Za nami niedzielna seria spotkań La Liga. Messi pokonał Saragossę 4:2, Valencia wygrała ważny mecz z Almerią, a Atletico znów zawiodło.
W najciekawszym z dzisiejszych meczów Saragossa podejmowała na własnym terenie rozpędzoną Barcelonę. Piłkarze Pepa Guardioli grają obecnie świetnie i nawet brak Xaviego nie jest w stanie zatrzymać tej rozpędzonej maszyny. Dziś rano pojawiła się informacja, że na La Romareda może nie pojawić się także Leo Messi, a to byłoby już wielkim osłabieniem. Argentyńczyk jest obecnie w życiowej formie, a od jego dyspozycji zależy gra całej „Dumy Katalonii”. Gdy w hiszpańskich mediach pojawiły się oficjalne składy, cała Katalonia odetchnęła z ulgą. Messi wybiegnie w podstawowym składzie. To dobra wiadomość. Zła to brak Andresa Iniesty i Carlesa Puyola. Pep zdecydował się zagrać aż trzema defensywnymi pomocnikami. W ataku zobaczyliśmy, wracającego po dwumeczowej przerwie, Zlatana.
Gospodarze, walczący o utrzymanie w lidze, pokładali swe nadzieje w osobie Humberto Suazo. Sprowadzony z styczniu Chilijczyk jest obecnie największą gwiazdą zespołu, zapewniającą w miarę regularnie bramki.
Mecz na początku przebiegał po myśli przyjezdnych. Gol dla Barcelony padł już w 4. minucie, a strzelcem był oczywiście niezawodny Messi. Argentyńczyk zdobył tę bramkę głową, co nie zdarza się mu zbyt często. Każdy rozsądnie myślący kibic spodziewał się pewnie gradu kolejnych bramek. Jednak, o dziwo, po około dziesięciu minutach naporu gości, gra się wyrównała, a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że to Saragossa uzyskała lekką przewagę. Do końca pierwszej połowy na boisku wiało nudą, a okazji bramkowych było jak na lekarstwo.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Dalej nie działo się nic godnego uwagi. Jeśli ktoś chciał obejrzeć Barcelonę grającą, swoją drogą nieudolnie, z kontry, to miał ku temu wyśmienitą okazję. A potem stało się to, czego można się było spodziewać. Messi przejął piłkę na środku boiska, pognał w stronę bramki, minął dwóch rywali, w tym jednego dwukrotnie, i strzelił swoją kolejną bramkę w meczu. A potem dołożył jeszcze jedną – tym razem z dystansu. Kolejne minuty to „popis” Ibrahimovicia. Szwed wykazał niezwykłą umiejętność marnowania idealnych okazji. Łącznie stracił cztery pewne bramki. Gdy wydawało się, że wszystko już się rozstrzygnęło, wprowadzony po przerwie Colunga zdobył dwa gole. 2:3 i chwile grozy w Saragossie. Ale od czego jest Messi? Argentyńczyk wpadł w pole karne, mijając przeciwników jak tyczki na treningu. W końcu został faulem sprowadzony do parteru. Rzut karny pewnie wykorzystał Zlatan.
Mecz przyniósł nam dwa ważne wnioski. Pierwszy to taki, że Messi jest obecnie nie do zatrzymania i gra na poziomie, do którego tylko garstka będzie miała okazję się kiedykolwiek zbliżyć. Drugim wnioskiem jest to, że na tę chwilę Zlatan jest kompletnie bezproduktywnym zapychaczem miejsca w wyjściowej jedenastce „Dumy Katalonii”. Sytuacja w tabeli bez zmian. Real i Barcelona idą łeb w łeb i chyba dopiero bezpośredni mecz zadecyduje, kto będzie się cieszył ze zwycięstwa w lidze.
O 19.00 na Estadio Mestalla wybiegły jedenastki Valencii i Almerii. „Los Ches”, podbudowani niedawnym starciem z Werderem, liczyli na, jakże potrzebny, komplet punktów i odskoczenie Sevilli w tabeli La Liga. Niestety, Unai Emery miał dziś do dyspozycji trzech defensywnych piłkarzy pierwszej drużyny, z czego tylko dwóch to obrońcy. Z konieczności, na środku obrony wystąpił Fernandes. Pozycję na boku zajął młody Lillo. Kibice obu drużyn liczyli z pewnością na grad goli. Patrząc na siłę ofensywy i słabość defensywy gospodarzy, można było się przychylić do tej tezy. Jednak to nie napastnicy zostali bohaterami pierwszej połowy. Do 45., a właściwie do 60. minuty dzielili i rządzili bramkarze. Świetnie dysponowany Cesar Sanchez naprawiał wszystkie błędy skleconej naprędce defensywy, a trzeba przyznać, że sporo ich było. Po drugiej stronie boiska cuda wyprawiał, jak zwykle doskonały, niestety niedoceniany, Diego Alves. Brazylijczyk już po dwóch minutach miał na koncie dwie świetne interwencje. Obaj zasługiwali z pewnością na zachowanie czystego konta. Udało się to jedynie Hiszpanowi. Wielka siła ataku Valencii dała o sobie znać w 63. i 70. minucie. Gole Maty i Silvy szybko rozwiązały sprawę trzech punktów. Jednak żadna ze stron nie przestała atakować. Strzał Pablo Hernandeza minął o centymetry słupek bramki Almerii. Kilka minut później Cesar świetnie wybronił strzał z dziesiątego metra.










