Młodzieżowa reprezentacja Polski osiągała w przeszłości wiele sukcesów. Największym było jednak promowanie piłkarzy, dzięki którym pierwsza reprezentacja zapisywała najpiękniejsze karty w swojej historii. Dziś młodzieżówka jest traktowana niczym piąte koło u wozu i jest wykorzystywana do najróżniejszych celów, a szkolenie młodych zawodników zeszło na dalszy plan.
Pierwsza reprezentacja jest wizytówką PZPN-u, lecz żeby zagwarantować jej wysoki poziom trzeba, najpierw wyszkolić piłkarzy i przygotować ich do walki z najlepszymi. Właśnie w tej kwestii niezwykle ważną rolę odgrywały drużyny młodzieżowe, w których młodzi i uzdolnieni adepci futbolu grali razem z najlepszymi rówieśnikami z kraju i przeciwko równie utalentowanym zawodnikom z zagranicy, pod okiem uznanych trenerów. Jednak od jakiegoś czasu nasza młodzieżówka zmierza w zupełnie innym kierunku.

– W latach 90., gdy nastąpiły przemiany w polskiej piłce, wszyscy zapomnieli o piłce młodzieżowej – mówi wielokrotny reprezentant Polski, Stefan Majewski. – Mówiło się tylko o pierwszej drużynie, o zespołach młodzieżowych w mniejszym stopniu i teraz zbieramy tego żniwo. Możemy dojść do poziomu piłki europejskiej, lecz najpierw musimy zacząć szkolić młodzież.
Do kadry często powoływani są zawodnicy silni fizycznie, którzy niekoniecznie są zaawansowani technicznie, żeby jak najszybciej osiągnąć wynik. Nic więc dziwnego, że uznani szkoleniowcy nie są zainteresowani opieką nad juniorami występującymi z białym orzełkiem na piersi, bo przecież są z góry skazani na przegraną. Jeśli zakwalifikują się do finałów młodzieżowych mistrzostw Europy czy świata, to są do niczego, jeśli natomiast osiągną sukces, a żaden z piłkarzy nie będzie w przyszłości etatowym reprezentantem kraju, to też są do niczego. Zresztą rola fachowca, którego zadaniem jest wyselekcjonowanie najzdolniejszej młodzieży, jest szalenie trudna, bo polskie kluby nie inwestują młodzież i po prostu nie ma w czym wybierać. Dziś nasza piłka kopana w młodzieżowym wydaniu stoi na skraju przepaści, co widać już nawet u seniorów. Reprezentacja Polski musi szukać wzmocnień w postaci obcokrajowców, jak Perquis, Koscielny, czy Acquafresca, bo sami nie potrafimy sobie wyszkolić godnych następców Grzegorza Laty czy Władysława Żmudy.
– To nie jest wina związku, że praca w klubach przede wszystkim odbija się na pracy z młodzieżą. My w reprezentacji dostajemy zawodników na kilka dni. Cała praca odbywa się w klubach, skąd wybieramy zawodników. Musimy zapytać, jak wygląda nasza praca z młodzieżą właśnie w nich. Spójrzmy na kluby I i II ligi, ile mają boisk, ile mają drużyn i tak dalej. Jeżeli to prześledzimy, to nie ma się co dziwić. My nie możemy być na innym miejscu niż obecnie jesteśmy. Nasza młodzież trenuje w fatalnych warunkach i to potem się odbija. Ale proszę jechać gdziekolwiek: do Szwajcarii, do Niemiec, do Anglii, do Hiszpanii, jakie tam są warunki do pracy dla dzieci i młodzieży. I to jest punkt wyjściowy do tego, żeby powiedzieć, co my z młodzieżą możemy zrobić – dodaje Majewski.













