Najpopularniejszym strażakiem był „Strażak Sam” z bardzo popularnej bajki dla dzieci. Gasił on każdy pożar. Takim piłkarskim odpowiednikiem jest Leszek Ojrzyński. Trener, który gustuje i lubi pracę w trudnych warunkach, na dodatek przychodzi w trudnym momencie, jednak nic mu nie jest straszne. Wyciąga gaśnicę i robi porządek, tak też stało się w Mielcu. Potrzebnych mu było do tego zaledwie pięć spotkań.
Sytuacja diametralnie się zmieniła, zespół pogrążony w kryzysie, który razem z innymi beniaminkiem Podbeskidziem szurał po dnie, nagle zaczął zdobywać punkty. I to z trudnymi rywalami. Owszem, miejsce za bardzo się nie zmieniło, ale aura wokół klubu jest już zupełnie inna.
Mocne otwarcie
Po nieudanej kampanii trenera Dariusza Skrzypczaka w klubie pojawił się on. Nie książę na białym koniu, tylko strażak. Trener od zadań specjalnych, Leszek Ojrzyński. Z niejednego pieca chleb jadł, niejeden zespół w ekstraklasie utrzymał. Dlatego wybór zarządu Stali Mielec nie mógł być zadziwiający. Ściągnął na Podkarpacie faceta z twardą ręką i dobrze znanego w ekstraklasowych realiach. Praktycznie wszędzie wspominanego dobrze.
Na rezultaty zmiany szkoleniowca nie było trzeba długo czekać. Pierwszy mecz i od razu trudne spotkanie z Zagłębiem Lubin. Teoretycznie Stal pojechała tam po kolejną przegraną. Tak to też wyglądało w pierwszych minutach. 2:0 do 30. minuty i mecz zaliczony dla Zagłębia. Wtedy jednak uruchomił się tryb drużyny Leszka Ojrzyńskiego. Zespół waleczny, charakterny – tak w skrócie wyglądają drużyny prowadzone przez 48-latka. Mecz zakończył się 2:2 i to był już pierwszy sygnał, że Stal wstała z kolan i będzie walczyć o utrzymanie.
No dobra, jeden mecz o niczym nie świadczy. Na Podkarpacie przyjechała Jagiellonia. Jakby nie patrzeć, piłkarze z Białegostoku to nie ogórki, raz potrafią zagrać dobrze, później robią piłkarski kryminał. Rosyjska ruletka. W Mielcu jednak nie byli najlepiej dysponowani, a Stal wykorzystała to w stu procentach. Fajne rozpoczęcie Leszka Ojrzyńskiego z nową drużyną i z nowym celem, jakim jest przede wszystkim utrzymanie.
Nie gorszy koniec rundy
No tak, ale to typowy efekt nowej miotły. Może i tak, ale chyba najważniejsze, że działa. Przynosi zamierzone efekty, a to te były chyba najważniejsze dla mieleckich kibiców. Sytuacja w tabeli wskazywała, że punkty są potrzebne na już. Dariusz Skrzypczak zostawił zespół na ostatniej, 16. lokacie z nie najlepszymi perspektywami. Potrzebny był strażak, najlepszy z najlepszych.












