„Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt, już dziś wyruszaj ze mną tam, zobaczysz, jak przywita pięknie nas warszawski dzień!” – chyba nikomu nie trzeba mówić, skąd ten cytat pochodzi. Gdyby jednak ktoś nie wiedział, to przypominamy, że to słowa utworu „Sen o Warszawie” Czesława Niemena. Stolica przyciąga ludzi z całego kraju, którzy często w poszukiwaniu lepszego życia wyjeżdżają do największego miasta w Polsce. Emigrują wszyscy: starzy, młodzi, małżeństwa, single, hipsterzy, tokarze, elektrycy, pielęgniarki, biznesmeni, a także piłkarze. Jednym z takich zawodników, którzy w młodym wieku rzucili wszystko i uciekli do Warszawy, by tam kopać piłkę, jest Daniel Łukasik, dziś podstawowy gracz Legii.
Urodził się w 1991 roku w Giżycku. Mieście, które teraz kojarzone jest głównie z hip-hopowym festiwalem organizowanym tam od 2002 roku. I kiedy w głowach organizatorów wspomnianej imprezy kiełkowała myśl o tym, by zebrać całą śmietankę artystów tego gatunku w jednym miejscu, to w głowie Łukasika narodził się pomysł, by grać w piłkę. Dziesięcioletni wtedy Daniel złapał futbolówkę pod pachę, mamę za spódnicę i kazał się zaprowadzić na trening. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że…

…jedenaście lat później będzie grał w pierwszym składzie Legii Warszawa, jednego z największych klubów w Polsce. Mało tego, 21-letni obecnie piłkarz wdarł się przebojem do składu prowadzonej przez Jana Urbana drużyny i swojego miejsca za nic nie chce oddać. A konkurencję ma przecież dosyć sporą, bo jako defensywni pomocnicy mogą wszak grać Janusz Gol, Ivica Vrdoljak czy Jakub Rzeźniczak, który zaliczył kilka spotkań na tej właśnie pozycji.
Wiele wskazuje na to, że sezon 2012/2013 będzie przełomowy w karierze chłopaka, który swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Olimpii Miłki. Zresztą od nazwy tej małej wioski, w której zaczynał kopanie futbolówki, zyskał przydomek, który przez wiele lat był w użyciu – „Miłek”. Napisaliśmy „był”, bo teraz trener Urban go przechrzcił i zaczął Łukasika nazywać „Schweinsteigerem”. Jak na razie porównanie troszkę na wyrost, ale sam zainteresowany doskonale zdaje sobie z tego sprawę. – Niedawno trener Urban zaczął mówić na mnie… Schweinsteiger. Koledzy z szatni to podchwycili. Nie wiem, czy chodzi mu o podobieństwo wizualne do tego piłkarza, czy o moją grę. Wolałbym, żeby decydowało to drugie. A poważnie, to Schweinsteiger jest zawodnikiem wielkiej, na razie nieosiągalnej dla mnie klasy. Ale mogę mieć go za wzór – tak całe zamieszanie skomentował zawodnik.
Obecnie jednak trzeba się skupić na pracy nad sobą, a tej jest do wykonania jeszcze bardzo dużo. Dobitnie pokazały to mecze z Rosenborgiem i Polonią Warszawa. W spotkaniu z Norwegami kilka razy młody zawodnik Legii pozostawił przeciwnikom za dużo wolnej przestrzeni przed polem karnym i w 80. minucie właśnie po strzale sprzed pola karnego gracze Rosenborga zdobyli wyrównującą bramkę, która jak się później okazało przesądziła o ich awansie do następnej rundy. Z kolei w pojedynku derbowym Łukasik właściwie sprezentował bramkę dla rywala, kiedy to poślizgnął się na środku boiska i zgubił piłkę. Szybka kontra „Czarnych Koszul” i to Legia musiała gonić wynik.











