Ruch Chorzów w ubiegłym sezonie zajął trzecie miejsce w tabeli i wywalczył przepustkę do europejskich pucharów. W tym sezonie chorzowianie radzą sobie bardzo słabo, po ośmiu kolejkach zajmują 13. miejsce i mają na koncie zaledwie osiem punktów. O przyczyny takiego stanu rzeczy postanowiliśmy zapytać legendę „Niebieskich” – Mariusza Śrutwę.
Ruch nie radzi sobie najlepiej na początku sezonu, czyżby Sobiech i Baran byli aż tak ważnymi zawodnikami dla chorzowian?
Tutaj można podać jeszcze kilka nazwisk zawodników, którzy w trakcie poprzedniej rundy odchodzili z Chorzowa. Żadna drużyna nie lubi tak wielkich zmian. Na Ruchu odcisnęło to wielkie piętno, bo wyniki są takie, jakie są. Nie pomaga nawet to, że Ruch posiada bardzo dobrego trenera, który w poprzednim sezonie zbudował mocny zespół z drużyny nie przewidzianej do czołowych miejsc w tabeli i zaskoczył wszystkich trzecią lokatą. Widać też, że przy kilku kontuzjach kolejnych zawodników potencjał zespołu nie jest tak duży, żeby zaspokoić apetyty rozbudzone w poprzednim sezonie.
Odejście Sadloka może jeszcze bardziej skomplikować sytuację, może nawet Ruch będzie zmuszony do walki o utrzymanie, a wtedy może zrobić się w Chorzowie bardzo gorąco…

Na razie nie wiadomo, kto ma przyjść, wiemy tylko, kto ma odejść. Tutaj nawet cudotwórca pewnie nie zrobiłby wiele, trener stara się, jak może, ale to nie on gra na boisku, on musi pracować z takimi ludźmi, jakich ma, i niewiele można mu zarzucić. W Ruchu potrzebna jest jakaś solidna myśl i solidne spojrzenie na to, co dzieje się w klubie, a przede wszystkim poukładanie spraw kadrowych i zastrzyk zawodników, którzy podniosą trochę poziom i rywalizację w drużynie.
W lidze zadebiutowali Jankowski, Stefański i Lisowski. Czy widzi Pan wśród młodych piłkarzy kogoś, kto mógłby zastąpić jednego z wymienionych wcześniej zawodników?
Zdecydowanie za wcześnie, żeby w ten sposób się na ich temat wypowiadać. Bardzo fajnie, że tak młodzi i zdolni zawodnicy zadebiutowali w lidze. Ci piłkarze na pewno mają predyspozycje do tego, żeby się rozwijać i być dobrymi w polskiej Ekstraklasie. Natomiast nie do nich należy to, żeby ciągnąć wózek i unosić ciężar walki na boisku, a sytuacja się przedstawia w ten sposób, że to oni wychodzą bardzo często w pierwszym składzie i to od nich wymagamy, żeby zdobywali bramki i kreowali grę. Nie o to chodzi, bo do tych zawodników nie można mieć pretensji, a tych, do których można mieć pretensje, nie zostało wielu, zwłaszcza takich, którzy gwarantują jakość.











