Malaga znokautowała Rayo 5:0. Trzy bramki zdobył znakomity Mounir El Hamdoui. Po jednej dołożyli Portillo i Eliseu. Mecz mógł się podobać. Obie ekipy stworzyły sobie dogodne sytuacje, ale skuteczność była po stronie gospodarzy.
W niedzielę Malaga podejmowała madryckie Rayo. Zdecydowanym faworytem był zespół gospodarzy. To Malaga toczyła wyrównany bój z Barceloną czy Sevillą podczas Derbów Andaluzji. I chociaż osłabiła przed sezonem swój skład wielką wyprzedażą, to sprowadziła dobrych graczy, z których można stworzyć solidny zespół. Rayo gra futbol radosny. Piłkarze z Madrytu przedkładają zdecydowanie ładną grę nad wyniki. Podczas letniego okienka transferowego ekipa z Vallecas oddała swoją najjaśniejszą gwiazdę Leo Baptistao lokalnemu rywalowi, Atletico. Dodatkowo goście przyjechali do Andaluzji osłabieni brakiem m.in. Lassa. Z tych powodów wynik inny niż zwycięstwo gospodarzy byłby niemałym zaskoczeniem.

Od pierwszego gwizdka zaatakowali gospodarze, którzy najwyraźniej chcieli szybko zdobyć bramkę, aby móc kontrolować przebieg spotkania. Już w 3. minucie mógł paść gol dla Malagi. Po dobrym dośrodkowaniu z rzutu rożnego nieznacznie pomylił się główkując Angeleri. Przyjezdni w pierwszych minutach wydawali się być przestraszeni i zaskoczeni taktyką andaluzyjskiego klubu. Gospodarze mieli pomysł na grę. Już w 8. minucie Galeano musiał nieprzepisowo zatrzymać składny atak Malagi. Chwilę później strzał Eliseu nieznacznie minął bramkę gości. Z biegiem czasu do gry powoli wracali przyjezdni. Nieustępliwie przejęli środek pola i zaczęli wymieniać podania w stylu Barcelony. Długo nie potrafili jednak przebić się w pole karne Andaluzyjczyków. Z problemów gości korzystali gospodarze. Pedro Morales w 15. minucie był sam na sam z bramkarzem rywala, ale Ruben Martinez obronił jego strzał. Kolejną doskonałą okazję zmarnował Portillo. Był to jednak sygnał ostrzegawczy dla ekipy z Madrytu.
W 22. minucie sympatyczna drużyna gości miała w końcu swoją pierwszą świetną szansę. Do ładnego podania w pole karne doszedł Fernandez, który dośrodkował wzdłuż linii bramkowej, lecz Larrivey musnął jedynie futbolówkę. Chwilę później Roberto Roman „Tito” oddał niecelny strzał nad bramką. Wyglądało na to, że Rayo się w końcu przebudziło. Coraz częściej piłka krążyła przed polem karnym Malagi. Napastnikom w ostatniej chwili przerywała defensywa gospodarzy z Antunesem na czele. Gdy wydawało się, że gol dla przyjezdnych jest kwestią czasu, to gospodarze zaskoczyli. W 31. minucie piękne dośrodkowanie Antunesa zamienił na bramkę El Hamdaoui. Ruben Martinez minął się z piłką. Goście rzucili się do odrabiania strat. Pressingiem już na połowie Malagi chcieli zmusić drugą i trzecią linię rywala do błędu. Jednak to nic im nie dało. A na dodatek na pięć minut przed przerwą Francisco Portillo podwyższył prowadzenie, lecz bramka nie powinna zostać uznana, gdyż asystujący El Hamdaoui, jak pokazały powtórki, w momencie podania był na spalonym. W doliczonym czasie gry Saul ładnym strzałem próbował zaskoczyć Caballero, jednak wynik do przerwy nie uległ zmianie.












