Czasem trzeba odważyć się zrobić skok na głębszą wodę. Taki uczynił nasz rozmówca, Marcel Błachewicz. W młodym wieku odważył się na przejście z Escoli Varsovia do ekstraklasowej Wisły Płock. Czy miał wątpliwości? Czemu wybrał Wisłę i jakie miał jeszcze oferty? Co może być jego atutem w przyszłości? Poruszyliśmy te i wiele innych tematów. Jakie konkretnie? Zapraszamy do lektury!
Młodzieżowiec Wisły Płock to bardzo rozsądny i pracowity chłopak. Ledwo co wkroczył w pełnoletniość, a już gra mecze w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mimo szybkiego tempa wydarzeń nie zatracił głowy i ma jasno sprecyzowane cele.
Jest takie powiedzenie, że kto nie wygrywa 2:0, ten przegrywa 3:2. Dużo jest w Was złości, że tak łatwo wypuściliście punkty z Górnikiem Łęczna? (rozmawiamy po tym spotkaniu).
Tu nie chodzi o złość, tylko o odpowiednią reakcję w kolejnych meczach. Można rozpamiętywać, jak się ten mecz układał, a można też uczynić z niego swoją siłę – gdybyśmy przegrywali 0:2, doskonale będziemy pamiętali, że da się to odrobić. Trudny emocjonalnie mecz mieliśmy w Gliwicach, lecz jako zespół zareagowaliśmy właściwie.
Gdzie upatrujesz przyczyn tej porażki? Z całym szacunkiem, ale Górnik (przynajmniej na papierze) to drużyna słabsza od Was. Mimo to strzelił trzy bramki. Za bardzo się cofnęliście?
Ten mecz już się skończył. Obejrzałem go jeszcze raz, później już tylko swoje kontakty z piłką. Kilka przemyśleń zostało w głowie, ale na tym koniec. Celem jest następny mecz.
W Twoim debiucie wygraliście 4:0 z Zagłębiem Lubin – trudno o lepszy start. Teraz brutalne sprowadzenie na ziemię. Lekcja pokory? Nie mówię tylko o Tobie, ale o całej drużynie.
Wysokie zwycięstwo w debiucie, według mnie, nie do końca oddawało przebieg meczu. Był to wyrównany pojedynek, grany w ekstremalnych warunkach. Byliśmy sprytniejsi i skuteczniejsi, być może bardziej skoncentrowani, dzięki czemu uniknęliśmy indywidualnych błędów, o które w tamtej ulewie nie było trudno. A porażka z Łęczną… Myślmy już o następnym meczu.

Dobra, zostawmy już to, co złe, za sobą. Porozmawiajmy o Twoim transferze do Płocka. Co sprawiło, że wybrałeś drużynę trenera Bartoszka?
Kilka czynników. Przede wszystkim aspekt sportowy – klub ekstraklasowy, który w przeszłości promował już zawodników do zagranicznych klubów. Kontrakt podpisałem już pół roku wcześniej, gdy trenerem był jeszcze Radosław Sobolewski. Po transferze trenowałem już zimą z Wisłą Płock kilkanaście dni, ale ostatecznie Escola nie zgodziła się puścić mnie wcześniej. Ważnym argumentem, choć nie decydującym, był też fakt, że moi rodzice często kursują między Włocławkiem a Warszawą, czyli w okolicy. Są dla mnie bardzo ważni, więc cieszę się, że nie mamy do siebie daleko.











