Każdy na pewno ma swoich ulubionych zawodników. Zwłaszcza takich, w których dostrzega spory potencjał, czasem występując w roli jedynego adwokata. Zdarza się, że tego typu opinie są raczej poparte sercem niż rozumem. Gdy jednak gra danego faworyta rzeczywiście zaczyna nabierać rumieńców, oczekiwania automatycznie rosną. Kibic naturalnie liczy, że ten progres nie zatrzyma już nic. Często zaś nadzieje zostają brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość. Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Cóż, analizując wydarzenia z ostatniej wiosny, a także obecnego sezonu, mamy wrażenie, że kilku zawodników po drodze nieco pogubiło kierunek. Postanowiliśmy wytypować piątkę graczy, którzy pod koniec ubiegłego sezonu dali podstawy, by sądzić, że w tegorocznym mogą wyrosnąć na gwiazdy ligi.
Dominik Nagy
Naturalny kandydat numer jeden. Nie będzie wielką tajemnicą stwierdzić, że to właśnie jego dyspozycja w ostatnich tygodniach w największym stopniu zmotywowała nas do takiego zestawienia.
Kiedy na inaugurację obecnego sezonu mistrzowie Polski ponieśli dotkliwą porażkę w pojedynku z Górnikiem, Węgier był obok Armando Sadikku (tak, tego Sadiku) jedyną postacią, przy której mogliśmy zanotować pewien plusik. Tylko on potrafił wnieść do ogarniętej marazmem ekipy Jacka Magiery pokłady energii, a także pomysł w ofensywie. Ukoronowaniem jego występu była zaś bajeczna asysta przy honorowej tego wieczoru bramce legionistów. Nie powinno zatem dziwić, że to właśnie w skrzydłowym Legii pokładano na rozpoczynający się sezon największe nadzieje. Już wiosną zdążył zademonstrować dawkę umiejętności świadczącą o dużym potencjale, być może nawet największym spośród wszystkim zawodników obecnej kadry zespołu. Reasumując, Nagy miał nie tylko wskoczyć na wyższy poziom, ale też podnieść swoją wartość rynkową. Sam zresztą nawet nie próbuje ukrywać, że Legia ma być dla niego tylko przystankiem.
https://www.youtube.com/watch?v=LE021RA95xs
Problem polega jednak na tym, że od sierpniowego spotkania przeciwko Piastowi Gliwice Węgier stanął w miejscu. W kluczowych spotkaniach nie zdołał dźwignąć odpowiedzialności za grę w ofensywie, co poskutkowało pożegnaniem się Legii z europejskimi pucharami. W lidze jego licznik również zatrzymał się na dobre, jakimkolwiek impulsem dla pomocnika nie okazała się także zmiana trenera. Chociaż Romeo Jozak w pierwszych trzech spotkaniach ligowych konsekwentnie wystawiał 22-latka od pierwszych minut, w trakcie przerwy na reprezentację coś najwyraźniej musiało w nim pęknąć. W niedziele Nagy nie znalazł się przecież nawet na ławce rezerwowych. W tygodniu zaś dobiegła wiadomość o przesunięciu zawodnika do rezerw.
Węgier najwyraźniej ma nie tylko problemy z dyspozycją sportową, ale także mentalną, o czym nie omieszkał wspomnieć sam Dariusz Mioduski. Właściciel Legii uznał, że publiczne zgrillowanie i zsyłka zawodnika do drugiej drużyny będą najlepszą metodą wstrząśnięcia piłkarzem. Czy faktycznie zadziała? Nie będziemy tutaj rozstrzygać tej kwestii. Z Prijoviciem ten numer przeszedł, z Węgrem może, ale nie musi.











