Mateusz Dróżdż o pakiecie PZPN-u: Ten gest powinniśmy docenić (ROZMOWA)


Były prezes Zagłębia Lubin komentuje pakiet pomocowy Polskiego Związku Piłki Nożnej

28 marca 2020 Mateusz Dróżdż o pakiecie PZPN-u: Ten gest powinniśmy docenić (ROZMOWA)
Adam Starszyński / Presss Focus

Do niedawna prezes Zagłębia Lubin, który z funkcją pożegnał się w październiku 2019 roku. Z naszym rozmówcą porozmawialiśmy o tym, na co muszą się przygotować polskie kluby oraz jakich zmian należy się spodziewać. Zapraszamy do lektury rozmowy z panem Mateuszem Dróżdżem, z którym szerzej porozmawialiśmy o pakiecie pomocowym PZPN-u.


Udostępnij na Udostępnij na

Wczoraj PZPN ogłosił duży pakiet pomocowy opiewający na kwotę w sumie 116 milionów złotych. Część z tych środków przeznaczona jest na sezon obecny, a część na kolejną kampanię. Cel? Wspomóc polskie zespoły w trudnej sytuacji, w jakiej znalazły się wskutek epidemii koronawirusa.

Opinii eksperckiej, jako były prezes klubu, a także prawnik, udzielił nam Mateusz Dróżdż. Słowem – dementujemy kilka plotek, prostujemy to, co jest trochę trudniejsze do zrozumienia, oraz pytamy, co czeka kluby w najbliższym czasie? Jak panująca obecnie epidemia wpłynie na kluby w Polsce? No i w końcu na jakie problemy rządzący klubami będą się musieli przygotować?

Patrząc ogólnie na kluby z ekstraklasy – jakie straty może spowodować epidemia?

Trzeba by spojrzeć na to, jakie są przychody klubów. Tak naprawdę w najlepszej sytuacji na chwilę obecną są kluby, które mają najmniejsze przychody z dnia meczowego. Według Deloitte (raport z czerwca 2019 roku – przyp. red.) takimi klubami były dla przykładu Wisła Płock czy Zagłębie Lubin, bo one tak naprawdę nie zarabiały z tytułu organizacji meczów piłki nożnej.

Najgorsza sytuacja spotkała Legię, Lecha, Wisłę Kraków, dla których dzień meczowy oznacza duży dochód. I tutaj pojawia się pierwszy główny problem – kluby piłkarskie takie jak Legia i Lech, ale także te z największych lig europejskich nie mogą zarabiać z tytułu organizacji dnia meczowego.

Drugi problem, który dotyczy wszystkich klubów, to wypełnianie kontraktów sponsorskich, które w dużej mierze są zależne od organizacji meczów piłki nożnej. A te w chwili obecnej się nie odbywają. Trzecia, najważniejsza kwestia – czy pieniądze dotyczące praw telewizyjnych zostaną wypłacone w całości. Dochody z praw telewizyjnych stanowią takie świadczenie pieniężne, bez którego kluby nie są w stanie istnieć. Dodatkowo przy tendencji coraz większych przychodów z praw telewizyjnych kluby piłkarskie zaczęły żyć „na bogato”. I to są trzy główne źródła potencjalnych problemów.

Patrząc od strony prawnej – co w przypadku sytuacji, kiedy telewizja odmówi wypłacenia pieniędzy? Czy kluby muszą się na taką ewentualność przygotować?

Wszystko zależy od tego, jakie są zapisy umowy, to po pierwsze. Po drugie – widzę podstawy prawne do modyfikacji wartości takich umów. Chociażby z klauzuli rebus sic stantibus, która pozwala na modyfikację umów, i nie chodzi tu tylko o prawa telewizyjne.

Kiedyś miałem ciekawą sytuację jako prawnik w Stanach Zjednoczonych, gdzie był problem związany z wprowadzeniem w NFL tzw. „capów” na wynagrodzenia. Do kancelarii, w której pracowałem, trafiały sprawy dotyczące podjętej przez NFL uchwały o obniżeniu wynagrodzeń. Tam także były spory, które kończyły się zazwyczaj w arbitrażu, bo zawodnicy domagali się powrotu do starej gaży. To jeden przykład, kiedy spotkałem się z modyfikacją umów.

Drugi to akurat umowa z praw telewizyjnych, która była modyfikowana wskutek pewnych strat wizerunkowych. Myślę, że takie modyfikowanie czeka nas też w Polsce.

Czy to, co gwarantuje PZPN, faktycznie jest tak dużą pomocą dla klubów?

Ten gest PZPN-u, bo tak trzeba powiedzieć, na pewno powinniśmy docenić. Rolą PZPN-u jako związku sportowego jest próba opanowania obecnej sytuacji, ale to nie pokryje tego, z czym kluby będą musiały się zmierzyć.

Na pewno jest to pomoc, to nie ulega najmniejszej wątpliwości. Nie chcę tworzyć sądów na temat tego, jak ta pomoc będzie wyglądać, bo widziałem tylko pojedyncze hasła. Są dwie rzeczy, na które trzeba spojrzeć. Pierwsza to, że PZPN zaoferował w pewnym zakresie pomoc doraźną, która ma objąć ten sezon.

Druga rzecz, jest to pomoc finansowa związana z przyszłym sezonem. Ona w dużej mierze jest połączona z wieloletnią polityką PZPN-u, która związana jest z młodzieżą. Patrzę na to wszystko także przez pryzmat osoby, która ma doświadczenie w zarządzaniu, i jeśli chodzi o Pro Junior System, to jest zapewnienie, że ta kwota 18 milionów nie zostanie zmniejszona, i to jest ważna deklaracja.

Tomasz Folta / Press Focus

Co to może oznaczać?

Jeśli PZPN nie zmienia tej kwoty, to dla mnie jest to jasny sygnał – można się spodziewać, że prawdopodobnie będą renegocjowane umowy dotyczące praw telewizyjnych. Tutaj jest już duże zagrożenie.

Trzeba docenić to, że PZPN pomaga, że trzyma się pewnej polityki. Nie jest to wizja krótkowzroczna, w takim sensie, że kluby teraz dostaną pieniądze, a w przyszłym roku jakoś będą musiały sobie radzić. Większy nacisk jest na pomoc w roku kolejnym, i słusznie.

Największy problem nie powinien wystąpić teraz, wystąpi on w przyszłym sezonie. Sponsorzy, wskutek tego, że oni będą mieli własne problemy finansowe, zaczną wycofywać się z szeroko pojmowanej działalności, jaką jest inwestycja w sport. Po prostu nie będzie na to pieniędzy. Mądrze zarządzane kluby powinny być bezpieczne aż do ostatniej wpłaty z praw telewizyjnych, jaka ma zostać dokonana ze strony ekstraklasy pod koniec czwartego kwartału. Do tej chwili praktycznie wszystkie kluby powinny sobie poradzić, to znaczy być w większym lub mniejszym stopniu wypłacalne.

A co w przyszłym roku?

Jeżeli chodzi o kolejny rok, to nie tylko w Polsce, ale na całym świecie będą olbrzymie problemy. Wybucha to, na co bardzo często była zwracana uwaga, a mianowicie kontrakty zawodników. Przyjmuje się, że roczne wydatki na kontrakty nie powinny przekraczać 50% budżetu klubu. Piłka nożna poszła do przodu, tę barierę przesunięto już na 60%, ale w chwili obecnej niektóre kluby wydają na graczy o wiele więcej niż 70% swojego budżetu…

No tak, a przecież w naszej lidze bardzo często zawodnicy otrzymują przesadnie lukratywne kontrakty…

Tutaj pojawia się coś, o czym kiedyś dużo mówiono. Mogę podać prosty przykład: jako prezes Zagłębia Lubin starałem się racjonalnie prowadzić politykę dotyczącą wynagrodzeń zawodników. Pamiętam, jakie problemy mieliśmy przy okazji okien transferowych, przegraliśmy chociażby z Arką Gdynia walkę o Marko Vejinovicia. Proponowaliśmy jeden z najwyższych kontraktów w całym Zagłębiu Lubin, a Arka nas przebiła. Dwukrotnie! I takie przebijanie wynagrodzeń dla zawodników miało miejsce wielokrotnie, co łączyło się z tym, że kibice nie byli zadowoleni, bo nie wykonywaliśmy dużej liczby transferów, ale być może to pozwoli klubowi dalej funkcjonować.

Dlatego też zgadzam się z niektórymi osobami mówiącymi, że nagle wszyscy bierzemy się za ucinanie pensji zawodników, ale można by też pomyśleć o sobie. W Zagłębiu Lubin, kiedy mieliśmy taką sytuację związaną z podatkiem od nieruchomości, a Genoa nie zapłaciła nam pieniędzy (kwota za transfer Filipa Jagiełło – przyp. red.), mój przekaz był prosty. Wynagrodzenie dla prezesa zarządu wypłacane jest jako ostatnie. Wcześniej mają pójść pieniądze dla zawodników, dla pracowników, a dopiero na końcu dla prezesa. Nad tym też powinniśmy się zastanowić, bo mówimy tylko o cięciach dla zawodników, a te cięcia myślę, że powinny objąć każdy aspekt klubu.

Mówi się sporo, przede wszystkim dlatego, że Rada Nadzorcza zezwoliła klubom na „ucinanie” pensji zawodnikom o połowę. Jak to wygląda od strony prawnej? PZPN nie ma nic do powiedzenia?

Ekstraklasa może prosić PZPN o to, aby ten podjął uchwałę dotyczącą zmiany uchwały 3/54, która dotyczy kontraktów zawodniczych. To, co dała ekstraklasa, to jest pewna wskazówka dla klubów. Ale powiem szczerze: jako były prezes zarządu bałbym się renegocjować kontrakty na podstawie tej uchwały ekstraklasy. Bałbym się nawet jako prawnik, bo to jest rekomendacja skierowana do PZPN, a nie nakaz dla klubów, i czekałbym na uchwałę PZPN-u.

Wydaje mi się, że PZPN nie podejmie uchwały, o ile nie zostanie podjęta uchwała odgórna UEFA, czy FIFA. W związku z tym na chwilę obecną kluby piłkarskie muszą ograniczać koszty. Renegocjowanie umów może mieć miejsce, ale tylko wtedy, kiedy wprowadzona zostanie uchwała PZPN-u. A nie wiem, czy PZPN zdecyduje się na podjęcie takiej uchwały. Bo co, gdyby uznać, że w Polsce obniżamy wynagrodzenia o 50%, a zaraz potem FIFA powie, że wynagrodzenia można obniżać maksymalnie o 40%? Dlatego PZPN może mieć problem, aby podjąć tę uchwałę w taki sposób.

Czy według Pana jest jeszcze coś, co związek mógłby zrobić?

To bardziej kwestia systemowa. Od dwóch tygodni mam ogrom spraw formalnych związanych z odwoływaniem imprez masowych, ale staram się też pomóc klubom piłkarskim, natomiast tam jest o wiele więcej problemów. Niektóre kluby w niższych ligach działają jako stowarzyszenia. Obecnie trudno im zorganizować walne zebranie członków, żeby podjąć na przykład uchwałę w przedmiocie wyboru prezesa stowarzyszenia.

Drugi problem dotyczy wypłacanych świadczeń na kluby przez samorządy. Chodzi o promowanie gminy – podpisuje się umowę, na podstawie której miasto lub gmina wypłaca klubowi pieniądze z tytułu reklamy miasta/gminy podczas meczów. Ale te mecze się nie odbywają. A jednostki samorządu terytorialnego są rozliczane w taki sposób, że nie można przymknąć oka i powiedzieć, że jest nadzwyczajna sytuacja. Są ograniczenia związane z ustawą o finansach publicznych.

Kluby większe mają problemy z umowami sponsorskimi. Chodzi też o działania ekstraklasy, która może mieć duży wpływ na to, jak podzieli pieniądze czy też dokona modyfikacji w przedmiocie np. organizacji ligi. Ale tak naprawdę potrzebne są działania systemowe na linii rząd – Ministerstwo Sportu.

Na jakie jeszcze problemy powinniśmy się przygotować?

Nie tak dawno miałem okazję przeczytać książkę „Zakazane Gole” o sytuacji piłki nożnej m.in. po wojnie. To uproszczenie, ale jednak nawiązuje ona do tego, co się dzieje teraz, bo tak naprawdę nie wiadomo, czy liga się rozpocznie. A po wojnie przecież liga w Polsce nie grała przez dwa lata. Tak samo było w Anglii, gdzie były duże problemy z tym, aby liga mogła normalnie funkcjonować. Uratowała ją tak naprawdę duża liczba osób, która chodziła na mecze i na to też muszą się przygotować osoby zarządzające zespołami.

Bo budżety w przyszłym roku będą całkowicie inne, a sytuacja może wymusić zmianę w strategiach kierowania klubami. Proszę pamiętać, że imprezy masowe należy zgłosić na 30 dni przed ich przeprowadzeniem, więc chociażby z tego względu możemy kończyć ligę, jeżeli do tego dojdzie, bez publiczności. To jednak problem bieżący, a kluby czekają także te związane z zarządzeniem długoplanowym.

Komentarze
Łukasz (gość) - 6 miesięcy temu

Prezes dostał pensję jako ostatni ? Wow, cóż za autorytet ! Czy to coś zmieniło ? KGHM był, jest i będzie zawsze wypłacalny i jeśli ktoś ma na umowie jakąś sumę, to musi ją dostać w terminie. Gdyby prezes się zrzekł jakiejś kwoty, to brawo, mamy do czynienia z zaciskaniem pasa, zaczynając od siebie. Ale nie w opisywanej w wywiadzie sytuacji, to jest śmieszne.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze