Przed startem premierowej rundy jesiennej legniczanom nie wróżono wielkich podbojów i sukcesu w postaci chociażby mistrzowskiej ósemki, ale zakładano, że problemów w walce o utrzymanie nie będzie. Przemawiały za tym jakość sportowa, ciekawy trener i zdrowo zarządzany klub, czyli elementy potrzebne do zaistnienia w polskiej elicie. Niestety losy naszych krajowych beniaminków są zazwyczaj brutalnie weryfikowane i przedstawiają się w jeden, ten sam sposób: ucieczka przed spadkiem (najczęściej nieudana) aż do ostatniej kolejki. Czy piłkarze z Legnicy potrafią wyłamać się z założeń tego scenariusza?
MKS ma spory problem, gdy rywal atakuje śmielej
Gdybym miał wymienić mocne punkty Miedzi Legnica, na pewno pominąłbym blok defensywny. W świecie futbolu utarło się powiedzenie, że atakiem można wygrywać pojedyncze mecze, a obroną trofea. O tych ostatnich „Miedzianka” nie powinna marzyć nawet w najbardziej abstrakcyjnych wyobrażeniach, ponieważ jej niemoc pod własną bramką ociera się momentami o kryminał. Tylko Zagłębie Sosnowiec straciło więcej goli (36, czyli o dwa więcej), co wcale nie jest żadnym pocieszeniem, a wręcz przeciwnie – poważnym alarmem dla legnickiego debiutanta.
Owszem, Miedź zdołała zachować do tej pory kilka czystych kont, wygrywając z Pogonią, Lubinem i o dziwo Wisłą, jednak wciąż mówimy o zespole, którego pochwalić za grę obronną nie możemy. Osyra, Cruz, Bozović czy Bartczak to zawodnicy, którzy jak na realia ekstraklasy nie wyróżniają się niczym szczególnym (wyjątkiem jest Cruz – gol samobójczy i żółte kartki), więc pod naporem lepiej zorganizowanych ataków są po prostu bezradni. Wyniki rzędu 1:4, 0:5 i 0:4 doskonale o tym świadczą, a nie wymieniłem być może najdotkliwszej porażki, czyli tej z drugim beniaminkiem. Z Zagłębiem Sosnowiec (1:3) trzeba zdobywać punkty, gdy w grę wchodzi bezpośrednia rywalizacja o miejsce niezagrożone spadkiem, a jedna z dwóch szans ku temu celowi została niepotrzebnie zaprzepaszczona.
W tej chwili „Zagłębiacy” znajdują się na dnie ze stratą sześciu „oczek”, ale to wcale nie oznacza, że legniczanie mogą być o swoją sytuację spokojni. Będąc czerwoną latarnią rozgrywek, muszą patrzeć w przyszłość, w której czeka ich spotkanie z Górnikiem Zabrze, czyli kolejnym kandydatem do gry w 1. lidze. Optymizm po wygranej z Wisłą Kraków z pewnością piłkarzom się udzielił, dlatego warto byłoby pójść za ciosem i wygrać kolejny mecz. Dwóch z rzędu Legnica jeszcze nie wygrała i ktoś mógłby powiedzieć, że dobra passa musi przecież kiedyś nastąpić, jednak o nią będzie niezwykle trudno z wcześniej wspomnianych powodów.











