Ostatnie tygodnie to nie jest dobry czas dla Manchesteru City. Oprócz odpadnięcia z Ligi Mistrzów zespół na własne życzenie wypisuje się z walki o mistrzostwo Anglii. Wygląda na to, że Chelsea może przymierzać już koronę.
Wyjazdowa porażka w ostatniej, 31. kolejce Premier League przeciwko Crystal Palace, drużynie ze środka tabeli, mogłaby być uznana za potknięcie, gdyby nie to, że „The Citizens” przegrali trzy z ostatnich pięciu spotkań ligowych. Klub prowadzony przez Manuela Pellegriniego nie potrafi ostatnio zdobyć choćby punktu na boiskach rywali. Ewidentnie można zacząć mówić o kryzysie w zespole.
Mistrz Anglii przeżywa teraz trudny czas. O ile odpadnięcie z Champions League nie było wielką sensacją, biorąc pod uwagę klasę rywala, o tyle postawa zespołu w lidze jest jednak niemałym zaskoczeniem. Mimo wielu gwiazd w składzie widać uzależnienie zespołu od formy Sergio Aguero, która ostatnio pozostawia wiele do życzenia. Argentyńczyk nie strzelił gola w lidze od ponad 540 minut, a ostatnim trafieniem było wykorzystanie rzutu karnego w wysoko wygranym meczu przeciwko Newcastle United.
Dużym problemem ekipy Pellegriniego jest to, że trudno znaleźć przyczynę ostatnich porażek. Żaden z zawodników szerokiej kadry zespołu nie boryka się z kontuzją, po odpadnięciu z europejskich rozgrywek nie można mówić też o natłoku spotkań. Porażki z drużynami pokroju Crystal Palace czy zajmującego osiemnaste miejsce w lidze Burnley FC nie powinny przytrafiać się zespołowi tej klasy.
Zdobycie zaledwie sześciu punktów w ostatnich pięciu meczach spowodowało spadek „The Citizens” z drugiego na czwarte miejsce w tabeli. O dwa punkty wyprzedza ich teraz Arsenal, a strata do Chelsea wynosi aż osiem punktów. Dodatkowo lider tabeli ma jeden zaległy mecz do rozegrania z ostatnim Leicester City. Jedenaście punktów przewagi na siedem kolejek przed zakończeniem ligi oznacza, że Chelsea może już powoli zacząć świętowanie. Nie wydaje się bowiem, że drużyna Jose Mourinho byłaby zdolna stracić aż tak dużą przewagę w tabeli. Jakby tego było mało, punkt przewagi w tabeli nad City mają też śmiertelni wrogowie z Old Trafford. Przegrana z United na przestrzeni całego sezonu byłaby potwornym ciosem marketingowym, zwłaszcza że o kryzysie „Czerwonych Diabłów” mówi się na okrągło od prawie dwóch lat. Spadek na czwarte miejsce w tabeli oznacza też konieczność gry w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a tego chyba nikt się nie spodziewał.
Tyle o zespołach wyprzedzających Manchester City. Co można powiedzieć o ekipach goniących „Mieszczan” w tabeli? Wydaje się, że przewaga bohaterów tego tekstu jest wystarczająca, by nie dopuścić do dramatu w postaci braku Champions League na Ettihad Stadium w przyszłym sezonie. Nad piątym w tabeli Liverpoolem i szóstym Tottenhamem City ma siedem punktów przewagi, o jedno oczko mniej ma siódme Southampton. Żeby spaść za którąś z tych ekip, zespół musiałby notować porażkę za porażką lub też któraś z drużyn goniących rozpoczęłaby cudowną serię zwycięstw.
Biorąc pod uwagę obecną formę zespołu, układ tabeli i terminarz, bez wątpienia kluczowe dla „The Citizens” okaże się najbliższe spotkanie. Rywalem będzie nie kto inny jak Manchester United. Mecz na Old Trafford z jednej strony może być doskonałym momentem na przełamanie. Nic tak nie upokorzy odwiecznych rywali jak porażka u siebie z drużyną w kryzysie. Wygrana z pewnością tchnęłaby nowego ducha walki w drużynę na resztę sezonu. Z drugiej strony „Czerwone Diabły” grają ostatnio naprawdę dobrze (seria pięciu ligowych zwycięstw z rzędu) i po raz pierwszy od dłuższego czasu będą faworytem derbów. Jeśli wygrają, City raczej będzie musiało pogodzić się z niższym od nich miejscem w tabeli na zakończenie sezonu.












