Jedną z najważniejszych postaci zakończonego w sobotę turnieju Liga Małych Mistrzów był Mirosław Dawidowski, trener Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Łodzi oraz trener reprezentacji Polski rocznika '97. Turniej, zorganizowany dla dzieci do lat 12, był świetną okazją do rozmowy o przyszłości polskiej piłki, jak również do przeanalizowania przyczyn trwającej zapaści w polskim futbolu. Trener, który znacząco wpłynął na sukces naszych młodzieżowych reprezentacji U-16 i U-18 – odpowiednio wicemistrzostwo Europy w 1999 roku i mistrzostwo Europy w 2001, z chęcią podzielił się swoimi uwagami.
Jako osoba zajmująca się trenowaniem młodzieży ma Pan kontakt z młodymi zawodnikami już od wielu lat, najpierw pracując z ŁKS-em, teraz jako trener w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Łodzi, a także jako trener kadry Polski z rocznika ’97. Jak na przestrzeni lat zmieniał się system szkolenia, jak zmieniała się sama młodzież?
Z punktu widzenia trenera w SMS-ie mogę powiedzieć, że na pewno samo utworzenie tej szkoły (w 1997 roku – przyp. red) i naszej struktury SMS-owskiej to było już wielkie wydarzenie, a zarazem początek trudnej drogi. Początkowo była to szkoła pod patronatem PZPN-u, takich szkół w Polsce było pięć, po czym nastąpił moment zwrotny. Pomimo że uczniowie tych szkół zdobyli mistrzostwo Europy i wicemistrzostwo Europy juniorów (odpowiednio: mistrzostwa Europy U-18 w roku 2001 i mistrzostwa Europy U-16 w roku 1999, trener Mirosław Dawidowski był wtedy II trenerem kadry – przyp. red), co do tej pory jest nieosiągalne już od jakiegoś czasu przez nasze reprezentacje, to jednak PZPN zdecydował się te szkoły zlikwidować i powstała niepubliczna szkoła w obecnej formie. Pobiera w niej naukę ok. 400 uczniów z klas gimnazjum i liceum.
Kiedy zaczynaliśmy w 1997 roku, naszym sztandarowym rocznikiem był rocznik ’82 i od tego czasu krok po kroku tworzyliśmy kolejne grupy, kolejne nabory i przez lata ta młodzież tutaj funkcjonuje. Uważam, że jak na klub działający przy szkole, która funkcjonuje od 1997 roku, to mamy sporo osiągnięć. Zdobyliśmy osiem medali mistrzostw Polski juniorów młodszych i starszych, medale w różnych innych kategoriach, rozgrywkach, pucharach, turniejach. Jest to duża zdobycz, ale na nią trzeba zapracować. Duża liczba trenerów, bardzo profesjonalny trening, prowadzony także w kierunku indywidualizacji – praca, którą tutaj wykonujemy, owocuje w sukcesy i dlatego też możemy sobie nawet pozwolić, że nasza młodzież gra w III i IV lidze. To świadczy o tym, że są to także chłopcy, którzy potrafią sobie poradzić w piłce seniorskiej, a jeszcze są juniorami.
Wspomniał Pan o mistrzostwie i wicemistrzostwie Europy. Wielu piłkarzy, którzy wtedy występowali, gra teraz na boiskach Ekstraklasy, ale nasza seniorska reprezentacja tych sukcesów nie osiągnęła. Co się zatem stało, gdzie został popełniony błąd, że ci piłkarze nie rozwinęli się tak, żeby pociągnąć dorosłą kadrę do sukcesów?
Sporo z tych chłopców, którzy zdobyli te dwa tytuły, trafiło później do reprezentacji narodowej, to był Radosław Matusiak, Paweł Golański, Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Tomasz Kuszczak, Paweł Brożek, Wojciech Łobodziński, Łukasz Madej. Sądzę, że był taki moment, w którym można było zdecydowanie postawić na tych chłopaków, dać im szansę. Jednak wielu z nich zdecydowało się na wyjazd za granicę. Niestety, ale wiąże się to z tym, że zawodnicy nie dostają szans. Dla przykładu: jeśli Kaźmierczak wyjeżdża do FC Porto, a linia pomocy to sami reprezentanci Portugalii, to ten chłopak nie ma szansy na grę. Występuje od czasu do czasu, ale ogólnie nie gra. Było wiele takich sytuacji, które spowodowały, że kariery tych chłopaków zatrzymały się.
Pewnie, marzyłoby się, żeby stanowili oni dziś źródło sukcesów naszej reprezentacji, ale różne przypadki i różne okoliczności spowodowały, że taką szeroką grupą nie ciągną tej reprezentacji. Może inny trener, może inne spojrzenie… Nie sądzę, żeby na przykład Mila był gorszy od tych, którzy teraz grają w kadrze w linii pomocy, byłby to czołowy zawodnik. Ale tak widzi to trener Smuda, stawia na innych. Na pewno obniżyli loty Łobodziński czy Madej, Kaźmierczak jest znów w Polsce, może on wróci do kadry? Radek Matusiak także był w świetnej dyspozycji, dopóki nie wyjechał do Włoch. Wszystkie problemy zaczynają się, kiedy nasi zawodnicy wyjeżdżają za granicę. Wystarczy spojrzeć na Lewandowskiego, najlepszego gracza zeszłego sezonu, wyjechał za granicę i może się okazać, że w ogóle nie będzie grał.
Co Pan sądzi na temat turniejów takich, jak Liga Małych Mistrzów? Jak najlepiej trafić do młodych chłopaków, aby przekonać ich do gry na podobnych turniejach?
Uważam, że możliwość spotkania dzieci z Wejherowa, Łobeza, Iławy, Zielonej Góry, słowem całej Polski, to świetna sprawa. Samo to spotkanie, bycie ze sobą jest czymś niezwykłym, panuje tutaj świetna aura, pogoda dopisała, zawodnicy mogą realizować swoje ambicje, rywalizować ze sobą – to jest wspaniała rzecz, a wystarczyło tylko zmobilizować kogoś, aby zajął się chłopakami, poprowadził ich jako trener podczas systematycznych treningów. Takich turniejów powinno być dużo więcej, tak jak to odbywa się na Zachodzie – to są dziesiątki, a czasem setki corocznych turniejów. Tyle tylko, że to są koszty – jeśli organizator znalazł na to środki i pozyskał sponsorów, a federacja gminna także dała swój wkład, to nie pozostaje nic innego, jak tylko przyklasnąć takim inicjatywom. Jest to wspaniała rzecz i nigdy nie zgodzę się, że nasi piłkarze mają za dużo meczów, za dużo grają, są za bardzo obciążeni – uważam, że poradzimy sobie z tym wszystkim. Jeżeli te dzieciaki będą dostawały szanse i będą dobrze szkolone, to spokojnie sobie poradzą.
*Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Łodzi w przeciągu 13 lat swojego istnienia wykształciła blisko 120 reprezentantów Polski w różnych kategoriach wiekowych. Wśród nich znaleźli się tacy piłkarze, jak: Radosław Matusiak, Jakub Rzeźniczak, Błażej Augustyn, Paweł Golański, Przemysław Kaźmierczak, Jacek Kiełb, Marcin Kowalczyk, Rafał Grzelak, Łukasz Madej i wielu innych.
Przypomnijmy, że patronat nad imprezą objął iGol.pl