Reprezentant Polski kilka dni temu zaliczył swój pierwszy oficjalny mecz w barwach Ajaksu Amsterdam. Teraz przyszedł czas na premierowy ligowy występ byłego gracza Górnika Zabrze. Oto, jakie wnioski można wysnuć po jego początkowych minutach na boiskach Eredevisie.
Złe miłego początki?
Początku swojej przygody z Holandią Milik nie może zaliczyć do najlepszych. W sparingach, owszem, prezentował się solidnie, ale mecze o stawkę na razie bardzo brutalnie go weryfikują. Starcie o superpuchar kraju, w którym rywalem było Zwolle Polak, przeszedł bezszelestnie, nie stwarzając żadnego zagrożenia pod bramką przeciwnika. Niestety w pierwszym meczu ligowym było podobnie.
Szczególnie dramatyczna była w jego wykonaniu pierwsza połowa meczu, w której miał najmniej kontaktów z piłką z całej drużyny trenera de Boera.
Będą kolejne szanse
Druga część gry pozwoliła jednak kibicom znacznie mocniej uwierzyć, że Milik może w przyszłości dostać kolejną szansę gry w pierwszym składzie. Zdecydowanie częściej szukał piłki i był aktywniejszy. Ponadto to po faulu na nim zespół z Amsterdamu dostał rzut wolny, który został zamieniony na bramkę przez Schone.
Trener wierzy
Polak ma za sobą jednak jeszcze jeden bardzo mocny argument w postaci ogromnego poparcia trenera, Frank de Boer takimi słowami niedawni komplementował Polaka: – Milik wyprzedza na razie swoich konkurentów, bo ma zdecydowanie większe doświadczenie.
Dzisiejszy dzień wlał co prawda trochę niepewności z serca kibiców także w tego względu, że pojawiła się plotka o przejściu do Amsterdamu Samuela Eto’o. Patrząc jednak na dotychczasową filozofię klubu, trudno przypuszczać, aby było w tym chociaż ziarnko prawdy.
Miły akcent
Schodząc z boiska, Polak doczekał się jeszcze jednej miłej rzeczy. Otóż zmienił go Daley Blind. Miejmy nadzieję, że uścisk dłoni z motorem napędowym Holandii na brazylijskim mundialu doda Polakowi nieco więcej pewności siebie.











