbyć się swojej gwiazdy, aby spełnić wymogi finansowego fair play.
Inter zarobi prawdopodobnie 30 milionów euro plus bonusy. Kovacić stanie się trzecim najdrożej sprzedanym zawodnikiem w historii klubu. Przed nim są tylko Zlatan Ibrahimović (50 milionów + Eto’o) oraz Ronaldo (40 milionów). Niezły interes.
Kovacić pomimo młodego wieku jest doświadczonym piłkarzem. Wystąpił w ponad czterdziestu meczach w lidze chorwackiej i osiemdziesięciu w Serie A. Ma na swoim koncie także występy w europejskich pucharach oraz osiemnaście spotkań w reprezentacji narodowej.
Transfer zaskoczył wszystkich, w tym samego 21-latka, który jeszcze miesiąc temu w długim wywiadzie dla „La Gezzetty” przekonywał, że będzie „nowym Pirlo” i zamierza „triumfować w Interze”. Klasę klubu przyrównywał do Realu i Barcelony. Teraz przyjdzie mu grać w ekipie „Los Blancos”. Podobno nie zastanawiał się długo nad propozycją ze stolicy Hiszpanii i był nią zaszczycony.
Kovacić do Interu przeszedł w 2013 roku. Na pierwsze trafienie w niebiesko-czarnej koszulce musiał czekać aż dwanaście miesięcy. Wielu uważa, że Chorwat pomimo wielu przebłysków nigdy nie był wiodącą postacią w zespole. Dziennikarz „The Guardian”, Paolo Bandini, uważa, że przyczyną tego mogły być częste zmiany szkoleniowców. Kovacić pracował przecież z: Benitezem, Mazzarim i Mancinim, którzy wykorzystywali go w różnoraki sposób. Wychowanek Dinama Zagrzeb był ofensywnym pomocnikiem, skrzydłowym czy napastnikiem. Czasami zdarzało mu się pełnić funkcje bardziej defensywne. Częste zmiany pozycji oraz preferencji taktycznych to nienajlepsze otoczenie dla rozwoju młodego gracza.












