Jak na razie zagraniczna przygoda Mateusza Żukowskiego dobiegła końca. 20-latek po siedmiomiesięcznym pobycie w Szkocji wraca na nasze boiska i będzie występował w Lechu Poznań, na razie w formie wypożyczenia. Jego pobyt w Rangers FC nie pozostawił po sobie żadnej wartej uwagi historii i to powinno dać mu dużo do myślenia, gdy w przyszłości ponownie zechce wyruszyć do lepszej ligi.
Wyjechał i słuch po nim zaginął. Już nie pierwszy raz byliśmy świadkami złego doboru klubu przez młodego zawodnika bądź jego agenta. Mateusz Żukowski przez brak porozumienia z Lechią Gdańsk w kwestii nowego kontraktu postanowił spróbować swoich sił w nowym miejscu i wyemigrował do Szkocji. Wybór padł na Rangers FC, w którym – jak się szybko okazało – szans na przebicie się nie było żadnych.
Latem przyszedł czas na poszukanie sobie innego klubu, a i tak trzeba było czekać na jakieś wieści do samego końca okienka. Najłatwiejszy w takim przypadku, patrząc także na wiek, jest powrót do ekstraklasy i do tego właśnie doszło. Żukowski wpadł w oko Lechowi Poznań, który tego lata przygody z transferami ma bardzo specyficzne. Mistrz Polski wypożyczył wychowanka Pogoni Lębork na rok z opcją wykupu.
Główną pozycją Żukowskiego w Lechu ma być prawa obrona, ale Tomasz Rząsa cieszy się z jego uniwersalności i to może być przydatne w niektórych spotkaniach.
Bolesne zderzenie ze ścianą
Mateusz Żukowski nie wyjeżdżał z ekstraklasy w momencie, gdy był na to w pełni gotowy. Boczny obrońca miał za sobą dopiero pierwszą pełną rozegraną rundę, w której też i wielce się nie wyróżniał. Miewał przebłyski, ale szczególnie w końcówce rundy jesiennej jego postawa pozostawiała wiele do życzenia. Podstawą po przenosinach do Rangers FC był zatem oczywiście rozwój, gdyż trudno było oczekiwać, że szybko będzie mu dane łapać minuty w pierwszym zespole.
Po niecałych dwóch tygodniach od transferu Żukowski doczekał się debiutu. Giovanni van Bronckhorst dał mu szansę od pierwszych minut w meczu Pucharu Szkocji przeciwko Annan Atletic. Był to dobry występ młodzieżowego reprezentanta Polski, okraszony asystą przy jednej z bramek. Wydawać się mogło, że może to być początek dobrego czasu. Po tym spotkaniu Żukowski co prawda trzy razy z rzędu znalazł się w kadrze meczowej na spotkania ligowe, ale żadnych minut niestety nie otrzymał. Na domiar złego w kolejnej rundzie pucharu ten stan się także utrzymał.












