Sporting Braga pokonał FC Porto na własnym obiekcie 1:0. Mecz obfitował w wiele ciekawych sytuacji podbramkowych. W przekroju całego meczu to raczej Porto było lepszym zespołem, jednak w futbolu liczą się zdobyte bramki. Nie wystarczy tylko stwarzać sytuacje, trzeba je jeszcze wykorzystywać.
Spotkanie od pierwszych minut nie było zbyt porywającym widowiskiem. Obie drużyny grały ostrożnie i żadna z nich nie zdecydowała się na otwarte ataki. Pierwsze ciekawe akcje rozpoczęły się mniej więcej od dziewiątej minuty, kiedy to najpierw bliski szczęścia był Diego Valeri, a później groźnie było pod bramką Heltona. W 25. minucie bardzo ładnym zwodem minął dwóch obrońców Hulk, po czym uderzył na bramkę. Strzał jednak był na tyle lekki, że Eduardo zdołał go obronić.
Pierwsza połowa obfitowała w wiele sytuacji z obydwu stron. Wydaje się jednak, że to Porto stworzyło sobie groźniejsze akcje, chociaż pod bramką Heltona też bywało bardzo gorąco. Druga część spotkania rozpoczęła się od ciekawych i groźnych ataków gości. Nie trwały one jednak zbyt długo, a przez kolejne minuty mecz stał się mało ciekawym widowiskiem. W 69. minucie padła fantastyczna bramka dla gospodarzy. Alan Silva na celu miał chyba wrzucenie piłki w pole karne, co jednak się nie powiodło. Piłka została posłana zbyt głęboko, prosto w długi słupek bramki, czemu bezradnie przyglądał się Helton. Trafienie to chyba zdziwiło nawet samego strzelca.
Po bramce jeszcze bardziej ożywiła się gra „Smoków”, jednak przez kolejne minuty nie przynosiło to pożądanych efektów. Najwięcej zamieszania stwarzał Hulk, który dwoił się i troił, aby trafić do siatki w dzisiejszym meczu. Po stracie gola, Porto nadal nie ustawało w wysiłkach, ale akcje przeprowadzane przez podopiecznych Ferreiry były jakby bez wiary w to, że można jeszcze wywalczyć dobry wynik. Do końca spotkania nie padły już żadne bramki. Trzeba zaznaczyć, że w ostatnich minutach dwiema fantastycznymi interwencjami popisał się bramkarz gospodarzy, Eduardo.
Sporting tym samym odniósł piąte zwycięstwo z rzędu i piłkarze Bragi przechodzą wszystkich rywali jak burza, liderując w tabeli. Teoretycznie najsilniejszy rywal już za nimi. Czy jest to zatem początek marszu po pierwsze mistrzostwo ligi w historii tego klubu? Odpowiedź na to pytanie poznamy pod koniec rozgrywek.










