Już od miesiąca piłkarze czołowych drużyn Primera Division są zmuszeni do grania co kilka dni. Wszystko przez szaleńcze tempo Copa del Rey. Jutro zostaną rozegrane pierwsze półfinały. Finał w kwietniu.
Wojna na Sanchez Pizjuan
Pierwszy półfinał będzie prawdziwą futbolową bitwą. Sevilla przygotowuje się do meczu z Realem, jak do walki o honor, o szacunek do siebie, a może nawet o życie. Klub przygotował specjalny filmik promujący spotkanie, na którym czołowi gracze drużyny Gregorio Manzano robią groźne miny, demonstrując umazane farbą torsy. Nagranie kończy się napisanym w języku portugalskim zapewnieniem, że ktoś zostanie pozbawiony tytułu. Madrycka prasa traktuje to jako osobisty atak na Mourinho. Sternik gospodarzy tłumaczy się, że trener rywali nie będzie grał w meczu, a słowa te skierowane są do portugalskojęzycznych graczy Realu. Del Nido zwraca też uwagę na to, że tym razem sędziowanie będzie stało na wysokim poziomie, nawiązując tym samym do ostatniego półfinałowego starcia drużyn i kontrowersji z nim związanych (Jorge Valdano w przerwie meczu przypomniał arbitrom, że robienie krzywdy jego drużynie to zły pomysł). Madryt, nie chcąc podgrzewać już i tak niemal wrzącej atmosfery, zdecydował się posłać na konferencję prasową drugiego trenera, znacznie spokojniejszego od Mourinho, Aitora Karankę.
Real, by wygrać pierwszy mecz półfinałowy, musi zagrać znacznie lepiej niż w trzech ostatnich spotkaniach, w których, przypomnijmy, strzelał po jednym golu. Wszyscy liczą na to, że po trafieniu z Mallorcą wreszcie odblokował się Benzema. Bez nominalnego napastnika Realowi gra się bardzo ciężko. Cała nadzieja w strzeleckiej formie Ronaldo.
Sevilla jest w lepszej sytuacji – wreszcie znów gra tak, jak powinna. Wreszcie formę złapał Fabiano, co w połączeniu z umiejętnościami Jesusa Navasa i sezonem życia Romarica jest z pewnością wystarczają siłą, by pokonać taki Real, jaki grał z Mallorcą.
„Królewscy” polecą do Andaluzji bez Pepego, Higuaina i Dudka. Reszta piłkarzy została powołana. Trener Sevilli nie zdecydował się jeszcze na podanie listy graczy, z których będzie jutro korzystał, czekając na ewentualną poprawę stanu zdrowia Kone i Guarente, którzy zmagają się z lekkimi urazami mięśniowymi. Dotkliwym osłabieniem Sevilli może okazać się odejście Konko, który w tym sezonie rozegrał wiele wspaniałych spotkań.
Jeśli „Los Blancos” zagrają z Sevillą co najmniej dobrze, to wygrają – potencjałem wyraźnie górują nad rywalem. Jeśli zagrają tak, jak ostatnio, to przegrają. Biorąc pod uwagę napiętą sytuację w biurach na Santiago Bernabeu, porażka może mieć wielkie i ciekawe konsekwencje.
Spacerek na Camp Nou?
Zadanie, jakie los postawił przed Barceloną, jest o niebo łatwiejsze od tego, z jakim poradzić musi sobie Real. Ale mimo wszystko nie należy lekceważyć Almerii, pozycja w tabeli La Liga jest złudna, a potencjał drużyny trenera Oltry całkiem spory. Jeśli drużyna poradzi sobie z psychicznym szokiem, jakiego doznała przy okazji ostatniego meczu z Barceloną (osiem straconych bramek), to może napsuć krwi mistrzom Hiszpanii. Nieco ponad tydzień temu prawie wygrała z Realem, uprawiając futbol zdyscyplinowany i uważny. Tak właśnie powinna zagrać na Camp Nou, licząc, że żaden z barcelońskich gigantów nie będzie miał swojego dnia. Przyjezdni z pewnością pokładają nadzieję w absencji Carlesa Puyola, bez którego defensywa Barcelony traci co najmniej połowę swej pewności. Eric Abidal, grając na środku, sprawdza się bardzo dobrze, ale brakuje mu zdolności przywódczych „Tarzana”. Paradoksalnie, problemem dla „Dumy Katalonii” może być fakt, że do zdrowia wrócił już Dani Alves. Jego rajdy są wartościowe tylko wtedy, gdy ma kto asekurować tyły. Pique to świetny defensor, ale tylko wtedy, gdy gra z Carlesem. Sam może sobie nie poradzić. Jeśli chodzi o inne absencje, to z pewnością na liście powołanych nie ujrzymy nazwiska Jeffrena, który wypadł z gry na kilka tygodni. Zmagający się z problemami żołądkowymi Bojan ma się coraz lepiej i pewnie będzie gotowy do siedzenia na ławce. W drużynie Almerii wątpliwy jest występ Juanito, który kilka dni temu przeniósł się na Estadio Juegos Mediterraneos z Malagi, oraz Jakobsena. Żeby nie było wątpliwości, Barcelona zagra w finale Pucharu Króla – nie ma we współczesnym futbolu siły, która zatrzymałaby tę maszynę. Jedyne, co może zrobić Almeria, to przegrać z honorem.










