Atletico po fenomenalnym spotkaniu rozgromiło Betis 5:0. Bramki zdobyli: Oliver Torres, David Villa (dwie), Diego Costa i Gabi. Gospodarze kontrolowali przebieg spotkania i nie pozwolili na nic przyjezdnym. Zespół ze stolicy Hiszpanii goni Barcelonę i pokazał jej, że w tym sezonie do końca będzie walczył o mistrzostwo.
Jednym z najciekawszych meczów 10. kolejki Primera Division było niedzielne starcie Atletico Madryt z Betisem. Zdecydowanych faworytów tego spotkania upatrywano w gospodarzach, którzy z pewnością chcieli udowodnić, że zeszłotygodniowa wpadka z Espanyolem to tylko wypadek przy pracy. Gracze ze stolicy Hiszpanii chcieli również powiększyć przewagę nad najgroźniejszym rywalem – Realem – do pięciu oczek. Goście mimo nie najlepszej formy i obecności w strefie spadkowej na pewno nie przyjechali do Madrytu, aby pokornie oddać komplet punktów. Betis od zawsze słynął z wielkich meczów przeciwko faworytom. To wszystko sprawiało, że pojedynek powinien być ekscytujący.

Mecz z animuszem rozpoczęli gospodarze. Już w 15. sekundzie do siatki trafił Oliver Torres po składnej akcji Diego Costy i „Koke”. Młodemu Hiszpanowi nie zostało nic innego, jak strzelić do niemal pustej bramki z dziesiątego metra. To spotkanie nie mogło ułożyć się lepiej dla podopiecznych Diego Simeone. Betis miał okazję w 11. minucie. „Chuli” przyjął piłkę przed polem karnym, po czym się z nią obrócił, gubiąc obrońcę, i po przebiegnięciu kilku metrów oddał strzał, który zdołał zablokować Filipe Luis. Przed szansą stanął Godin. W 16. minucie Torres dośrodkował w pole karne, a Godin, nic sobie nie robiąc z defensorów rywala, główkował. Piłka po jego strzale nieznacznie minęła bramkę Guillermo Sary.
Piłkarze z Sewilli byli w niekorzystnej sytuacji. Musieli żmudnie konstruować ataki. Jeden błąd mógł przesądzić o wyniku meczu, gdyż ekipa z Madrytu świetnie gra z kontrataku i z pewnością liczyła też na to w tym spotkaniu. Ale gospodarze pokazali, że również potrafią grać atakiem pozycyjnym i stworzyć groźne akcje po zaledwie kilku podaniach. Tak się stało w 29. minucie. Diego Costa dośrodkował w pole karne, a David Villa najwyżej wyskoczył do futbolówki. Wydawałoby się, że wysoko szybująca piłka będzie łatwa do obrony dla golkipera Betisu. Ten jednak miał z nią problem i ledwie wybił ją na rzut rożny. Goście nie rezygnowali z ataków, które jednak nie przyniosły efektu. Defensywa „Los Rojiblancos” była czujna. Przyjezdnym nie pomogły szarże chyba najlepszego gracza ekipy z Andaluzji w tym spotkaniu – Cedrica Mabwatiego.
Na pięć minut przed końcem pierwszej części spotkania Diego Costa przebiegł z piłką przez połowę boiska i będąc powstrzymywany przez Jordiego, zdołał oddać strzał. Futbolówka trafiła jednak w boczną siatkę. Kolejną świetną okazję Brazylijczyk miał w doliczonym czasie gry. Tym razem Sara zdołał intuicyjnie wybronić groźne uderzenie. Po 45 minutach można stwierdzić, że Atletico kontrolowało spotkanie. Co prawda Betis miał większy procent posiadania piłki: 55 do 45, ale to ekipa z Madrytu stworzyła sobie o wiele więcej groźnych akcji i oddała cztery strzały. Przyjezdni ani razu nie zagrozili bramce Thibauta Courtois.











