Nie jesteśmy gotowi na triumf w Lidze Mistrzów – Pep Guardiola powtarzał tę kwestię jak mantrę w ciągu ostatnich miesięcy. Hiszpan usilnie starał się nam wmówić, że europejskie rozgrywki ciągle są poza zasięgiem jego wspaniałej drużyny. A jednak dzisiaj, gdy opadł bitewny kurz po starciu z Tottenhamem, nad Etihad Stadim wisi nieznośne poczucie porażki i rozczarowania. Pep Guardiola znów nie potrafił przełożyć wielkości swojego zespołu na krajowym boisku na boiska europejskie. Czy zatem można już kwestionować wielkość tego zasłużonego menedżera?
Można zadać pytanie – jak to jest możliwe, że po tylu osiągniętych sukcesach Guardiola ciągle jest niespełniony? Dlaczego trener, którzy przecież dwukrotnie triumfował w Lidze Mistrzów, ma traktować odpadnięcie w ćwierćfinale jako osobistą klęskę? Cóż, jak to zwykle bywa w piłce nożnej, tutaj najważniejszy jest kontekst. Oto bowiem mamy Manchester City, który bije wszystkie krajowe rekordy. Który jeszcze rok temu wydawał się absolutnie nietykalny w rozgrywkach Premier League.
The Citizens przecież na papierze byli ekipą mocniejszą niż w poprzednim sezonie, gdy odpadali z Liverpoolem na tym samym etapie turnieju. I choć tym razem dwumecz był zdecydowanie bardziej wyrównany, nasz ukochany sport bywa brutalny. Na końcu liczą się fakty. A fakty są takie, że Tottenham, pozbawiony swojego największego snajpera, bez żadnych letnich transferów, osiągnął półfinał Ligi Mistrzów szybciej niż napompowany arabską fortuną Manchester City.
Jeśli interesują Cię gry wideo i planszówki to http://husbao.pl jest miejscem, na które warto zwrócić uwagę.
Mija 8 lat od ostatniego triumfu
Te same wątpliwości są nam znane już od kilku lat. Jak na futbol na tym poziomie – prawdziwa wieczność. Pep Guardiola ostatnim razem wygrał Ligę Mistrzów w 2011 roku, tworząc jedną z najlepszych klubowych ekip w historii futbolu. Od tamtej chwili Hiszpan nie potrafi jednak choćby w małym stopniu powtórzyć swojego katalońskiego sukcesu. Najpierw był Bayern Monachium. Pep przychodził do drużyny Roberta Lewandowskiego z jednym celem: zdobycia upragnionej Ligi Mistrzów. Podobnie jak Manchesteru City, Bawarczyków nie satysfakcjonowało bicie krajowych rekordów. Guardiola wtedy zawiódł i to już po raz trzeci z rzędu. Na nic zdała się absolutna dominacja w Bundeslidze. Mimo że Pep odchodził z Monachium w miłej atmosferze, za jego śladem kroczyło nieznośne rozczarowanie.
Liga Mistrzów stała się dla Pepa przeklętymi rozgrywkami. Plamą na wielkim dorobku tego menedżera. Niezależnie od tego ile jeszcze wygra krajowych trofeów, nadal będzie liczyła się tylko Liga Mistrzów, a raczej jej brak. Być może rzeczywiście nie jest w stanie jej wygrać bez Messiego w składzie? Mimo posiadania jednej z najlepszych kadr w światowej piłce, Pep nie potrafi przekuć tej jakości w europejski triumf. Już dwumecz z Schalke mógł zapalić czerwoną lampkę w głowie Guardioli. Niemiecki zespół, który okupuje dolne rejony tabeli w Bundeslidze, narobił City niezłego stracha na własnym stadionie. I choć potem Manchester pewnie załatwił sprawę na Etihad, Schalke pokazało, że można tę drużynę ugryźć.











