Manchester United po dwóch kolejkach angielskiej Premier League ma na swoim koncie cztery punkty. Może nie jest to jakiś niebotyczny wynik, ale biorąc pod uwagę grę i zaangażowanie „Czerwonych Diabłów”, ich fani mogą naprawdę z optymizmem patrzeć w przyszłość.Zeszły sezon dla drużyny z Old Trafford był jednym z najgorszych w ostatnich latach. Szczególnie pierwsza jego połowa, gdy United potrafiło przegrywać mecze nawet z walczącym o utrzymanie Brighton & Hove Albion. Sytuację tą nieco odmieniło dopiero zatrudnienie Ole Gunnara Solskjeara na stanowisku trenera.
Norweska legenda „Red Devils” wprowadziła w klubie nowe rządy, które przez pierwsze miesiące naprawdę mogły się podobać. W końcówce sezonu powróciły jednak demony przeszłości i Manchester United prawie do końca walcząc o Ligę Mistrzów, potrafił gubić punkty z najsłabszym zespołem ligi, czyli Huddersfield. Ten sezon dla angielskiej drużyny zaczął się bardzo dobrze i po dwóch spotkaniach z bardzo trudnymi rywalami ma ona na swoim koncie już cztery oczka.
Przez większą część tego artykułu skupiać będziemy się na meczu z Chelsea oraz pierwszych 45 minutach starcia z Wolves. O drugiej połowie na Molineux Stadium powiemy nieco na koniec.
„Gra się tak, jak przeciwnik pozwala”
Śp. Kazimierz Górski powtarzał, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala, czego świetnym przykładem jest obecny Manchester United. W pierwszym spotkaniu ligowego sezonu z londyńską Chelsea podopieczni Ole Gunnara Solskjeara byli nastawieni głównie na kontrataki i oddawali inicjatywę rywalowi, który w pewnych momentach za bardzo się otwierał, co stwarzało piłkarzom z Manchesteru dodatkowe okazje do strzelenia gola.
Była to taktyka skuteczna, ale norweski szkoleniowiec wiedział, że na mecz z Wolverhampton Wanderers musi wymyślić coś innego. Wiadomo było bowiem, że zespół „Wilków” nie będzie chciał przyjąć inicjatywy i raczej będzie starał się konsekwentnie przesuwać w obronie, co jakiś czas atakując z kontry.
https://twitter.com/DawidDreszer/status/1163540655555121152
Piłkarze United musieli więc zdominować całe pole gry i nie dopuścić, by gospodarze zaczęli wykorzystywać swój największy atut, o którym wspominaliśmy. Pierwsze 45 minut meczu na Molineux Stadium bezdyskusyjnie należało do graczy „Red Devils”, którzy praktycznie nie opuszczali z piłką połowy przeciwnika.
Zabójczy duet
Okres naporu Manchesteru United musiał zakończyć się golem, innej możliwości po prostu nie było. Świetne podanie Marcusa Rashforda na bramkę zamienił Anthony Martial. To właśnie angielsko-francuski duet jest głównym motorem napędowym zespołu z Old Trafford.











