Po niedzielnej niespodziewanej porażce Niemców z Meksykiem przyszedł czas na drugie starcie w grupie F piłkarskich mistrzostw świata w Rosji. Spotkanie pomiędzy Szwecją i Koreą Południową, rozgrywane w Niżnym Nowogrodzie, miało dać odpowiedź, kto będzie liczył się w walce o awans do fazy pucharowej.
Jak poradzili sobie piłkarze ze Skandynawii w starciu z ekipą z Azji?
Nie stracić bramki. Podstawowa kwestia w pierwszej połowie
Pierwsza kolejka mundialu w Rosji powoli zbliża się ku końcowi. Jak dotąd cechą charakterystyczną większości spotkań jest zabezpieczenie dostępu do własnej bramki w pierwszej części spotkania.
Z wyjątkiem meczu otwarcia, w którym zawodnicy gospodarzy pięciokrotnie pokonywali bramkarza Arabii Saudyjskiej, a także szlagierowego spotkania pomiędzy Hiszpanią i Portugalią, zakończonego remisem 3:3, kibice oglądali niewiele goli. Nie inaczej było w pierwszej połowie meczu Szwecja – Korea Południowa.
Optyczna przewaga Szwedów
Po obiecującym początku w wykonaniu Koreańczyków z Południa inicjatywę przejęli podopieczni Janne Anderssona. Ekipa „Trzech Koron” regularnie gościła pod bramką przeciwnika, starając się wykorzystać przewagę fizyczną. Pomimo kilku dogodnych okazji nie udało się zdobyć bramki w pierwszej części spotkania. Koreańczycy próbowali zaskoczyć Szwedów w grze z kontrataku. Również nie przyniosło to efektu w postaci gola.











