Barcelona pokonała na wyjeździe Sporting Gijon 1:0. Na listę strzelców wpisał się w pierwszej połowie Adriano. Podopieczni Josepa Guardioli, chociaż dominowali na boisku, zaprezentowali się poniżej oczekiwań. Udało im się jednak zgarnąć całą pulę i tym samym objąć prowadzenie w La Liga.
Na El Molinon doszło do spotkania drużyny z czołówki z pewnym kandydatem do spadku. Przed tą kolejką Barcelona zajmowała drugą pozycję w tabeli ligi hiszpańskiej, a w obliczu przegranej dotychczasowego lidera stała przed szansą wskoczenia na sam szczyt. Nikt chyba nie wierzył, że „Azulgranie”, nawet osłabionej z powodu kontuzji, może przeszkodzić w tym asturyjski Sporting, który z zaledwie jednym punktem na koncie plasował się na ostatnim miejscu Primera Division.

Jako pierwsi groźnie usiłowali zaatakować gospodarze, ale czujna była katalońska defensywa. Po dłuższej wymianie piłki w środku pola w 5. minucie w polu karnym znalazł się David Villa. Futbolówkę wybił obrońca i jedyną korzyścią z akcji był dla Barcelony rzut rożny, z którego nic nie wynikło. Chwilę później z rzutu wolnego dośrodkowywał Xavi – do piłki nie doszedł Eric Abidal. „Blaugrana” dominowała na boisku, skrupulatnie przygotowując atak pozycyjny, podczas gdy zespół z Gijonu cofnął się do obrony. Efektem misternie konstruowanej akcji był niecelny strzał Davida Villi z 10. minuty. Kilkadziesiąt sekund później z daleka uderzał Xavi, piłka odbiła się od słupka i trafiła pod nogi Adriano, który po rykoszecie nie dał szans Juanowi Pablo. 1:0 dla „Dumy Katalonii”!
Podopieczni Pepa Guardioli pośród gwizdów kibiców „Los Rojiblancos” nadal w najlepsze rozgrywali między sobą piłkę. W 16. minucie po pięknej akcji Thiago i Villi uderzał ten drugi, lecz na wysokości zadania stanął Juan Pablo. W tamtym czasie w statystyce posiadania piłki miażdżącą przewagę osiągnęli goście – 83% do 17%. Po dwudziestu minutach pojedynku miejscowi kibice doczekali się wreszcie akcji swojej drużyny. W 22. minucie na bramkę Valdesa główką strzelał niepilnowany Oscar Trejo, ale zrobił to bardzo niecelnie. Dwie minuty później Leo Messi popisał się doskonałym podaniem do Davida Villi, który znalazł się na minimalnym spalonym. Odpowiedzią Sportingu była kontra, w której wzięli udział De las Cuevas i Trejo – główka tego drugiego była niecelna.
Barcelona rzadko dopuszczała zespół prowadzony przez Preciado do głosu, a kiedy już się to zdarzało, świetnie spisywali się obrońcy grający w czarnych koszulkach. Bezradność asturyjskich piłkarzy prowokowała ich do nieprzepisowych zagrań. Dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy w polu karnym przedzierał się Messi, który w końcu ostro zaatakowany przez dwóch graczy upadł na murawę. Na powtórkach wyraźnie widać, że Argentyńczyk był faulowany, Katalończykom należała się więc „jedenastka”.












