Już jutro na Bułgarskiej spotkają się zespoły, które wyjątkowo mają coś do udowodnienia swoim kibicom. Lech chce w końcu zagrać na miarę własnych oczekiwań, a Zawisza nareszcie skończyć z płaceniem frycowego i rozpocząć marsz w górę tabeli. Jednak w tej potyczce wygrać może tylko jedna ze stron, a przegrać mogą… obie.
Od lat atmosfera wokół Lecha Poznań nie była tak gęsta jak teraz. Fatalna dyspozycja zespołu, zamieszanie wokół kibiców klubu (zakończone formalnym rozwiązaniem Wiary Lecha) i w końcu konflikt trenera Mariusza Rumaka z mediami powodują, że na zawodnikach z miasta trykających koziołków ciąży bardzo dużo nadprogramowej presji. Wyniki osiągane przez „Kolejorza” nijak nie mają się do przedsezonowych oczekiwań. Po serii ligowych remisów i kompromitacji w europejskich pucharach przyszło zwycięstwo nad Koroną Kielce i rozgromienie Termaliki Bruk-Bet Nieciecza. Wydawało się, że lechici wracają na właściwe tory, jednak mecz z Wisłą Kraków pokazał zawodnikom z Poznania miejsce w szeregu – przewaga zespołu Franciszka Smudy była bezdyskusyjna. Limit porażek wydaje się dla poznaniaków wyczerpany, jednak strata chociażby punktu w spotkaniu z Zawiszą będzie na Bułgarskiej traktowana właśnie jako porażka. Jeśli Lech nie planuje zadomowić się w dolnej części tabeli, po prostu musi zacząć wygrywać.

Problem w tym, że dokładnie z takiego samego założenia wychodzą w Bydgoszczy. Mający duży potencjał i ambicje Zawisza w pierwszych spotkaniach sezonu rozczarowywał swoich fanów. Dwie porażki i trzy remisy to kiepski bilans, a zważywszy na okoliczności ostatniego remisu z Podbeskidziem Bielsko-Biała (bramka na 2:2 dla „Górali” w ostatnich minutach z karnego), rozdrażnienie w ekipie Ryszarda Tarasiewicza sięga zenitu. W grze bydgoszczan z kolejki na kolejkę widać progres. Wszyscy w klubie walecznego rycerza mają nadzieję na to, że wraz z poprawą jakości gry w końcu nadejdzie poprawa wyników. Dla Zawiszy każda kolejna strata punktów oznaczać będzie coraz bardziej nerwowe spoglądanie na ogony uciekających rywali, więc piłkarze z ulicy Gdańskiej powinni jak najszybciej wziąć się do wygrywania.
– Zawisza to zespół, który ma w swoich szeregach kilku doświadczonych zawodników. Jest beniaminkiem i na Bułgarskiej na pewno będzie chciał się zaprezentować z dobrej strony, by udowodnić, że zasługuje na grę w ekstraklasie. Na dzień dzisiejszy nie ma w tym zespole gwiazd, jego siłą jest zespołowość. Niemniej niektórzy piłkarze zrobili na mnie dobre wrażenie, jak choćby Michał Masłowski – przyznał na konferencji prasowej Mariusz Rumak. Jednak nie tym słowom poświęca się najwięcej uwagi: – – powiedział wyraźnie wzburzony i rozgoryczony trener „Kolejorza”. Wygląda na to, że szkoleniowiec klubu z Bułgarskiej zaczyna otwartą wojnę z mediami. Cała konferencja przed meczem trwała około 10 minut, podczas gdy zazwyczaj czas ten wynosi około pół godziny.












