Marcin Borski przed laty z powodzeniem sędziował mecze w polskiej ekstraklasie, a także na arenie europejskiej. Zakończył jednak współpracę z PZPN po wystosowaniu mocnych zarzutów w kierunku Zbigniewa Przesmyckiego, który od 2011 roku pełnił funkcję szefa Kolegium Sędziów w PZPN.
Uaktywnił się pan na Twitterze. Było to zamierzone działanie? Wiemy, że każde słowo jest tutaj mocno analizowane.
Tak. Prowadzę też profil na Facebooku, ale postanowiłem spróbować dynamiczniejszej formy komunikacji. Świat się zmienia, Facebook staje się już trochę passé. Poza tym wydaje mi się, że w przestrzeni publicznej brakuje fachowych opinii o sędziowaniu. Kolegium Sędziów jest mało aktywne, nie ma rzecznika, nie zabiera głosu. Tę próżnię wykorzystują osoby nieprzygotowane do takiej roli, ale pewnie to wygodne dla tych, którzy za nimi stoją. Brakuje obiektywnej i jednocześnie fachowej oceny.
Miał Pan już jednak małe „starcie” z kimś, kto uważa, że nie powinien Pan komentować pracy kolegów.
Takie uroki TT. Czasem trzeba podejmować polemikę. Jeśli rzeczową i kulturalną, to zawsze jestem gotów. Swoją drogą nie widzę innej, niezwiązanej z PZPN, bardziej kompetentnej osoby do oceniania sędziów. Jestem byłym sędzią kategorii Elite Development UEFA, byłym obserwatorem sędziowskim UEFA. Przez ostatnie dwie dekady, poza Szymonem Marciniakiem, żaden z polskich sędziów nie znalazł się wyżej w hierarchii UEFA. Chyba lepiej, gdy ja oceniam, niż ktoś, kto tylko dotknął sędziowania lub jest związany jakąś relacją z KS PZPN.
Jako że nie tak dawno zakończył Pan swoją karierę, to dziś łatwiej jest zrozumieć niektóre decyzje podejmowane przez sędziujących mecze?
Myślę, że tak. Zszedłem z boiska stosunkowo niedawno. Trzy lata pracowałem też jako obserwator sędziowski. Widziałem pracę sędziów VAR i nawet sam testowałam możliwości VAR-busa. Stosunkowo łatwo zrozumieć mi, co kierowało sędzią w ekstraklasie czy nawet w Lidze Mistrzów, kiedy podejmował taką lub inną decyzję.
Kilka lat temu miał Pan mocne zdanie o Zbigniewie Przesmyckim. Czy cokolwiek się w tej kwestii zmieniło?
Niewiele. Choć gdy widzę poczynania jego następcy, a wcześniej najbliższego współpracownika, Tomasza Mikulskiego, to zaczynam „tęsknić” za Przesmyckim.
Jednym z głównych zarzutów do obu wymienionych panów był brak większej rotacji między arbitrami, którzy byli wyznaczani na kolejne mecze.
Taka była właśnie konsekwencja działań poprzedniego Zarządu ze Zbigniewem Przesmyckim i Tomaszem Mikulskim w składzie. Utworzono wąską grupę i na niej koncentrował się Przesmycki. 1., 2. i 3. liga długo leżały odłogiem. Mikulski, który widocznie wtedy skupiał się na swojej praktyce lekarskiej, pewnie nie miał czasu lub ochoty na kontrolowanie Przesmyckiego i nawet nie pojawiał się w Spale na warsztatach sędziów zawodowych oraz wyróżniających sędziów z Top Amator. Przynajmniej ja go tam nie spotkałem.










