Transfer do odradzającego się klubu z wielką tradycją i gra w kraju, gdzie futbol jest niemal jak religia. Brzmi jak spełnienie marzeń większości piłkarzy. Mateusz Klich przeniósł się z holenderskiego Twente Enschede do Leeds United. Jakie wyzwania czekają go w nowym klubie?
Dwa oblicza Klicha, jeden z Niemiec i jeden z Holandii
Mateusz Klich zasłynął z transferu z Cracovii do Wolfsburga. Niestety, ale przygoda ta nie była nawet troszkę udana, w klubie z Bundesligi Polak nie zaliczył nawet jednego oficjalnego występu, bardzo mocno zderzył się z rzeczywistością wielkiej piłki. Pomijany był w każdy możliwy sposób i nierealne było jego przebicie się do kadry, a co dopiero podstawowego składu. Zupełnie nie był brany pod uwagę jako wartościowy zawodnik. Po dwóch latach Klich został wypożyczony na pół roku do PEC Zwolle z Holandii.
W Eredivisie Klich dostał szansę na pokazanie się i zaprezentował pełnię swoich umiejętności. Był kluczową postacią ekipy Zwolle i klub postanowił go wykupić. W ciągu pobytu w Holandii Polak stał się topowym środkowym pomocnikiem nie tylko w swoim zespole, ale i w całej lidze. Był on jednym z twórców wielkiego sukcesu – zdobycia Pucharu Holandii (w finale rozgromili Ajax aż 5:1!). Klich był najlepszym zawodnikiem w swojej drużynie i… wrócił do Wolfsburga po półtora roku. Klub z Niemiec postanowił skorzystać z prawa pierwokupu Polaka i ściągnął go z powrotem do siebie. Powtórka z pierwszego transferu, brak debiutu i po pół roku transfer do Kaiserslautern.
W drugiej ekipie z Niemiec w swojej piłkarskiej karierze Klich rozegrał 21 meczów i zdobył cztery bramki na poziomie 2. Bundesligi. Nie są to liczby imponujące i po zmianie dyrektora sportowego oraz trenera Mateuszowi umożliwiono przenosiny do kraju, gdzie wiodło mu się zdecydowanie najlepiej. Klich przeszedł do 13. zespołu Eredivisie – Twente Enschede.
Klich po transferze do Twente kolejny raz odżył. Jego gra mogła wręcz zachwycać i nie są to przesadzone słowa. Polak w sezonie 2016/2017 miał przyzwoite liczby – sześć goli i cztery asysty. Odżywające Twente, które jeszcze nie tak dawno było mistrzem Holandii, zajęło siódme miejsce w lidze i duża w tym zasługa Mateusza. Polak potrafił aż trzy razy z rzędu gościć w jedenastce kolejki holenderskiej ekstraklasy. Jedna taka sytuacja może być nazywana przypadkiem, ale kilkukrotne bycie w takim zestawieniu w ciągu jednego sezonu już na pewno przypadkowe nie jest. Klich rozgrywał bardzo dobry sezon i zapracował sobie tym na transfer do znanego i cenionego klubu.











