Na miesiąc przed pierwszym spotkaniem Polski na mistrzostwach Europy z turnieju wypadł Krzysztof Piątek, a z powodu kontuzji kolana wyeliminowany z gry na dłuższy czas zostaje także Arkadiusz Milik. Sytuacja w linii ofensywnej „Biało-czerwonych” stała się bardzo skomplikowana, a nadziei na znalezienie kompana dla Lewandowskiego upatrywano w Jakubie Świerczoku. Jak pokazało jednak dzisiejsze spotkanie – niesłusznie. Duet Lewandowski – Świerczok zawiódł, więc Paulo Sousa będzie musiał na szybko szukać innej alternatywy w polskiej ofensywie.
Rzecz jasna całokształt gry polskiej reprezentacji, eufemistycznie rzecz ujmując, nie zachwycił. Problemy w defensywie, proste błędy w rozegraniu, nieporadność w ataku. Egzaminu przed Euro 2020 nie zdało wielu. W tym także Jakub Świerczok, który po spotkaniu z Rosją we Wrocławiu upatrywany był w roli wspierającego Roberta Lewandowskiego.
Współpraca tylko na papierze
Szybko strzelony gol Rosjanom we Wrocławiu, duża aktywność w rozegraniu piłki, umiejętność mądrego rozporządzenia piłką. Jakub Świerczok w spotkaniu przed tygodniem jawił się jako postać mogąca niespodziewanie wejść w buty Arkadiusza Milika u boku Roberta Lewandowskiego. Mecz z Islandią miał być już jasną odpowiedzią, czy należy oczekiwać tego duetu już podczas zbliżających się mistrzostw Europy.
I odpowiedź dostaliśmy. Choć nie taką, która napawałaby optymizmem przed inauguracją Euro 2020 ze Słowacją, bo jakiejkolwiek współpracy na linii obu polskich napastników trudno się doszukiwać. Przez 58 minut, które Świerczok i Lewandowski spędzili razem na boisku, wymienili między sobą zaledwie cztery podania. Cóż, wynik dosyć marny.
I żeby była jasność, nie oczekujemy, że z miejsca obaj panowie złapią ze sobą perfekcyjną więź i woń ich boiskowej chemii będzie unosić się nad stadionami podczas mistrzostw Europy. Fajerwerków spodziewać się od zaraz nie można, ale choćby paru ciekawych wymian i zagrań już powinniśmy oczekiwać. A tego też dzisiaj brakło.
Więcej pożytku w rozegraniu niż w polu karnym
Od początku spotkania można było odczuć, że obaj zawodnicy będą dosyć swobodnie wymieniać się pozycjami i aktywnie uczestniczyć w rozegraniu akcji. Taki plan też szybko zaczął być realizowany. Gdy niżej był Lewandowski, na szpicę schodził Świerczok, a kiedy napastnik Piasta podchodził do rozegrania, wyżej pojawiał się „Lewy”.
Tej aktywności w rozegraniu akcji było czasem aż nadto. Jeszcze przed upływem kwadransa gry doszło do sytuacji, w której przy dośrodkowaniu z bocznej strefy boiska w polu karnym Islandczyków nie było ani Lewandowskiego, ani Świerczoka. Większa aktywność w podłączaniu się do prowadzenia gry cechowała jednak rzecz jasna napastnika Bayernu, ale w wielu przypadkach niestety z marnym skutkiem. Niedokładnych podań w pierwszej części spotkania kapitana reprezentacji Polski było wiele.












