Liverpool w wielkim stylu wygrał ligę, odbijając sobie niepowodzenia zarówno z zeszłego sezonu, jak i ostatnich 30 lat. Jednak gdy przyjdzie do rozdawania nagród indywidualnych, to właśnie Kevin De Bruyne powinien zdobyć wszelkie możliwe wyróżnienia. I to bez dwóch zdań. W dzisiejszym meczu Belg po raz kolejny pokazał swoją wartość, bezlitośnie punktując świeżo upieczonych mistrzów Anglii.
Manchester City prócz genialnego rozgrywającego ma znacznie szerszą kadrę od reszty zespołów Premier League. Pozwoliło to przetrwać w tym sezonie napięty kalendarz, ale do wygrania mistrzostwa zabrakło już iskry geniuszu i – jak wielu twierdzi – byłego szefa obrony, czyli Vincenta Kompanego.
Trudno w to uwierzyć, ale w ekipie Jürgena Kloppa nie ma ani jednego nominalnego rozgrywającego. Mimo to drużyna wygrała ligę wcześniej, niż ktokolwiek jeszcze przed tą kampanią mógł się spodziewać. Jej siłę stanowi niezwykły kolektyw. Charyzmatyczny Niemiec zdaje sobie sprawę, że mimo osiągniętego poziomu wzmocnienia są konieczne. Sam zapewne nie pogardziłby usługami reprezentanta Belgii. Zresztą nie tylko on.
Pierwsze śliwki robaczywki
Pierwsze podejście Kevina De Bruyne do Premier League trudno było nazwać podbojem ligi. Reprezentant Belgii pod wodzą Jose Mourinho rozegrał w barwach Chelsea dziewięć meczów i zaliczył zaledwie jedną (!) asystę. Jakże to absurdalnie wygląda przy liczbach, które obecnie wykręca. Czy „The Special One” aż tak mylił się co do jego umiejętności? Czy może Belg potrzebował więcej czasu, by przystosować się do klimatu angielskich boisk? Do złudzenia można przypominać, ilu znakomitych piłkarzy nie sprostało ich wymaganiom.
Do dwóch razy sztuka
Przed sezonem 2014/2015 Belg po półrocznym wypożyczeniu przeniósł się na stałe do Wolfsburga, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Wraz z zespołem Wilków zajął nadzwyczajne drugie miejsce w Bundeslidze, a on sam został wybrany piłkarzem sezonu. Pobyt w Niemczech bez wątpienia pozwolił mu przypomnieć sobie, jak się gra w piłkę i dał mu bilet powrotny do Anglii. Jak już wiemy – drugiej szansy nie zmarnował.











