Po świetnym spotkaniu Jagiellonia dokłada bardzo ważne zwycięstwo w kontekście walki o upragniony awans do kolejnej rundy Ligi Konferencji. W pierwszej połowie, mimo iż „Jaga” nie zarysowała swojej przewagi na tyle, by strzelić gola, to w drugiej zagrała prawdziwy koncert. Co by nie mówić, z pewnością wpływ na to miała czerwona kartka, która pogrzebała jakiekolwiek szanse Cercle. Jagiellonia wykorzystała to po całości i można powiedzieć, że jest już praktycznie pewna awansu.
Ambitna pierwsza połowa
W pierwszej części meczu Jagiellonia od samego początku chciała zarysować swoją przewagę. Sytuacje Imaza, Pululu czy Skrzypczaka pokazały, że „Jaga” wyszła bez kompleksów na lepszego rywala. Jednak, jak się okazało, Cercle było lepsze jedynie na papierze, gdyż to „Jaga” zagrała totalny popis. W pierwszej połowie okazji do strzelenia gola nie brakowało. Białostoczanie wielokrotnie zagrażali bramce strzeżonej przez Maxima Delanghe. Kilkukrotnie marnowali okazje wręcz stuprocentowe, które muszą kończyć się bramką.
Jednakże gracze z Belgii wcale nie pozostawali gorsi. Swoje ataki budowali głównie za sprawą Alana Mindy i Nazinho, którzy próbowali wykorzystać zmianę na prawej flance drużyny z Białegostoku. Wspomnijmy, że już w 10. minucie spotkania z boiska musiał zejść Norbert Wojtuszek, który najprawdopodobniej doznał kontuzji mięśniowej. W miejsce kontuzjowanego Polaka wszedł Dusan Stojinović. Początkowo widać było słabe wejście w mecz, jednak z biegiem czasu jego boiskowe poczynania uległy unormowaniu. Z kolejnymi minutami piłkarz wyglądał coraz pewniej, dzięki czemu skutecznie wraz z resztą bloku defensywnego neutralizował ataki Cercle Brugge.
Koncertowa deklasacja w drugiej części
Jagiellonia w dalszej części meczu nie spuściła nogi z gazu. Ciągle próbowała ukąsić Cercle kontratakami lub po wrzutkach. Gracze z Białegostoku chcieli wykorzystać fakt, iż drużyna z Brugii nie potrafi bronić się przed dośrodkowaniami z bocznych stref boiska. Często po podaniach w ich pole karne robiło się ogromne zamieszanie i tylko szczęście pozwalało wierzyć, że Cercle wywiezie z Białegostoku pozytywny rezultat.
Należy w tym momencie wspomnieć o dobrym spotkaniu w wykonaniu Jarosława Kubickiego i Mateusza Skrzypczaka, którzy raz po raz notowali świetne interwencje oraz podania napędzające ataki Jagiellonii. W przypadku obu zawodników zarówno wielu kibiców, jak i dziennikarzy zadaje sobie teraz pytanie: czy nie zasługują oni na powołanie do kadry? Jest to, co prawda, temat na zupełnie inny artykuł. Jednak w przypadku Kubickiego mamy do czynienia z sezonem życia, a patrząc na to, jakie są problemy reprezentacji na jego pozycji, selekcjoner powinien rozważyć jego kandydaturę.
Nie sposób nie wyróżnić tutaj Jesusa Imaza, który w tym sezonie przeżywa drugą młodość i zdaje się nie zatrzymywać. Hiszpan, mimo iż nie zdołał dołożyć żadnej liczby, może być zadowolony ze swojego meczu. Bardzo dobrze wyglądał z piłką przy nodze, mądrze rozprowadzał akcje, wiedział, kiedy zwolnić i przyspieszyć. Można było odnieść wrażenie, że pomimo upływu lat piłka wciąż nie przeszkadza mu przy nodze. Jednakże w tym sezonie zdążyliśmy już raczej do tego przywyknąć.











