Podczas gdy Lech Poznań mierzył się na wyjeździe z Juventusem, rywale obu wspomnianych zespołów spotkali się w Salzburgu. Trzy punkty pojechały jednak do Manchesteru, gdyż podopieczni Manciniego po dobrej grze Silvy i Jo wygrali 2:0. Tymczasem Lech zremisował z Juventusem.
Red Bull Salzburg 0:2 Manchester City
Ostatnie mecze w lidze angielskiej nie zakończyły się najlepiej dla podopiecznych Roberto Manciniego. W końcu nie tak dawno temu przegrali oni z Sunderlandem, a ostatnio zremisowali na własnym stadionie z Blackburn, w dodatku po dość prostym błędzie defensywy. Chęci na powrót z tarczą były zatem ogromne, zwłaszcza że City chce osiągnąć dobry wynik w rozgrywkach Ligi Europejskiej. W końcu drużyna ta objęła sobie za cel grę w jeszcze bardziej prestiżowej Lidze Mistrzów.

Na ławce usiadł ostatnio mocno eksploatowany Adam Johnson, a obok niego znaleźli się również między innymi Milner oraz Vieira. W wyjściowym składzie pojawił się za to David Silva, który na Eastlands na razie nie zachwycał. W meczu z Salzburgiem zdołał jednak się przełamać i już wcześnie uszczęśliwił kibiców gości. Dobrą piłkę do Jo zagrał wracający do regularnej gry Bridge. Ten podał ją jeszcze dla Silvy, a filigranowy pomocnik ze spokojem umieścił ją w siatce. A wszystko to stało się już po ośmiu minutach od pierwszego gwizdka sędziego.
Manchester nie spuścił z tonu, bez walki nie poddali się również podopieczni Stevensa. W stronę bramkarza gospodarzy, Tremmela, co raz wszczynano ataki. „The Citizens” częstokroć prowadzili akcje skrzydłami, by zamknąć je zejściem w pole karne lub efektownym dośrodkowaniem. Sporo takich miękkich piłek kończyło się groźnym strzałem. Próbowano również licznych podań prostopadłych, przez co na przykład fantastyczną okazję ku kolejnej bramce miał pod koniec pierwszej połowy chociażby Silva.
Salzburg tracąc bramkę już na początku i grając na własnym stadionie, nie odpuścił i często zaskakiwał formację Manchesteru. Nieraz szukał okazji ku wyrównaniu, wykorzystując zamieszanie w polu karnym rywala chociażby po rzutach rożnych. Wraz z upływem pierwszych czterdziestu pięciu minut dobrze spisującego się Harta z dystansu pokonać próbował jeszcze Mendes da Silva. Jego strzał minął się jednak z bramką, w rezultacie czego gospodarze do szatni zeszli raczej w nie najlepszych nastrojach, aczkolwiek nie pozbawieni nadziei.













